Dobry wieczór! Przyznam się do czegoś. Jednego żałuję w życiu. Za późno zorientowałem się, że posiadanie jednocześnie dwóch psów jest takie fajne. Z drugiej strony dobrze, co prawda późno, ale mam dwa psy. Dobranoc.
(krawat: no name)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 października 2016
sobota, 29 listopada 2014
1673 krawat, 1673 dzień, 28/11/14
Dobry wieczór! Zastanawiałem się jaki dzisiaj wpis napisać pod krawatem. Usiadłem, żeby lepiej przemyśleć... I zasnąłem. Jak obudziłem się to pomyślałem, że trzeba chyba położyć się spać. Dobranoc.
(krawat: Sand)
(krawat: Sand)
środa, 29 października 2014
1643 krawat, 1643 dzień, 29/10/14
Dobry wieczór! Redaktor Jan Zabieglik, legenda „Życia Warszawy” i wyścigów konnych na Służewcu, na początku lat 90. odbierał pranie z jednej z pierwszych nowoczesnych pralni w Warszawie. Kiedy podano mu to co oddał do czyszczenia, obejrzał całość krytycznie.
- Patrzcie - zwrócił się do nas stojących wokół niego. - Dali torbę, wieszak też dali, ale nowych spodni to nie dali.
Dzisiaj przy wejściu do metra urocza dziewczyna wręczyła mi ulotkę. Wziąłem, bo biorę ulotki dla zasady, jako proletariusz wiem, że trzeba pomagać innym ludziom pracy. Właśnie rozglądałem się za jakimś koszem, bo chciałem to co dostałem wyrzucić, a z szacunku dla pracy nie lubię i nie chcę wyrzucać na oczach tych, którzy je rozdają. Ale w metrze jak wiadomo koszy nie ma, a ja nie śmiecę z wrodzonej kultury i także z szacunku dla pracy innych. W oczekiwaniu na pociąg postanowiłem przeczytać ten druk reklamowy. Spodziewałem się czegoś na wzdęcia, bo ulotka gruba, a tu wielkie zaskoczenie. Patrzę i widzę: „90. urodziny Zbigniewa Herberta”. Zdjęcie Poety i pod nim: „Urodził się 29 października 1924 r. we Lwowie...”. W środku wiersze, więc pojechałem do domu czytając sobie:
„ (...)
Nie opiszę nawet domu
który zna wszystkie ucieczki i moje powroty
choć mały jest i nie opuszcza powieki zamkniętej
nic nie odda zapachu zielonej portiery
ani skrzypienia schodów po których wnoszę zapaloną lampę ani
liścia nad bramą
Chciałbym właściwie napisać o klamce furtki tego domu
o jej szorstkim uścisku i przyjaznym skrzypieniu
i choć wiem o niej tak wiele
powtarzam tylko okrutnie pospolitą litanię słów
Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim
tyle przedmiotów można ująć w obie ręce
Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata
tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu*.”
No, dobra. Ulotkę dali, 6 wierszy dali, ale zniżki na tomik Poety w księgarni nie dali. I to ma być promocja!?
Dobranoc.
*Zbigniew Herbert, „Nigdy o tobie”
(krawat: Beufort, Tie Rack)
- Patrzcie - zwrócił się do nas stojących wokół niego. - Dali torbę, wieszak też dali, ale nowych spodni to nie dali.
Dzisiaj przy wejściu do metra urocza dziewczyna wręczyła mi ulotkę. Wziąłem, bo biorę ulotki dla zasady, jako proletariusz wiem, że trzeba pomagać innym ludziom pracy. Właśnie rozglądałem się za jakimś koszem, bo chciałem to co dostałem wyrzucić, a z szacunku dla pracy nie lubię i nie chcę wyrzucać na oczach tych, którzy je rozdają. Ale w metrze jak wiadomo koszy nie ma, a ja nie śmiecę z wrodzonej kultury i także z szacunku dla pracy innych. W oczekiwaniu na pociąg postanowiłem przeczytać ten druk reklamowy. Spodziewałem się czegoś na wzdęcia, bo ulotka gruba, a tu wielkie zaskoczenie. Patrzę i widzę: „90. urodziny Zbigniewa Herberta”. Zdjęcie Poety i pod nim: „Urodził się 29 października 1924 r. we Lwowie...”. W środku wiersze, więc pojechałem do domu czytając sobie:
„ (...)
Nie opiszę nawet domu
który zna wszystkie ucieczki i moje powroty
choć mały jest i nie opuszcza powieki zamkniętej
nic nie odda zapachu zielonej portiery
ani skrzypienia schodów po których wnoszę zapaloną lampę ani
liścia nad bramą
Chciałbym właściwie napisać o klamce furtki tego domu
o jej szorstkim uścisku i przyjaznym skrzypieniu
i choć wiem o niej tak wiele
powtarzam tylko okrutnie pospolitą litanię słów
Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim
tyle przedmiotów można ująć w obie ręce
Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata
tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu*.”
No, dobra. Ulotkę dali, 6 wierszy dali, ale zniżki na tomik Poety w księgarni nie dali. I to ma być promocja!?
Dobranoc.
*Zbigniew Herbert, „Nigdy o tobie”
(krawat: Beufort, Tie Rack)
sobota, 25 października 2014
1639 krawat, 1639 dzień, 25/10/14
Dobry wieczór! Na Facebooku wyświetliło mi się „Osoby, które możesz znać” i poniżej „Aleksander Kwaśniewski”. A niech to zaproszę Pana Prezydenta do znajomych, pomyślałem, i zaprosiłem. Ledwie zaprosiłem, a wyświetlił mi się napis: „Zaproponuj Aleksander Kwaśniewski znajomych”. Panie Prezydencie, to już tak źle ze znajomymi? Dobranoc.
(krawat: Marks & Spencer)
(krawat: Marks & Spencer)
poniedziałek, 20 października 2014
1634 krawat, 1634 dzień, 20/10/14
Dobry wieczór! A dzisiaj będzie sam krawat. Żadnych komentarzy, żadnej polityki. Trzeba wyjść jeszcze na spacer z dwoma suniami. Dobranoc.
(krawat: Westbury)
(krawat: Westbury)
piątek, 17 października 2014
1631 krawat, 1631 dzień, 17/10/14
Dobry wieczór! Z życia rodzinnego. Żona rozmawia z córką. W pewnym momencie słyszę kategoryczne stwierdzenie żony: - Nie możesz tak myśleć, to jest myślenie magiczne, czyli niechrześcijańskie, a więc dostaniesz ode mnie kopniaka w tyłek. Dobranoc.
(krawat: Beufort - Tie Rack)
(krawat: Beufort - Tie Rack)
wtorek, 14 października 2014
1628 krawat, 1628 dzień, 14/10/14
Dobry wieczór! Znowu nie oglądałem i jednak (znowu dzięki mnie, a jakże) jest zwycięski remis, bo gdybym oglądał to przegraliby niechybnie. Kiedy żonie to obwieściłem zapytała: - Czy mają jeszcze jakieś szanse? - Tak - odpowiedziałem - mają jeszcze kilka szans, żeby przegrać. Dobranoc.
(krawat: Pierre Cardin)
(krawat: Pierre Cardin)
sobota, 11 października 2014
1625 krawat, 1625 dzień, 11/10/14
Dobry wieczór!
Należy mi się premia za zwycięstwo. Czekam na przelew. Nie oglądałem meczu, bo jak oglądam to nasi przegrywają, zresztą i tak musiałem pojechać na wieś i sprawdzić, czy kuna nadal mieszka w moim domu. Byłem, ale kuny nie widziałem. Wróciłem do domu i zaglądam na portale co się dzieje. I czytam, że wygrali Polacy. Żona zagląda mi przez ramię.
- Co to znaczy: „Lewandowski zachował się po profesorsku”? - pyta.
- Podał celnie - odpowiadam.
- Eeeee... słabo. Miałam nadzieję, że przynajmniej zadał jakieś nieprzyjemne pytanie, jak to profesor na egzaminie.
Dobranoc.
(krawat: Hugo Boss)
Należy mi się premia za zwycięstwo. Czekam na przelew. Nie oglądałem meczu, bo jak oglądam to nasi przegrywają, zresztą i tak musiałem pojechać na wieś i sprawdzić, czy kuna nadal mieszka w moim domu. Byłem, ale kuny nie widziałem. Wróciłem do domu i zaglądam na portale co się dzieje. I czytam, że wygrali Polacy. Żona zagląda mi przez ramię.
- Co to znaczy: „Lewandowski zachował się po profesorsku”? - pyta.
- Podał celnie - odpowiadam.
- Eeeee... słabo. Miałam nadzieję, że przynajmniej zadał jakieś nieprzyjemne pytanie, jak to profesor na egzaminie.
Dobranoc.
(krawat: Hugo Boss)
piątek, 10 października 2014
1624 krawat, 1624 dzień, 10/10/14
Dobry wieczór!
- Patrz, kochanie jaka ładna psina do wzięcia. I podobna do naszej!
- Nie ma już w domu miejsca na drugie posłanie dla psa - odpowiada żona.
- Jest. W łóżku się znajdzie posłanie.
Dobranoc.
(krawat: Gino Pilati)
- Patrz, kochanie jaka ładna psina do wzięcia. I podobna do naszej!
- Nie ma już w domu miejsca na drugie posłanie dla psa - odpowiada żona.
- Jest. W łóżku się znajdzie posłanie.
Dobranoc.
(krawat: Gino Pilati)
poniedziałek, 6 października 2014
1620 krawat, 1620 dzień, 6/10/14
Dobry wieczór! Chciałbym powiedzieć, czyli napisać coś miłego, ale jakoś nie mam pomysłu, co miłego konkretnie miałbym powiedzieć. Pozostanę więc miły bez konkretnego aktu bycia miłym. Tak abstrakcyjnie miły będę. Miłego wieczoru. Miłej nocy i jeszcze milszego poranka.
(krawat: Celio)
(krawat: Celio)
czwartek, 2 października 2014
1616 krawat, 1616 dzień, 2/10/14
TYLKO DLA DOROSŁYCH
Dobry wieczór! I masz babo placek! Nabijam się z życia literackiego, a sam dostałem via internet propozycję uprawiania cyberseksu. Od razu sobie pomyślałem o czymś znanym mi z kina, a mianowicie o „orgasm machine” z filmu Woody'ego Allena (a który to film koteczku, hę?). Ponieważ jestem człowiek staroświecki i nie polegam już na swojej wyobraźni, a tym bardziej na pamięci, więc grzecznie się zapytałem co to jest ten cyberseks. Otrzymałem następującą odpowiedź: „Opowiada się o swoich zabawkach, co się ma w majtkach”. Grzecznie podziękowałem stwierdzając, że wolę dość banalne i tradycyjne metody, na które to stwierdzenie otrzymałem lakoniczne: „Jak każdy”. Na tym urwał się kontakt z cyberseksoferentką. Nie ukrywam, że w wyniku tej krótkiej wymiany zdań przeżyłem rozczarowanie tym całym postępem technicznym. Wydawało mi się, że cyberseks to powinno być przynajmniej jakieś oprogramowanie, które zmienia laptopa czy innego tableta w gadżet erotyczny. I po zastosowaniu tego oprogramowania ma się orgazm przez wibrację klawiatury na opuszki palców. A tu się okazuje, że to cyber to ma być zwykłe ględzenie, jakaś korespondencja, generalnie grafomania. Ale może się mylę. Może to kolejny dowód, że wielka literatura trafia pod polskie (cyber)strzyechy. Dobrej nocy życzę!
(krawat: Gant)
Dobry wieczór! I masz babo placek! Nabijam się z życia literackiego, a sam dostałem via internet propozycję uprawiania cyberseksu. Od razu sobie pomyślałem o czymś znanym mi z kina, a mianowicie o „orgasm machine” z filmu Woody'ego Allena (a który to film koteczku, hę?). Ponieważ jestem człowiek staroświecki i nie polegam już na swojej wyobraźni, a tym bardziej na pamięci, więc grzecznie się zapytałem co to jest ten cyberseks. Otrzymałem następującą odpowiedź: „Opowiada się o swoich zabawkach, co się ma w majtkach”. Grzecznie podziękowałem stwierdzając, że wolę dość banalne i tradycyjne metody, na które to stwierdzenie otrzymałem lakoniczne: „Jak każdy”. Na tym urwał się kontakt z cyberseksoferentką. Nie ukrywam, że w wyniku tej krótkiej wymiany zdań przeżyłem rozczarowanie tym całym postępem technicznym. Wydawało mi się, że cyberseks to powinno być przynajmniej jakieś oprogramowanie, które zmienia laptopa czy innego tableta w gadżet erotyczny. I po zastosowaniu tego oprogramowania ma się orgazm przez wibrację klawiatury na opuszki palców. A tu się okazuje, że to cyber to ma być zwykłe ględzenie, jakaś korespondencja, generalnie grafomania. Ale może się mylę. Może to kolejny dowód, że wielka literatura trafia pod polskie (cyber)strzyechy. Dobrej nocy życzę!
(krawat: Gant)
niedziela, 28 września 2014
1612 krawat, 1612 dzień, 27/09/14
Dzień dobry! Za ostatnimi sukcesami polskich sportowców kryje się pewna tajemnica. To dzięki mnie, powiem skromnie. Jak oglądam dostają lanie, jak nie oglądam wygrywają. Teraz mam awarię kabla (albo dekodera) do telewizora i nie chce mi się umawiać z monterem. W momencie, w którym zacznę znów oglądać telewizję wszystko wróci do normy. Nasi znów zaczną dostawać lanie. Albo z winy sędziów albo z winy przeciwników. Na razie napawam się jeszcze ciszą. Niedługo będą mecze piłkarzy z Niemcami i Szkotami. Naprawiać? A może by mnie tak przekupić, co? To zgodne z duchem i tradycją polskiego sportu. Miłego dnia.
(krawat: Executive)
(krawat: Executive)
niedziela, 21 września 2014
1605 krawat, 1605 dzień, 21/09/14
Dzień dobry! Przed pójściem spać żona rozmawia z córką w jej pokoju. Dochodzą mnie jakieś śmiechy i piski. Żona wychodzi z pokoju i idzie do kuchni, gdzie ja nalewam sobie wodę z czajnika.
- Nienawidzę cię! - krzyczy córka.
- Dlaczego? - woła żona i jej matka.
- O mały włos przez ciebie nie zakrztusiłam się ze śmiechu.
- To dobrze. To znaczy, że odziedziczyłaś poczucie humoru, moją najlepszą cechę.
- I moją też - zawołałem. - Masz szansę zostać superdowcipną osobą w tym ponurym kraju.
- Co nie wróży ci zresztą nic dobrego - dodałem już po cichu.
Miłego dnia.
(krawat: Charles Tyrwhitt)
- Nienawidzę cię! - krzyczy córka.
- Dlaczego? - woła żona i jej matka.
- O mały włos przez ciebie nie zakrztusiłam się ze śmiechu.
- To dobrze. To znaczy, że odziedziczyłaś poczucie humoru, moją najlepszą cechę.
- I moją też - zawołałem. - Masz szansę zostać superdowcipną osobą w tym ponurym kraju.
- Co nie wróży ci zresztą nic dobrego - dodałem już po cichu.
Miłego dnia.
(krawat: Charles Tyrwhitt)
poniedziałek, 1 września 2014
1586 krawat, 1586 dzień, 2/09/14
Dzień dobry! Zaniepokojony nadchodzącymi
wieściami z kraju udałem się po obfity zapas soli trzeźwiących, których
najwyraźniej zabrakło w naszej ojczyźnie, bowiem czytam i dowiaduję się z
tego co czytam, że brukselska przemiana premiera Tuska w prezydenta
Tuska oznacza albo upadek Polski, albo niespotykaną dotąd w dziejach
potęgę. Sole nabyłem i na życzenie oraz bez życzenia będę w kraju
podawał potrzebującym. W tym poszukiwaniu trafiłem też do Boro Park (wcześniej na Coney Island przyswoiłem trochę rosyjskiego, wiadomo, może się przydać),
gdzie w kiosku znalazłem jedyną dostępną gazetę z Polski. Był nią Super
Express donoszący na czołówce, że niejaka Liszowska Joanna zderzyła się z
jakąś rzeczywistością. Ponieważ Latynos za ladą zabronił mi czytania
bez konsumpcji nadal nie wiem, czy wspomniana pani Liszowska jest
kandydatką na premierzycę, czy też osobą pijaną ze szczęścia lub
rozpaczy, a może tylko tak normalnie pijaną.
