Dobry wieczór! Dzisaj poszedłem i kupiłem sobie w Biedronce kiełbasę wyborczą, którą zjadłem naruszając tym pewnie ciszę wyborczą. Była smaczna, i co najważniejsze już przeceniona. Po jedzeniu przeczytałem, że ten Koreańczyk co wygrał tegoroczny Konkurs Chopinowski, ten Seong-Jin Cho, to chyba jednak nasz człowiek, bo opowiada, że "nienawidzi konkursów, jest leniwy i lubi piwo zmieszane z wódką ryżową". Mówię wam, to Polak pod żółtym przykryciem.
Ale ja nie o tym, tylko o przymusowym milczeniu, bo właśnie ktoś ze znajomych pisał na Facebooku, że odwiedził dzisiaj ostry dyżur ortopedyczny w szpitalu na Barskiej. Pamiętam jak rok przed złamaniem nogi na rolkach odniosłem (też na rolkach) kontuzję ręki. Nie zauważyłem na Polu Mokotowskim wystających spod asfaltu korzeni drzewa. Nie udało się ich ominąć ani przeskoczyć, za to wyszedł przepiękny potrójny axel z podwójnym rittbergerem. Niestety podparty. Ponieważ ręka mnie po tym podparciu bolała udałem się następnego dnia na ostry dyżur, bo próba zdiagnozowania oraz leczenia urazu prywatnie i za pieniądze mogła trwać nawet i dwa tygodnie. Trafiłem na ostry dyżur na Barskiej, gdzie spędziłem osiem bardzo miłych godzin, bo u połamańców atmosfera jest rewelacyjna. Miły chłopak, któremu wózek widłowy w markecie budowlanym zrzucił paletę na nogę, narzekał tylko, że do domu gdzieś w okolicach Warki musi wracać taksówką, i ze zrozumiałych powodów miał od razu ksywę taksówkarz. Pewna dziewczyna w domu u przyszłych teściów zjechała po schodach łamiąc sobie ręce. Pękala ze śmiechu żartując sobie z tego co może zrobić lub nie z rękoma w gipsie. Poza dużo rozmów w podgrupach, a to w kolejce do lekarza, do rentgena, znów do lekarza i potem do gabinetu zabiegowego. Nawet nie wiem jak czas zleciał. Po chyba dwóch tygodniach pojawiłem się na zdjęcie gipsu. Znów kolejka, parę godzin czekania. Nagle jakiś mężczyzna radośnie krzyczy do mnie: – Bardzo przepraszam. Jak się cieszę, że pan widzę. Musimy natychmiast dokończyć naszą rozmowę. Tak ciekawie mi się z panem rozmawiało na ostrym dyżurze, ale nagle zmuszono mnie do przerwania tej miłej konwersacji. Pan wybaczy. Zniknąłem, bo wzięli mnie na operację.
I to jest dopiero wymuszenie ciszy.
Dobranoc.
(krawat: Milanówek)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milanówek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milanówek. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 października 2015
sobota, 6 czerwca 2015
1863 krawat, 1863 dzień, 6/06/15
Dobry wieczór! Zmarł Pierre Brice, odtwórca roli Winnetou w cyklu niemieckich (znaczy erefenowskich) westernów na podstawie powieści Karola Maya. Filmy kręcono w dawnej Jugosławii. Winnetou-Brice był przedmiotem westchnień wielu moich koleżanek oraz - obok Janka Kosa „Czterech pancernych” i Rogera Moore'a jak Simona Templara - jednym z męskich bohaterów umieszczanych na kieszonkowych lusterkach, które można było kupić w sklepach zwanych tandetą, na bazarach i odpustach oraz u babć z pumeksem na rogach Nowego Światu i Rutkowskiego (Chmielnej) oraz Alei Jerozolimskich i Kruczej przy kwiaciarni. Pewien mój kolega twierdzi, że najlepszy Winnetou jest w wersji oryginalnej, czyli niemieckiej i koniecznie z blantem. Uważam, że w podobnych okolicznościach równie świetnie wypada wersja czeska.
W tamtych czasach popularne było też takie powiedzenie „Sorry,Winnetou”, ale ono nie ma związku z filmem, a z książką Karola Maya tylko pośredni (a czytaliśmy Maya i jego świetnego, polskiego naśladowcę Wiesława Wernica). Powiedzonko wzięło się z radzieckiego dowcipu. Otóż w Kraju Rad, ojczyźnie przodującego proletariatu, towarzyszka nauczycielka zapytała dzieci na lekcji, kto powie jak się nazywa najlepszy, najwspanialszy człowiek na ziemi, dobroczyńca całej ludzkości. Dzieci się zawahały, ale rękę do góry szybko podniósł mały Wania. „Towarzyszko nauczycielko, tym człowiekiem jest towarzysz Lenin”. „Brawo Wania! Piątka!” - krzyknęła nauczycielka, a Wania siadając powiedział pod nosem: „Sorry, Winnetou, biznes to biznes”. Dobranoc towarzysze.
(krawat: Milanówek)
poniedziałek, 5 maja 2014
1466 krawat, 1466 dzień, 5/05/14
Dzień dobry! My to jesteśmy takimi Czechami na odwrót. Bo oni jak wymyślą coś poważnego, to wiadomo, że będzie zabawnie. A my jak wymyślimy coś miłego i zabawnego, to wiadomo, że będzie ponuro i poważnie. Tak też jest z tą tęczą na placu Zbawiciela w Warszawie. Po jej rekonstrukcyjnej rewitalizacji czytam na przykład, że to bardzo sympatyczny symbol, ale niech ktoś spróbuje coś złego o niej powiedzieć, to temu faszyście nogi z d... powyrywam. Bulwersują się ludzie też tym, że policja tej tęczy pilnuje, albo że ją jeszcze bardziej powinno się pilnować. Myślę, że do tej tęczy powinniśmy podejść „z jajem”. Skoro się już ją tak pilnuje, to czy policjanci nie mogliby być ubrani w jakieś kolorowe rajstopy? Albo pozwólmy na przykład w określonych godzinach (np. 17-18) jej przeciwnikom rzucać w nią jajami. Naturalnie, zgodnie z polityką władz miasta odpłatnie (2 zł/szt jajka chowu klatkowego, 3 zł/szt ściółkowego, 5 zł/szt z wolnego wybiegu, 2 zł/szt dopłaty za jajko nieświeże). Tak proponuję. Miłego dnia.
(krawat: Milanówek, Universitas Cardinalis Stephani Wyszynski Varsoviae )
(krawat: Milanówek, Universitas Cardinalis Stephani Wyszynski Varsoviae )
środa, 9 października 2013
1258 krawat, 1258 dzień, 9/10/13
Dzień dobry! Miałem niedawno taki sen. Śniło mi się, że straciłem dwie stopy. Nie było to wygodne, więc wynegocjowałem z moimi majakami stratę tylko jednej, prawej stopy na wysokości goleni. Nie pamiętam już szczegółów tych negocjacji, ale fakt, że w śnie komfort poruszania mi się znacznie poprawił. Początkowo dysponowałem też tą utraconą stopą, którą mogłem doczepiać sobie do kikuta. Dzięki czemu jakoś tak sobie kuśtykałem. Znajomi, miłośnicy zdrowej żywności, bioenergoterapii i w ogóle medycyny naturalnej, przestrzegali mnie, żeby kikut się nie goił, bo wtedy stopa mi odpadnie do końca. I tak też się stało. Wówczas druga grupa moich znajomych przyniosła mi protezę. Silikonowy, chiński odlew mojej stopy. Chyba na jakieś rzepy, czy coś takiego. Mówili, że to wygodne i tańsze też jest. No, i takie nowoczesne, a ja przecież zawsze na nowoczesność stawiałem. Takie dylematy we śnie miałem. Miłego dnia.
(krawat: Milanówek)
(krawat: Milanówek)
niedziela, 14 lipca 2013
1171 krawat, 1171 dzień, 14/07/13
Dzień dobry! Krąży widmo referendum. I dlatego prezydent Warszawy anuluje swoje złe decyzje. Już niebawem odda kupcom Stadion Narodowy i zrekonstruuje halę na placu Defilad. Na początku roku szkolnego otworzy na nowo wcześniej zlikwidowane przez siebie stołówki szkolne. Zwróci też mieszkańcom pieniądze za podwyższone bilety komunikacji. Urzędnicy miejscy będą stać w drzwiach autobusów i wypłacać pasażerom różnicę między nowymi a starym biletami. Nie zapadła jeszcze decyzja co zrobić z tunelem pod Wisłostradą. Zasypać, czy adaptować na kąpielisko? Na razie HGW ćwiczy na jednej z plenerowych siłowni. „Teraz pani ma relaks”. Miłego dnia.
z cyklu: Media w cytatach
(krawat: Milanówek)
z cyklu: Media w cytatach
(krawat: Milanówek)
niedziela, 30 grudnia 2012
975 krawat, 975 dzień, 30/12/12
Dzień dobry! Powiedziałem sobie: żadnych komentarzy! Żadnych podsumowań. Siedzisz dzisiaj w latach 30. XX wieku i niech tak zostanie. Ale chwila nieuwagi i dzięki czołówce w gazeta.pl trafiam w sam środek lat. 60.: „Warszawę czeka rewolucja: z drugą linią metra Wola stanie się biurowym zagłębiem miasta”. A piece martenowskie nigdy nie zagasną! Z przekroczonym planem wkraczamy w Nowy Rok! Miłego dnia.
z cyklu: Media w cytatach
(krawat: Milanówek, pamiątka po ojcu, 60's, PRL. communist Poland)
z cyklu: Media w cytatach
(krawat: Milanówek, pamiątka po ojcu, 60's, PRL. communist Poland)
sobota, 27 października 2012
911 krawat, 911 dzień, 27/10/12
Dzień dobry! Kilka lat temu udałem się z propozycjami tekstów do pewnego, bardzo znaczącego wtedy tytułu. Przyjął mnie młody kierownik działu, który zaczynał wówczas piąć się - jak dziś widzę skutecznie - po szczeblach kariery.
- Z jakim newsem pan do mnie przychodzi - rzucił nim zdążyliśmy się przywitać.
- Ano z takim... - i nie wdając się szczegóły przedstawiłem wielomilionowy przewał pewnej spółki giełdowej, która łamiąc prawo i korumpując urzędników zaczęła monopolizować rynek.
- Wie pan, o tym nikt nie pisał. Dla mnie to nie jest news - przerwał mi ten młody kierownik.
Bo dobry news, to tylko znany news. Miłego dnia.
z cyklu: Ludzie, których poznałem
(krawat: Milanówek, pamiątka po ojcu, 70's, PRL, communist Poland)
- Z jakim newsem pan do mnie przychodzi - rzucił nim zdążyliśmy się przywitać.
- Ano z takim... - i nie wdając się szczegóły przedstawiłem wielomilionowy przewał pewnej spółki giełdowej, która łamiąc prawo i korumpując urzędników zaczęła monopolizować rynek.
- Wie pan, o tym nikt nie pisał. Dla mnie to nie jest news - przerwał mi ten młody kierownik.
Bo dobry news, to tylko znany news. Miłego dnia.
z cyklu: Ludzie, których poznałem
(krawat: Milanówek, pamiątka po ojcu, 70's, PRL, communist Poland)
czwartek, 30 sierpnia 2012
853 krawat, 853 dzień, 30/08/12
Dzień dobry! Do Galerii Mokotów, takiego najbardziej luksusowego obiektu w Polsce, zaglądam czasami, żeby zobaczyć jak żyją najbogatsi. Od wielu miesięcy w znajdującym się tam Carrefourze, kiedy są dostawy drobiowych korpusików (po ok. 3 zł za 1 kg), ustawiają się ogromne kolejki. Teraz dzięki Gazecie Wyborczej wiem, że to nasza klasa średnia. Miłego dnia.
z cyku:
Ludzie, których spotkałem
Media w cytatach
(krawat: Milanówek)
z cyku:
Ludzie, których spotkałem
Media w cytatach
(krawat: Milanówek)
sobota, 18 lutego 2012
659 krawat, 659 dzień, 18/02/12
niedziela, 26 grudnia 2010
240 krawat, 240 dzień, 26/12/10

Dzień dobry! Nie chcę nikomu psuć świątecznego nastroju. Ale dla mnie od sześciu lat drugi dzień Świąt ma zupełnie inny charakter. Tego dnia odszedł na zawsze Człowiek, który nauczył mnie jak należy wiązać krawat. Mój Ojciec.
(krawat: Milanówek, pamiątka po Ojcu)
Bon voyage
Nie zapomnę późnego wieczoru 25 grudnia 2004 roku. Pamiętam drażniła mnie wtedy stojąca na Jego szpitalnej szafce torba na kosmetyki. Była czerwona z idiotycznym napisem "Bon voyage".
Drażniła, bo zawsze był nienagannie ubrany. Zapakowała ją pewnie w pośpiechu Mama, gdy karetka zabierała w Go w tę podróż do szpitala. Kiedy walczymy o życie, kiedy mamy aparat tlenowy i cewnik, konwenanse przestają być tak ważne.
Siedziałem w szpitalu przy Nim. Wiedziałem, że To już nadchodzi. Że nie da się Tego oszukać. Ale chciałem podtrzymać bardziej w sobie niż w nim tę iskrę nadziei, więc masowałem wytrwale Jego coraz chłodniejsze dłonie i stopy. Mówiłem do Niego szeptem, zapewne z powodu ściśniętego gardła. Bardzo późnym wieczorem musiałem wyjść, by potem przez całą noc czekać na telefon, który w końcu nad ranem zadzwonił.
Pamiętam, wychodząc spojrzałem na tę czerwoną torbę i ostatni raz na Niego. Pomyślałem: - Bon voyage, Ojcze.
Józef Sieczkowski, zmarł 26 grudnia 2004 roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









