Dobry wieczór! Wróciłem z ambasady Niemiec z ciekawego pokazu filmu o relacjach opozycji demokratycznej z NRD i Polski. Jeden, z nadal długowłosych i brodatych, opozycjonistów enerdowskich wspominał przyjazdy do Polski, szczególnie na festiwalu Jazz Jamboree. Pamiętam tych długowłosych, hipisujących Niemców, i potem moje zdziwienie jak w czasie dwóch tygodni podróży po NRD nie spotkałem nikogo do nich podobnego. Opozycjonista z filmu jest pastorem i przypomniał mi spotkanie z młodym obywatelem „bratnich demokratycznych Niemiec” na kempingu w Krakowie latem 1978 roku. „Mój enerdowiec” miał też długie włosy, brodę i był szczupły, ja zresztą też. Z tego co pamiętam to chyba nasze dziewczyny zaczęły ze sobą rozmawiać. Siedzieliśmy przed namiotem, piliśmy wino i rozmawialiśmy narzeczem niemiecko-angielsko-rosyjskim. Opowiadał, że właśnie skończył szkołę i postanowił studiować teologię, żeby zostać pastorem. Wezwał go dyrektor szkoły, który żądał, by z tego zrezygnował. Ale im bardziej go naciskano, tym bardziej się upierał. W końcu zakomunikowali mu, że w takim razie ma - nie pamiętam, jak on powiedział, ale ja tak to zapamiętałem - przesrane. Jakieś półtora roku później miałem trudną rozmowę i przypomniałem sobie wtedy tego teologicznego enerdowca, co mi bardzo pomogło. Ale to zupełnie inna historia. Dobranoc.
(krawat: New World)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz