wtorek, 23 maja 2017

2578 krawat, 2578 dzień, 22/5/17

Dobry wieczór! Była jedna gazeta, z którą jako czytelnik się utożsamiałem. Był JAZZ. Miesięcznik JAZZ. Ale w stanie wojennym wielki miłośnik kultury gen. Wojciech Jaruzelski zamknął to pismo i od tej pory nie mam swojego organu. Był też jeden festiwal, który był dla mnie świętem. Było to JAZZ JAMBOREE. Ale padło rażone odłamkiem reform innego miłośnika kultury prof. Leszka Balcerowicza. Nazwę festiwalu za długi przejął bank, a wiadomo banki wolę zdusić ofiarę niż dać jej choćby nadzieję szansy na spłacenie forsy, więc jeden z najsłynniejszych na świecie festiwal jazzowych przestał istnieć. A mógłby nadal promować kulturę i Polskę w ogóle. Jeśli chodzi o inne festiwale to ciągle boleję, że Konkurs Chopinowski odbywa się w archaicznym gmachu Filharmonii Warszawskiej, a nie w jakiejś nowoczesnej sali o świetnej akustyce. I tyle. Dobranoc.

(krawat: Hutson Harbour)

poniedziałek, 22 maja 2017

2577 krawat, 2577 dzień, 21/5/17

Dobry wieczór! Po przymusowych pracach (a)społecznych (patrz wpis wczorajszy), dzisiaj regenerowałem organizm odzyskując siły. Aby właściwie się odprężyć wykonałem następujące czynności: spałem, w chińskim sklepiku kupiłem mój ulubiony ryż jaśminowy, znowu spałem, uprasowałem sobie koszule i obejrzałem finał mistrzów świata w hokeju na lodzie. Szwedzi w karnych pokonali Kanadyjczyków, którym zwykle kibicuję. No, ale cóż trzeba pogratulować zwycięzcom, oglądać fazę play off Pucharu Stanleya i przede wszystkim cieszyć się tym, że jeszcze się widzi krążek. Dobranoc.

(krawat: The Disney Store)



sobota, 20 maja 2017

2576 krawat, 2576 dzień, 20/5/17

Dobry wieczór! Człowiek całe życie się uczy i ja też się dzisiaj czegoś nauczyłem. Pod okiem pana Ryszarda, i jako jego pomocnik, pracowałem przy ogrodzeniu. Założyliśmy dzisiaj siatkę na ogrodzeniu naszego wiejskiego domku. Lubię takie prace. Ten, który wymyślił siatkę ogrodzeniową musiał być geniuszem. Potem po powrocie do domu spacer z psami (Pchełka w kołnierzu przypomina trochę Łunochod). Pod więzieniem na Rakowieckiej kolejka, chcących zobaczyć zwiedzić ten obiekt podczas Nocy Muzeów*. Zwykle za dnia oglądam znacznie mniejszy tłumek. To rodziny, które czekają na odwiedziny bliskich na razie rezydujących w przyszłym muzeum. Może pójść jeszcze do więzienia? Nie wolno tracić nadziei. Dobranoc.

*w więzieniu na Rakowieckiej ma być Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych w PRL

(krawat: Jolly)

2575 krawat, 2575 dzień, 19/5/17


Dobry wieczór! Nieoczekiwany i wymuszony postój w Warce. Na rynku w miłej „Kawiarni Galeria” (parę kroków dalej jest „Galeria Alkoholi”, ale zaraz za nią są już „Alkohole” bez żadnej galerii) przy kawie wysłuchujemy hejnału dobiegającego z wieży zabytkowej remizy strażackiej. Potem dowiaduję się, że to lokalna melodia. W Warce atmosfera jak na południu Europy. Klimat jak z włoskiego miasteczka. Starszy pan na krzesełku przed lodziarnią je lody carpigiani. „25 lat tradycji” głosi dumnie napis na szybie. Obok kilka pań mierzy trzylatkowi buty przed sklepem. Przy wózku-spacerówce, w którym siedzi młody klient, na progu sklepu ustawione w rządku dziecięce buciki do przymiarki.
Kiedy robię zdjęcie kamienicy przygotowywanej do rozbiórki robotnik proponuje mi sprzedaż przedmiotów, które pozostały w budynku. Zaprasza też na wysadzenie budynku. „Już niedługo zainstalują dynamit” – zachęcał. Burzenie budynku mnie zainteresowało, ale z przedmiotów z odzysku stanowczo zrezygnowałem. Wracając zauważyłem jednak stare izolatory na elewacji, więc próbowałem go odnaleźć. Bezskutecznie.
– Trochę szkoda tych izolatorów – mówię do żony.
– Trudno, nasza piwnica będzie uboższa o te izolatory – zauważa moja najlepsza połowa.
Jakiś czas temu lokatorzy sąsiada, którzy prowadził studio filmowe, włamali się przez pomyłkę do naszej piwnicy i zostawili tam swoje rzeczy. Kiedy to odkryłem, w rozmowie z nimi dziwiłem się, że mogło dojść do takiej pomyłki.
– Jak weszliśmy to byliśmy pewni, że to jego piwnica – usłyszałem. – Tyle jest tam elementów scenograficznych.
Dobranoc.



(krawat: Wilson)


czwartek, 18 maja 2017

2574 krawat, 2574 dzień, 18/5/17

Dobry wieczór! Pchełkę w ucho ugryzł duży pies, więc ma teraz kołnierz założony na szyję i nie jest z tego bardzo rada. To już jej drugie pechowe zdarzenie w czasie tygodnia. I mamy nadzieję, że na tym się skończy. Dobranoc.



(krawat: Debenhams)


środa, 17 maja 2017

2573 krawat, 2573 dzień, 17/5/17

Dobry wieczór! Niektóre marzenia się spełniają. Od wielu lat marzę o posiadaniu kameleona, albowiem chciałby zobaczyć jak zmienia swoje barwy na tle grzbietów moich książek. Jak będzie wyglądał wśród słowników, encyklopedii, varsavianów... Czy będzie się krył wśród dzieł zebranych czy rozproszonych?
Ale czasami człowiek jest jednocześnie twórcą i tworzywem, badaczem i obiektem badania. Dzisiaj miałem zajęcia ze studentami. – Panie redaktorze – zauważył bardzo miły student – pana marynarka ma ten sam odcień co ściana. Pan się idealnie zlewa ze ścianą.
I tak zostałem kameleonem. Dobranoc.

(krawat: Limited Edition, no name)


2572 krawat, 2572 dzień, 16/5/17

Dobry wieczór! Sama myśl o tym, że muszę wstać przed szóstą pozbawia mnie ochoty do pisania. Co innego gdybym miał się kłaść o szóstej rano. Zawsze zdumiewali mnie ludzie, którzy chodzą wcześnie spać i wcześnie wstają. To nawet nielogiczne. Powinni wcześnie się kłaść, a późno wstawać. Skoro tak lubią spać... Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer)

wtorek, 16 maja 2017

2571 krawat, 2571 dzień, 15/5/17

Dobry wieczór! Właśnie nocną porą mijałem parę... Mężczyzna kurczowo trzymał się ramienia kobiety ze znudzoną miną, która w drugiej dłoni dzierżyła złote balony w kształcie liter. To ostatni szał! Szyk mody. Francja-elegancja. Domyśliłem się, że te balonowe litery tworzą napis: STO LAT, choć w rzeczywistości najpierw był to LA TOST, potem STALOT, a kiedy zmienił się LAST TO właśnie ich mijałem. I wtedy z piskiem okiem zahamował samochód z podświetlanym szyldem w stylu radiowozowym: POGOTOWIE ZAMKOWE. Z auta wyskoczyła kobieta i popędziła do budynku poczty. Zatrzymałem się z nadzieją na sensację, że będą się włamywać na pocztę. Może otworzą placówkę na noc. Był NOC MUZEÓW, może być NOC POCZTY. W końcu poczta to jak muzeum. Niestety, przeżyłem zawód. Kobieta wracała trzymając w dłoni kilka banknotów, które wzięła z pocztowego bankomatu. Ludziom się zupełnie w głowach pomieszało. Z takimi kwalifikacjami po drobne z bankomatu!? Dobranoc.

(krawat: Mulberry)

poniedziałek, 15 maja 2017

2570 krawat, 2570 dzień, 14/5/17

Dobry wieczór! Wiadomo kradzione nie tuczy. Cyzia najpierw ukradła, a potem próbowała zjeść surowego batata. Ponieważ w grafiku dziennym oraz biznes-planie nie miał kolejnej wizyty u weterynarza musiałem jej podać węgiel. Też surowy. Na szczęście zadziałał. I w nagrodę podczas wieczornego spaceru zobaczyłem pierwszą tej wiosny kunę na ulicy Rakowieckiej. Jak zawsze błyskawicznie przebiegła przez ulicę i od razu schowała się pod pierwszym samochodem. Ewidentnie nie lubią biegać po odsłoniętej przestrzeni. I tym optymistycznym akcentem: Dobranoc!

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

niedziela, 14 maja 2017

2569 krawat, 2569 dzień, 13/5/17

Dobry wieczór! Żona kazała mi napisać o konkursie Interwizji... Kamera stop! Jeszcze raz. O interwencji Eurowizji... Wróć! Jeszcze raz. Kamera! Akcja! Żona kazała mi napisać o konkursie Eurowizji, bo ona lubi czasami poddać się takim obrzędom ludycznym i jak się poddaje to mnie ciągnie. Z reguły skutecznie. I tym razem też mnie pociągnęła. Nawet wziąłem udział w głosowaniu. Po prostu dałem głosy (dwa) na kobietę, która mi się podobała, czyli na reprezentantkę Grecji. Żona mówi, że tak samo zrobiłby jej ojciec. Mój zresztą też. Krótko mówiąc dojrzałem. Oddałem też głos na Białoruś, ale to wynikało z sympatii kulturowej i geopolitycznej. Stanowczo odmówiłem zagłosowania na jodłującą Rumunię oświadczając zdecydowanie, że „są granice szmiry”. Poza tym nikt w domu nie dał ani jednego głosu Portugalii, bo córka słusznie zauważyła, że sami sobie dadzą radę. I dali. Dobranoc.

(krawat: Brother's)

sobota, 13 maja 2017

2568 krawat, 2568 dzień, 12/5/17

Dobry wieczór! Podczas spaceru z Cyzią i Pchełką spotkaliśmy znajomych z Niezależnego i Nieformalnego Jeszcze Nieistniejącego Stowarzyszenia Właścicieli Psów Mokotowskich (w skrócie: NiNJNSWPM). Rozmawiam z tym znajomym małżeństwem o wszystkich sprawach ważnych z pominięciem polityki, ale tu obowiązuje pełna apolityczność. I bardzo dobrze. W czasie tej miłej rozmowy okazuje się, że podczas szalonej zabawy Pchełka odniosła drobną, acz bolesną kontuzję.
– Chyba będzie musiał pan pójść do weterynarza – mówi znajoma, bo jej mąż raczej milczący.
– Moje żona się nawet ucieszy. Lubi leczyć psy – odpowiadam.
– To weterynarz musi być przystojny? – pyta się pani.
– To prawda, przystojny – potwierdzam.
– A jak ma na nazwisko?
Dobranoc.

(krawat: no name, choć nazwa jest napisana po chińsku)

piątek, 12 maja 2017

2567 krawat, 2567 dzień, 11/5/17

Dobry wieczór! Zwykle nie piszę o polityce, bo uważam ją za nudną i przewidywalną. Zwykle z wyprzedzeniem kilkudniowym wiem co się stanie. A ja jeśli chodzi o wypowiedzi polityków to pisałbym im dużo lepsze. Nie rozumiem, po co tyle emocji. Oczywiście, mam swoje niespełnione marzenia związane z polityką. Bardzo chciałbym, żeby jednocześnie zatrudniły mnie dwa zwalczające się ugrupowania, a ja w ich imieniu toczyłbym spór. Mogę obiecać, byłby to spór merytoryczny i kulturalny. Podniósłbym debatę publiczną na niebotyczny poziom.
Ale ja nie o tym chciałem. Otóż odzywam się, bo czuję się trochę odpowiedzialny za ostatnie wydarzenia. Chodzi mi o te białe róże. Wyczuwam tutaj inspirację posła Andrzeja Halickiego z PO. Wieki temu, czyli dokładnie zaraz po wyborach prezydenckich w 1995 roku założyliśmy wspólnie nieformalną organizację – Bractwo Biała Róża, która miała zwalczać postkomunistów i korupcję. Tygodnik „Polityka” określił nas mianem „tajemniczej” organizacji, słusznie zresztą. Zaczęliśmy od walki z prezydentem-elektem Kwaśniewskim. Zorganizowaliśmy lub współorganizowaliśmy kilka, całkiem sporych manifestacji. I na tym nasza aktywność się właściwie skończyła. Wydaliśmy jeszcze jakąś broszurę. Ostatnim akordem była krótka współpraca z grupą polityczno-intelektualną z Wrocławia o nazwie – jeśli dobrze pamiętam – Psie Pole. I wtedy wszystko spsiało kompletnie, a my przestaliśmy działać.
Te białe róże to w gruncie bardzo stare kotlety, które zresztą my sami wtedy dość śmiesznie odgrzewaliśmy (świadomie używam takiego porównania). Dietetycy radzą, żeby jadać tylko świeże potrawy, więc nie ma co odgrzewać dalej. Andrzeju – zwracam się do posła Halickiego – poszukaj innych kwiatów. Moim zdaniem, gerbery będą lepsze. Dobranoc.

(krawat: Debenhams)

czwartek, 11 maja 2017

2566 krawat, 2566 dzień, 10/5/17

Dobry wieczór! Placówka pocztowa. Tradycyjna kolejka. Jeden z oczekujących mężczyzn lat około 50. ma dziwny uśmiech, więc zastanawiam się, czy nie oszalał, choć na wariata nie wygląda, ale na poczcie wszystko jest możliwe. W pewnym momencie rusza gwałtownie i rzuca się na plecy drugiemu mężczyźnie. Napadnięty po chwilowym szoku szaleje z radości. Mężczyźni ściskają się. Kurtuazyjnie wyliczają sobie kilogramy, które doszły, i włosy, które odeszły. Następnie wyciągają smartphony i chwalą się w kolejności uwiecznionymi na zdjęciach: samochodami, domami, ich wyposażeniem (telewizory i inne gadżety), psami i kotami, wnukami i dziećmi (bogate wesela). Żonami się nie chwalą. Po tej prezentacji w stylu PowerPointa zaczynają żalić na to, co im w życiu doskwiera. Mówię wam, poczta to dom wariatów. Dobranoc.

(krawat: John Ashford)

środa, 10 maja 2017

2565 krawat, 2565 dzień, 9/5/17

Dobry wieczór! Na poczcie tradycyjna kolejka. Każdy czeka aż wyświetli się jego numerek. W pewnym momencie wchodzi kobieta, z automatu bierze bilet, przygląda się mu uważnie, następne podchodzi do pracowniczki poczty i stanowczo oświadcza: – Proszę pani, ja sie na to nie zgadzam. To skandal! Jestem 121!
– Nie, proszę pani, piętnasta w kolejności. Proszę tu spojrzeć uważnie...
– Ja na nic nie będę patrzyła! Jak wół jest: STO – DWADZIEŚCIA – JEDEN!
– Proszę, pani taki mamy system...
– Ja się na ten system nie zgadzam!
– ... ten system wystawia najpierw numerki do 99, a potem...
– Żądam zmiany systemu!
– To nie zależy ode mnie.
– Proszę pani, ja tu przyszłam z awizo. Ja mam tylko jeden list do odebrania. Proszę mnie obsłużyć po za kolejnością!
(Kontrrewolucyjne głosy z kolejki): – My wszyscy mamy awizo i listy do odebrania.
Każda rewolucja zaczyna się od żądania zmiany systemu, a kończy na prywatnych przywilejach. Dobranoc.

(Michelsons of London)

wtorek, 9 maja 2017

2564 krawat, 2564 dzień, 8/5/17

Dobry wieczór! Tak się przymierzam do schowania zimowych płaszczy i kurtek... I nic z tego przymierzania nie wychodzi. A jak się uprę i schowam to zmarznę. Dzisiaj tak myślałem, że „przydałby mi się nowy sweter na lato”. I ciepłe kalesony też. Bo ciągnie po nogach. Właśnie wróciłem ze spaceru i wiem jak jest. Ale w każdej sytuacji trzeba znajdować plusy. A jedyny plus jest taki, że wyznawcy szortów zniknęli. Nie dominują optycznie w plenerze. Jedyna to korzyść z tych przymrozków. Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer)

niedziela, 7 maja 2017

2563 krawat, 2563 dzień, 7/5/17

Dobry wieczór! Musiałem zawitać do marketu elektronicznego celem pilnego zakupu pamięci zewnętrznej, bo moja wewnętrzna jeszcze tam jakoś pracuje, a ja potrzebuję ocalić dane, których zapamiętać rady nie dam. Po krótkiej, acz rzeczowej rozmowie z panem subiektem, który teraz nazywamy jest asystentem klienta, doradcą do spraw zakupu lub menedżerem regału, wybrałem satysfakcjonującą mnie pamięć.
– Chciałem panu bardzo podziękować za podjęcie decyzji o zakupie – mówił menedżer alias asystent wskazując kierunek do kasy. – Swoją decyzją wpływa pan ma moją osobistą sytuację. Dzięki panu mam szansę osiągnąć miesięczna normę, co zwiększy moją szansę na otrzymanie premii.
Trochę mnie krępowała ta wypowiedź, ale i też poczułem satysfakcję, bo przecież mogłem gdzie indziej kupić tę pamięć i nawet trochę taniej, a tak komuś konkretnemu pomogłem. Mimo tego nie opuszcza mnie dziwne uczucie. Bo jak ten polski kapitalizm dalej będzie się tak rozwijać, to niedługo przy kasie w supermarkecie zapłakane kasjerki będą mi pokazywać zdjęcia chorych członków rodziny, a menedżerowie regałów zmuszą mnie do oglądania zdjęć rentgenowskich swoich organów lub – co gorsze – będą prezentować te organy. Dobranoc.

(krawat: Milano)


sobota, 6 maja 2017

2562 krawat, 2562 dzień, 6/5/17

Dobry wieczór!
W wagonie metra dwie starsze – sądząc po znaczkach – aktywistki KOD komentują nastolatkę, która – jak uznały – ich nie słyszy, bo ma w uszach słuchawki. Mówią, że jej – znaczy tej młodej – na niczym nie zależy. Nie interesuje się polityką ani niczym pożytecznym, przyszłością Polski i tak dalej. Pewnie też w nic się nie angażuje i wszystko ma głęboko gdzieś.
Jedna z pań zmierzyła dziewczynę od stóp po głowę i oceniła: – Widać, że nie jest patriotką. Pewnie jest prawicowa.
Dobranoc.

PS. Krawat był srebrny, ale burzowe światło było takie, że na zdjęciach albo był szary albo ciemnoniebieski. Zwracam uwagę na ciekawy, moim zdaniem pro-prokreacyjny wzór.



2561 krawat, 2561 dzień, 5/5/17

Dobry wieczór! Przed Pałacem Kultury i Nauki (d. im. Józefa Stalina) jakaś dziewczyna strasznie krzyczała do mikrofonu o tym, że jej życie się odmieniło. Okropnie krzyczała, choć to jej życie kiedyś było straszne, to teraz ona krzyczała tak strasznie, widocznie chciała pokazać, że było bardzo źle, ale nie wyczuwałem w tym krzyku brak nadziei. Chyba nie może być lepiej, pomyślałem i wtedy ona krzyknęła potwornie: Allejujaaaaaaaa! Zabolały mnie uszy, bo uszy ma od dziecka wrażliwe, bardzo delikatne. Na moje szczęście wtedy podeszli do niej strażnicy, chyba z Pałacu (d. im J. Stalina), i zaczęli w trybie urzędowym o coś wypytywać. Pewnie o jakąś zgodę. O, dziwo dopiero wtedy dostrzegłem całkiem spory czerwony banner z białym napisem: DIABEŁ TO PAJAC. Powiem krótko, odczepcie się od pajaca. Dobranoc.

(krawat:
Raffles Hotel)

czwartek, 4 maja 2017

2560 krawat, 2560 dzień, 4/5/17


Dobry wieczór! Zawsze jak się zbliża taki okres jak teraz, czyli – jak to nazywają – długi lub wydłużony weekend, to planuję sobie, że zrobię w tym czasie mnóstwo rzeczy. Nie planuję, dlatego że będę miał wolne – bo mam wolny zawód, więc nie mam wolnego – ale z tego powodu, że inni będą zajęci wypoczynkiem i dzięki temu będę miał więcej czasu na swoje sprawy. I zawsze z tych moich planów są nici. Wtedy więc postanawiam, że następnym razem niczego nie będę planował. A potem znowu planuję... I tak w kółko. Dobranoc.

(krawat: Paul Taylor)


2559 krawat, 2559 dzień, 3/5/17

Dobry wieczór! Nie planowaliśmy, ale obejrzeliśmy w rodzinnym gronie film Ryszarda Ordyńskiego „Pan Tadeusz” z 1928 roku. Ja zresztą po raz drugi, bo byłem na uroczystej repremierze kilka lat temu w kinie Iluzjon, bowiem dzięki staraniom Filmoteki Narodowej film ten został zrekonstruowany, zdigitalizowany i co najważniejsze oprawiony cudownie skomponowaną muzyką Tadeusza Woźniaka. Oglądając teraz „Pana Tadeusza” zauważyliśmy, że jest on wyraźnie skierowany do widzów, którzy arcydzieło Adama Mickiewicza znali, bo przeczytali. Krótko mówiąc, trzeba czytać miedzy wierszami (a dokładniej oglądać między klatkami), co jest przecież naszą narodową specjalnością.
Krawat biało-czerwony. Kiedy siedem lat temu zaczynałem prowadzić bloga to już drugiego dnia apelowałem, żeby biało-czerwony krawat „odebrać” Andrzejowi Lepperowi i Samoobronie. Parę lat później o to samo apelował jeden z blogerów zajmujących się modą męską. Samoobrona przeszła do historii, więc nie da się już takiego krawata odnieść do bieżącej polityki. I dobrze. Można i powinno się go nosić bez względu na poglądy. Jak nas wszystko dzieli, to niech nas chociaż krawat połączy. Dobranoc.