Poza tym w Nowym Jorku cieszy mnie widok wróbli (a przynajmniej na takie wyglądają), nie widziałem żadnych drapieżnych wrono-kruków i im podobnych, których u nas aż nadto i to, iż ich nie widziałem - poza wypchanym egzemplarzem w muzeum - nie ukrywam cieszy mnie niebywale (w muzeum ekspozycja ptaki alpejskie; czyżbyśmy byli już drugą Szwajcarią, a nikt tego w ojczyźnie nie zauważył!).
Nie widziałem też żadnego szopa pracza (poza wypchanym egzemplarzem, jw. - ekspozycja ssaki Ameryki), choć ponoć grasują po tym mieście i są utrapieniem jego mieszkańców jak nie przymierzając nasze bobry są utrapieniem polityków i rolników. Zaś te ich szare wiewiórki tnie dają się fotografować, bo są zdecydowanie ruchliwsze od naszych. Potwornie podekscytowane. Pewnie dlatego że wiewiórki tutaj też muszą uczestniczyć w wyścigu szczurów. Miłego dnia.
(krawat: Hugo Boss)
Poza tym w Nowym Jorku cieszy mnie widok wróbli (a przynajmniej na takie wyglądają), nie widziałem żadnych drapieżnych wrono-kruków i im podobnych, których u nas aż nadto i to, iż ich nie widziałem - poza wypchanym egzemplarzem w muzeum - nie ukrywam cieszy mnie niebywale (w muzeum ekspozycja ptaki alpejskie; czyżbyśmy byli już drugą Szwajcarią, a nikt tego w ojczyźnie nie zauważył!).
Nie widziałem też żadnego szopa pracza (poza wypchanym egzemplarzem, jw. - ekspozycja ssaki Ameryki), choć ponoć grasują po tym mieście i są utrapieniem jego mieszkańców jak nie przymierzając nasze bobry są utrapieniem polityków i rolników. Zaś te ich szare wiewiórki tnie dają się fotografować, bo są zdecydowanie ruchliwsze od naszych. Potwornie podekscytowane. Pewnie dlatego że wiewiórki tutaj też muszą uczestniczyć w wyścigu szczurów. Miłego dnia.
(krawat: Hugo Boss)
1585 krawat, 1585 dzień, 1/09/14
Dzień dobry! W toalecie Muzeum Historii Naturalnej moja córka (14 lat) spotkała dwie starsze Polki przebywające od kilkunastu lat w USA. Po bardzo symbolicznych uprzejmościach panie szybko przeszły do konkretnego pytania: „Na jak długo dostałaś wizę?”
Kopacz, nie-Kopacz, a spora część ludzi i tak myśli jak spłynąć. Miłego dnia.
(krawat: Worlwide Exclusive)
Kopacz, nie-Kopacz, a spora część ludzi i tak myśli jak spłynąć. Miłego dnia.
(krawat: Worlwide Exclusive)
czwartek, 28 sierpnia 2014
1581 krawat, 1581 dzień, 28/08/14
Dzień dobry! Kiedy tutaj w USA mówię znajomym, że w Polsce kompletną
klęską jest system edukacji, zdrowia i emerytur, to wszyscy kiwają głową
i mówią z uznaniem: „Szybko nas dogoniliście!”. W rodzimych mediach
przeczytałem, że będą duże pieniądze na odprawy dla posłów, którzy nie
dostaną się ponownie do Sejmu, a pan premier obiecuje też, że i najbiedniejszym
emerytom da po 36 zł. Co łaska, panie premierze, co łaska! Miłego dnia.
(krawat: Ermano)
(krawat: Ermano)
sobota, 23 sierpnia 2014
1576 krawat, 1576 dzień, 23/08/14
Dzień dobry! Dobrze, że przyjechałem do Nowego Jorku, to przynajmniej sobie
godzinę w kolejce postałem. Do Muzeum Sztuki Nowoczesnej sobie
tak postałem. Zauważyłem tam trzy akcenty polskie. W muzealnej księgarni książkę
o Poli Negri jako pierwszej femme fatale kina, na wystawie czasowej pokazano dom Kereta w Warszawie oraz natykałem się ciągle na pewną rodzinę, która głośno, ostentacyjnie i
bezkompromisowo wyrażała swoją niechęć do sztuki współczesnej.
Potwierdza to starą opinię niejakiego pana Mikołaja Reja, przodka
późniejszego ambasadora USA w Polsce, że Polacy nie gęsi i swój język mają. Ale i też bywają głośni i nieprzyjemni jak gęsi. Miłego dnia.
(krawat: Marks & Spencer)
(krawat: Marks & Spencer)
piątek, 22 sierpnia 2014
1575 krawat, 1575 dzień, 22/08/14
Dzień dobry! Przy jakimś hotelu pod Central Parkiem natknąłem się na gwiazdy NBA. Wybaczcie, że ich nie rozpoznałem, ale nie pasjonuje mnie koszykówka. Reakcje młodych fanów pozwoliły mi jednak poznać skalę mojego szczęścia. Stamtąd szczęśliwy nieznanym wcześniej szczęściem szczęśliwie umknąłem do Publicznej Biblioteki Nowego Jorku (New York Public Library), gdzie spotkałem się z oryginalnymi zabawkami Krzysia Milne. Bohaterowie Kubusia Puchatka tym razem uczestniczyli w bardzo ciekawej wystawie „The ABC of It: Why Children's Books Matters”, którą poleciłbym przede wszystkim kustoszom polskich ekspozycji, bo ciekawą narrację można osiągnąć bardzo skromnymi i pozornie nieefektownymi środkami. Miłego dnia.
(krawat: Roy Robinson)
(krawat: Roy Robinson)
środa, 20 sierpnia 2014
1573 krawat, 1573 dzień, 20/08/14
Dzień dobry! Ameryka przywitała mnie plakatem najbardziej poszukiwanej postaci. „Wanted Alive!” głosiło ogłoszenie i było na nim zdjęcie jakiegoś chińskiego kraba. Nawet chciałem zrobić zdjęcie plakatu, ale miny przedstawicielek amerykańskiego urzędu celnego mocno mnie zniechęciły do tego pomysłu. Uznałem, że lepiej nie pomagać im w poszukiwaniach małego chińczyka. Pierwszym prawdziwym nowojorczykiem był prawdziwy somalijczyk, kierowca taksówki, który miał znajomość topografii miasta zbliżoną do mojej. W ten sposób udało mi się poznać kawałek pięknego miasta, i odnaleźć pewne podobieństwo do Warszawy. Zewsząd widać Empire State Building, jak nasz Pałac Kultury. Miłego dnia.
(krawat: Copperstone)
(krawat: Copperstone)
sobota, 16 sierpnia 2014
1569 krawat, 1569 dzień, 16/08/14
Dobry wieczór! Postanowiłem zadać Putinowi ostateczny cios. No, może przedostateczny. Nakupiłem sobie nektarynek, brzoskwiń, melonów i arbuzów. Najadłem się tym zamiast obiadu i kolacji tak, że nie wiem, czy sam to przeżyję. Rozważałem jeszcze zjedzenie eklerki i ptysia, ale (zd)radziecki portal zawiesił się na mojej karcie uniemożliwiając mi tym samym zadanie zabójczego ciosu. Przeklęci sowieccy hakerzy! Dobranoc.
(krawat: St. Michael from Marks and Spencer)
(krawat: St. Michael from Marks and Spencer)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















