Dzień dobry! Mówię o nim Fioletowy. Żal mi go, bo to nie jest zły człowiek. Bez agresji. Nawet kulturalny. Zawsze się przywita, powie coś miłego („Wygląda pan jak jakiś profesor”). Fioletowy ma tak fioletową twarz, że już bardziej fioletowa być nie może. Jakiś czas temu wyrzucono go z mieszkania. Ale właściwie, czy ono było mu potrzebne? Przecież cały czas stał na rogu w pobliżu sklepu. A sklep jak to sklep albo jest otwarty, albo zaraz będzie. Po stracie mieszkania Fioletowy stoi nadal tam gdzie stał. Ma tak samo fioletową twarz jak kiedyś i jest pijany tak, że już bardziej nie można. Jeszcze kilka lat temu miał samochód. Starą, niebieską skodę. Stała zaparkowana na ulicy. Nie widziałem, żeby kiedyś nią jeździł. Zawsze jak padało przybiegał (czasami zygzakiem, to fakt) i mył auto w strugach deszczu. W końcu sprzedał samochód, ale musiał się najpierw do niego włamać, bo po pijaku zgubił kluczyki. Tak mi się przypomniało ostatnio: padał deszcz, Fioletowy padał na chodnik... Taka deszczowa historia. Miłego dnia.
z cyklu: Ludzie, których spotkałem
(krawat: Wallace & Gromit, Exclusively designed by Cryfox)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz