Dobry wieczór! Marek Przybylik w latach 80. miał w „Życiu Warszawy” słynną rubrykę „Dzień targowy”. Były w niej dowcipnie informacje z rynku nowalijek i nie tylko, bo rubryka stała się pretekstem do pokazania szerszego obrazu Polski. Kiedy stary system upadł Markowi zarzucano, że nic ciekawego, poważnego nie potrafi napisać, bo przecież zajmował się takimi błahymi sprawami. – Niech któryś z nich spróbuje ciekawie napisać o marchewce – kwitował krótko takie uwagi. Przypomniałem sobie tę historię, bo ostatnio parę osób zarzucało mi, czy tylko sugerowało, iż „uciekam w krawaty”, by nie pisać o polityce. I nie będę pisał, przynajmniej w tym miejscu. Jest tyle ciekawych rzeczy. Dobranoc.
(krawat: Greenfield)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greenfield. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greenfield. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 maja 2016
czwartek, 14 maja 2015
1840 krawat, 1840 dzień, 14/05/15
Dobry wieczór! Koleżanka z pracy i nie z pracy, czyli redaktor Anna Kwiatkowska kupiła mi dzisiaj zmywacz do paznokci i wręczyła mówiąc: - Zmyj sobie lakier z palców.
Ale zacząłem od końca... Niby wczoraj był trzynasty, ale dla mnie to chyba dzisiaj. Od rana wiele spraw, a ja zaspałem. Najpierw psy na porannym spacerze wnikliwie i powolnie wąchały każde źdzbło trawy. Potem... No, właśnie. Potem wziąłem szybki prysznic, błyskawicznie wyskoczyłem z wanny, energicznie chwyciłem ręcznik i strąciłem stojący krawędzi półeczki lakier do poznokci. Nigdy bym nie pomyślał, że taka mała buteleczka zawiera tak dużo płynu. Lakier był wszędzie. Spojrzałem na dłonie. Palce z paznokciami miałem intensywnie, krwiście czerwone, bo taki był ten lakier. Spojrzałem na stopy też krwawe. Nogi także. Rozejrzałem się wokół. Kafelki, szafka, ściana i podłoga. Prawdziwe „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas”, a raczej „CSI: Stary Mokotów”. A ja wyglądałem jak gołe gender zamordowane w łazience. Szybko zacząłem to czyścić, ale zmywacza było niewiele, a ja musiałem wybiegać, bo w telewizji czekała wspomniana Pani redaktor, dyrektor z ministerstwa kultury, dyrektor Filmoteki Narodowej i dzieła osierocone. Błyskawicznie się ubrałem, wybiegłem, wsiadłem do tramwaju, odsapnąłem i wtedy weszli kontrolerzy biletów. W tym momencie przypomniałem sobie, że bilet miesięczny skończył mi się wczoraj, trzynastego. Postanowiłem klęskę przyjąć z godnością. Kiedy zbliżał się do mnie kontroler poprawiłem krawat. Spojrzał nieufnie na moje czerwone paznokcie i mnie ominął. Cholerna dyskryminacja. Dobranoc.
(krawat; Greenfield)
Ale zacząłem od końca... Niby wczoraj był trzynasty, ale dla mnie to chyba dzisiaj. Od rana wiele spraw, a ja zaspałem. Najpierw psy na porannym spacerze wnikliwie i powolnie wąchały każde źdzbło trawy. Potem... No, właśnie. Potem wziąłem szybki prysznic, błyskawicznie wyskoczyłem z wanny, energicznie chwyciłem ręcznik i strąciłem stojący krawędzi półeczki lakier do poznokci. Nigdy bym nie pomyślał, że taka mała buteleczka zawiera tak dużo płynu. Lakier był wszędzie. Spojrzałem na dłonie. Palce z paznokciami miałem intensywnie, krwiście czerwone, bo taki był ten lakier. Spojrzałem na stopy też krwawe. Nogi także. Rozejrzałem się wokół. Kafelki, szafka, ściana i podłoga. Prawdziwe „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas”, a raczej „CSI: Stary Mokotów”. A ja wyglądałem jak gołe gender zamordowane w łazience. Szybko zacząłem to czyścić, ale zmywacza było niewiele, a ja musiałem wybiegać, bo w telewizji czekała wspomniana Pani redaktor, dyrektor z ministerstwa kultury, dyrektor Filmoteki Narodowej i dzieła osierocone. Błyskawicznie się ubrałem, wybiegłem, wsiadłem do tramwaju, odsapnąłem i wtedy weszli kontrolerzy biletów. W tym momencie przypomniałem sobie, że bilet miesięczny skończył mi się wczoraj, trzynastego. Postanowiłem klęskę przyjąć z godnością. Kiedy zbliżał się do mnie kontroler poprawiłem krawat. Spojrzał nieufnie na moje czerwone paznokcie i mnie ominął. Cholerna dyskryminacja. Dobranoc.
(krawat; Greenfield)
piątek, 18 października 2013
1267 krawat, 1267 dzień, 18/10/13
Dzień dobry! „Biografie rzeczy” - to tytuł wystawy poświęconej darom z kolekcji Muzeum Historii Żydów Polskich*. Tak. Przedmioty mają swoją historię, niekiedy bardzo dramatyczną. Ale zawsze jest to historia związana z konkretnymi ludźmi. W tym przypadku mamy do czynienia z czymś niezwykłym. Przedmioty są najczęściej jedynym świadectwem świata, który przeminął. I w ich obecności jest jakaś tajemnica. I jakaś tęsknota... I jakaś historia, którą wbrew historii pragniemy opowiedzieć. Miłego dnia.
PS. W tej opowieści ważni są też Ci, którzy te Rzeczy Muzeum podarowali.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