(krawat: Kai Long)

wtorek, 2 maja 2017

2558 krawat, 2558 dzień, 2/5/17

Dobry wieczór! W markecie budowlanym w dziale ogród (zaraz obok działu z cementem i pustakami) żona wybrała trzy drzewka, które ustawiłem na wózku. Potem stanęliśmy w kolejce do kasy. Trwało trochę długo. Za długo, bo pani od czytania kodów ciągle musiała coś resetować lub restartować, aż w końcu zabrała swoją kasetę i sobie poszła. Na jej miejsce przyszła druga też z kasetką i też się na start się zresetowała. Tak czekając zauważyłem, że naszym drzewkom przyglądają się przechodzące osoby, a że tego dnia wybór już był mały, to niepokoiłem się bardzo. Bałem się o drzewka. Ktoś mógłby nam je zabrać, wiadomo towar atrakcyjny. Z drugiej strony to jednak miłe, że upolowaliśmy w końcu coś wyjątkowego, o co inni są zazdrośni. Dobranoc.

(krawat: ievers)

2557 krawat, 2557 dzień, 1/5/17

Dobry wieczór! Siódmą, okrągłą rocznicę istnienia mojego bloga uczciłem minuty ciszy. I bardzo  długim spacerem z psami po pustej Warszawie. Taki postpochód w czasach postprawdy. Dobranoc.

(krawat: bo name)

poniedziałek, 1 maja 2017

2556 krawat, 2556 dzień, 30/4/17

Dobry wieczór! Ja tu piszę sobie wpis, a jednocześnie okazuje się, że jestem „na żywo” (i jako żywo) w radiowej „Trójce” u Moniki Małkowskiej w programie „Niewidoczna strona sztuki”. Rozmawiamy w towarzystwie Milady Ślizińskiej i Moniki Kuci o „Śniadaniu na trawie, czyli mieszczuchu na łonie przyrody”. I będę tak „na żywo” (i jako żywo) do drugiej, Dobranoc.

(krawat: Tie Rack)

niedziela, 30 kwietnia 2017

2555 krawat, 2555 dzień, 29/4/17

Dobry wieczór! Zmarł Wiktor Osiatyński. Człowiek niezwykły. Pamiętam jak kiedyś w odpowiednim towarzystwie i miejscu powiedział (cytuję z pamięci): „Kiedy przestałem pić wreszcie zacząłem czytać klasykę. Wszyscy myśleli, że ja te książki znam od dawna, a ja dopiero teraz mam na nie czas”. I taki, zdystansowany do samego siebie, zostanie w mojej pamięci. Jak mawiają alkoholicy: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić. Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. Dobranoc.

(krawat: Real Brook)

sobota, 29 kwietnia 2017

2554 krawat, 2554 dzień, 28/4/17

Dobry wieczór! W strugach deszczu pożegnaliśmy na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie pana inżyniera Henryka Karpińskiego, mojego dawnego sąsiada. Większość ludzi mieszkających w tamtym domu to byli inżynierowie. Ten świat odchodzi, znika razem z takimi ludźmi jak inż. Karpiński. Takich inżynierów już nie ma. Brakuje mi tego świata, bo to był świat mojego dzieciństwa.
Pan inżynier był ojcem Karola, z którym chodziłem do jednej szkoły podstawowej (Karol jest o rok starszy ode mnie). Przez pewien czas bardzo się przyjaźniliśmy, potem jak to bywa w dorosłym życiu drogi nasze biegły trochę innymi torami, choć na szczęście czasem się jeszcze zbiegają. Kilkanaście lat temu zobaczyłem Karola na jakiejś uroczystości rodzinnej mojej żony i wtedy okazało się, że są oni kuzynami. Świat potrafi być w cudowny sposób mały. Dobranoc.

(krawat: no name)

piątek, 28 kwietnia 2017

2553 krawat, 2553 dzień, 27/4/17

Dobry wieczór! Niestety, muszę jutro po raz kolejny w ostatnim czasie pójść na pogrzeb. Jak zawsze przy takiej pogodzie nie wiadomo co założyć na siebie. Chyba jednak wezmę cieplejszy płaszcz. Wolę zgrzać się w metrze niż zmarznąć na cmentarzu. Dobranoc.

(krawat: Tie Rack)

środa, 26 kwietnia 2017

2552 krawat, 2552 dzień, 26/4/17

Dobry wieczór! Jeszcze przed wybuchem w elektrowni czarnobylskiej byłem przeciwny energetyce atomowej. Teraz oglądam w telewizji film na ten temat. Pokazują w nim likwidowaną od lat 90. niemiecką elektrownię atomową. To praca przewidziana na wiele dekad. Obecnie pracuje przy jej likwidacji 700 inżynierów! A do tego jeszcze dochodzą problemy i koszty związane ze składowaniem odpadów. I to ma być tanie źródło energii?
A tak przy okazji zerknąłem w internecie, gdzie ewentualnie w Polsce w przyszłości miałyby być składowane odpady promieniotwórcze. Pomorze,. Suwalszczyzna, Podlasie... Piękne, zielone miejsca. Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer)

wtorek, 25 kwietnia 2017

2551 krawat, 2551 dzień, 25/4/17

Dobry wieczór! Drogą na premierę i z premiery książki „Kapitan Żbik. Portret pamięciowy”* Mateusza Szlachtycza (przy współpracy Maksa Suskiego) odbyłem w miłym towarzystwie osób znajomych spotkanych przypadkowo i nieprzypadkowo. Mateusz Szlachtycz był ponad dziesięć lat temu inicjatorem polskich komiksowych „Oscarów”, czyli nagrody Koraka przyznawanej podczas festiwalu Interkomix. W stworzonej przez niego nieformalnej Polskiej Akademii Komiksu i chyba w dwóch-trzech edycjach konkursu też miałem swój skromny udział. Warto dodać, że Mateusz Szlachtycz jest również autorem bardzo dobrego filmu dokumentalnego „W ostatniej chwili. O komiksie w PRL-u”.
Pierwszy zeszyt przygód kapitana Żbika nosił tytuł „Ryzyko”. Kupiłem go w kiosku na ulicy Waszyngtona przy Niekłańskiej i przeczytałem idąc do domu, czyli do rogu Waszyngtona i Saskiej. W domu przeczytałem drugi raz. Dobranoc.

*książkę wydało The Facto

(krawat: Marks & Spencer)

2550 krawat, 2550 dzień, 24/4/17


Dobry wieczór! W końcu kupiłem płyn ogórkowy po goleniu. Udało się, jest przynajmniej jeden w Warszawie punkt, który sprzedaje taki kosmetyk. Cudowny eliksir, przy nim wszystkie modne wynalazki, te oznaczone znanymi markami wysiadają. Jakby ktoś szukał można kupić w starym kiosku w budynku na Świętokrzyskiej przy Marszałkowskiej po stronie PAST-y.
Była kiedyś świetna woda kolońska Prastara, w butelce oplecionej koszyczkiem, wcale nie gorsza od słynnych 4711, Jean-Marie Farina czy Florida Water, ale już jej nie ma. Nowy właściciel przestał produkować. Chyba Marek Skwarnicki pisał w „Tygodniku Powszechnym” (jeśli się mylę to proszę poprawić), że jak przybywał polski statek do jednego z krajów afrykańskich, to zaraz nabrzeże się zaludniało, bo wszyscy pragnęli kupić od marynarzy „Prastarą”, cenioną tam perfumę i likier. Było też kiedyś legendarne piwo grodziskie, jedyne polskie wymieniane przez Michaela Jacksona w The World Guide to Beer. Ale też go nie ma po sprywatyzowaniu. Teraz jacyś entuzjaści próbują je odtworzyć, ponoć odpowiednie drożdże niczym relikwie udało im się cudownie ocalić, a właściwie namnożyć. Było kiedyś... Ech, wzięło mnie. Dobranoc.


(krawat: John Francomb)


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

2549 krawat, 2549 dzień, 23/4/17

Dobry wieczór! Nie mam żadnej osobistej historii związanej z Witoldem Pyrkoszem, który wczoraj zmarł. Ale czytając różne wspomnienia o nim, przypomniałem sobie taką historię. Działo się to w wczasach prehistorycznych, czyli wtedy kiedy sukcesy odnosił „Serial czterej pancerni i pies”. W radiu, ale chyba prędzej w telewizji („Ekran z bratkiem”?), przeprowadzono wywiad z aktorem. Opowiadał różne zabawne historie, bo do tego miał dar. Jedną z nich zapamiętałem. Pewnego razu zaparkował pod domem swój samochód, który długiej podróży był cały zakurzony i niemiłosiernie zabłocony. Kiedy rano wyszedł zobaczył na zabrudzonym aucie wyryty palcem napis: PYRKOSZ, PYRKOSZ, A NIE JEDZIESZ. Niestety, teraz już z nami nie pojedzie. Niech mu ziemia lekką będzie. Dobranoc.

(krawat: Autograph, Marks & Spencer)

niedziela, 23 kwietnia 2017

2548 krawat, 2548 dzień, 22/4/17


Dobry wieczór! Z Paryża przybył znajomy, więc spędziłem z nim czas dyskutując o bitwach przeszłych, obecnych i przyszłych. Pretekstem do takich dywagacji był ból nogi mego dzielnego towarzysza. Cierpienie to spowodowało opóźnienie naszej marszruty. W pewnej chwili przemieszczając się z punktu gastronomicznego C do punktu barowego D mijaliśmy obiekt znany onegdaj jako Centrum Wzornictwa Przemysłowego. Jako ludzie dojrzali i doświadczeni w jednej chwili przypomnieliśmy sobie, że dawno temu znajdował się tam punkt sprzedaży mebli i innych przedmiotów użytkowych, które dzisiaj nazywane są dizajnerskimi, a wtedy były określane jako „prototypowa oferta dla przemysłu”. Przypomnieliśmy sobie, że z tego sklepu posiadaliśmy – zarówno on jak i ja, niezależnie od siebie – szalenie wówczas modne fotele kon-tiki, w których co prawda siedzieć się dało, ale już wstawanie z nich było wielkim dziejowym wyzwaniem.
– Już wiem! – zawołał nagle oświecony znajomy. – Ta noga boli mnie z powodu siedzenia w tych fotelach. Wszystkiemu winne są kon-tiki.
Wytłumaczenie zabrzmiało logicznie, choć szkoda, że to nie ból z ran odniesionych podczas bitwy pod Poitiers lub innymi Płowcami. Dotarliśmy w końcu do punktu D, gdzie po spędzeniu miłej chwili rozstaliśmy się i każdy z nas indywidualnie ruszył do swojego punktu E. Podczas mej drogi, by nie powiedzieć podróży ziemskiej, nagle poczułem ból nogi, który coraz bardziej narastał, aż w końcu stał się nieznośny. W końcu ja też miałem fotele kon-tiki. Dobranoc.

(krawat: Yargici)

piątek, 21 kwietnia 2017

2547 krawat, 2547 dzień, 21/4/17

Dobry wieczór! Wróciłem z teatru. Od razu mówię, ani ja w nikogo racami nie rzucałem, ani nikt we mnie, bo byłem w innej placówce kulturalnej. Udałem się bowiem do Teatru Wielkiego na operę „Matsukaze”, którą skomponował Toshio Hosokawa, a wyreżyserowała Sasha Waltz (tak na marginesie, świetne nazwisko do spektakli muzycznych!). Cudownie kojąca muzyka i piękny plastycznie spektakl. Po przedstawieniu, przed wyjściem z gmachu Opery, nabyłem drogą kupna w sklepiku „parafialnym” kilka płyt w tym jedną zawierającą sześć suit wiolonczelowych Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Colina Carra. I zamierzam je jutro wysłuchać. Dobranoc.

(krawat: Burton)

czwartek, 20 kwietnia 2017

2546 krawat, 2546 dzień, 20/4/17

Dobry wieczór! Byłem w bibliotece i tam przeglądałem różne publikacje. Między innymi trafiłem na utwór dramatyczny z końca PRL-u pt. „Alkoholizm w środowisku pracy”. Z tego utworu wybrałem następujący cytat: „Wśród robotników Huty Katowice picie lokuje się głównie poza pracą i z powodów z pracą nie związanych, wśród dziennikarzy zaledwie 6% nie piło w pracy lub z powodów pracy zawodowej. Dziennikarze częściej niż robotnicy, a także częściej niż ogół badanych, piją z powodów niedocenienia ich przez otoczenie; 11% z nich wyraźnie stwierdziło, że alkohol jest nieunikniony w ich życiu zawodowym. gdyż „muszą załatwić różne sprawy, w których osiągnięcie celu jest niemożliwe w inny sposób”. Jak to się wtedy mówiło? Piję, bo muszę? Teraz to już nawet nie piją, choć powinni. Dobranoc.

(krawat: Rael Brook)

środa, 19 kwietnia 2017

2545 krawat, 2545 dzień, 19/4/17

Dobry wieczór! Panią od Mimi, bardzo sympatycznej długowłosej jamniczki, nawiedziły kiedyś dwie ekipy remontowe.
– Wiem, wiem, to wbrew zasadom – mówi, ale tłumaczy, że początkowo miała być jedna, ale życie sprawiło psikusa i pracę musiały zrobić dwie. Kiedy pierwsza ekipa kończyła, w domu pojawiła się następna. I od razu było widać, że te dwie ekipy nie przepadały za sobą. Żeby wyrazić swoje emocje, niezadowolenie oraz w ogóle ocenę pracy potencjalnych rywali, ekipy zaczęły się porozumiewać za pośrednictwem psa.
– Nie idź tam psinko kochana, łapki ci się przykleją do źle położonego kleju – mówili jedni.
– Uważaj piesku! Wróć tu do mnie szybko, tam się ubrudzisz strasznie. Oni nie dbają o czystość – ripostowali drudzy.
– Aleś zakurzona maleńka, co oni ci zrobili!? – natychmiast zareagowali pierwsi.
– Co ci się przykleiło do sierści? – na odzew drugich też nie trzeba było długo czekać.
I okazuje się, że dzięki takiemu komunikatorowi w postaci jamniczki prace postępowały zaskakująco szybko i starannie. Zawsze, powtarzam to chętnie, najważniejsza jest dobra międzyludzka komunikacja.
Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)