niedziela, 23 kwietnia 2017

2548 krawat, 2548 dzień, 22/4/17

Dobry wieczór! Z Paryża przybył znajomy, więc spędziłem z nim czas dyskutując o bitwach przeszłych, obecnych i przyszłych. Pretekstem do takich dywagacji był ból nogi mego dzielnego towarzysza. Cierpienie to spowodowało opóźnienie naszej marszruty. W pewnej chwili przemieszczając się z punktu gastronomicznego C do punktu barowego D mijaliśmy obiekt znany onegdaj jako Centrum Wzornictwa Przemysłowego. Jako ludzie dojrzali i doświadczeni w jednej chwili przypomnieliśmy sobie, że dawno temu znajdował się tam punkt sprzedaży mebli i innych przedmiotów użytkowych, które dzisiaj nazywane są dizajnerskimi, a wtedy były określane jako „prototypowa oferta dla przemysłu”. Przypomnieliśmy sobie, że z tego sklepu posiadaliśmy – zarówno on jak i ja, niezależnie od siebie – szalenie wówczas modne fotele kon-tiki, w których co prawda siedzieć się dało, ale już wstawanie z nich było wielkim dziejowym wyzwaniem.
– Już wiem! – zawołał nagle oświecony znajomy. – Ta noga boli mnie z powodu siedzenia w tych fotelach. Wszystkiemu winne są kon-tiki.
Wytłumaczenie zabrzmiało logicznie, choć szkoda, że to nie ból z ran odniesionych podczas bitwy pod Poitiers lub innymi Płowcami. Dotarliśmy w końcu do punktu D, gdzie po spędzeniu miłej chwili rozstaliśmy się i każdy z nas indywidualnie ruszył do swojego punktu E. Podczas mej drogi, by nie powiedzieć podróży ziemskiej, nagle poczułem ból nogi, który coraz bardziej narastał, aż w końcu stał się nieznośny. W końcu ja też miałem fotele kon-tiki. Dobranoc.

(krawat: Yargici)

piątek, 21 kwietnia 2017

2547 krawat, 2547 dzień, 21/4/17

Dobry wieczór! Wróciłem z teatru. Od razu mówię, ani ja w nikogo racami nie rzucałem, ani nikt we mnie, bo byłem w innej placówce kulturalnej. Udałem się bowiem do Teatru Wielkiego na operę „Matsukaze”, którą skomponował Toshio Hosokawa, a wyreżyserowała Sasha Waltz (tak na marginesie, świetne nazwisko do spektakli muzycznych!). Cudownie kojąca muzyka i piękny plastycznie spektakl. Po przedstawieniu, przed wyjściem z gmachu Opery, nabyłem drogą kupna w sklepiku „parafialnym” kilka płyt w tym jedną zawierającą sześć suit wiolonczelowych Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Colina Carra. I zamierzam je jutro wysłuchać. Dobranoc.

(krawat: Burton)

czwartek, 20 kwietnia 2017

2546 krawat, 2546 dzień, 20/4/17

Dobry wieczór! Byłem w bibliotece i tam przeglądałem różne publikacje. Między innymi trafiłem na utwór dramatyczny z końca PRL-u pt. „Alkoholizm w środowisku pracy”. Z tego utworu wybrałem następujący cytat: „Wśród robotników Huty Katowice picie lokuje się głównie poza pracą i z powodów z pracą nie związanych, wśród dziennikarzy zaledwie 6% nie piło w pracy lub z powodów pracy zawodowej. Dziennikarze częściej niż robotnicy, a także częściej niż ogół badanych, piją z powodów niedocenienia ich przez otoczenie; 11% z nich wyraźnie stwierdziło, że alkohol jest nieunikniony w ich życiu zawodowym. gdyż „muszą załatwić różne sprawy, w których osiągnięcie celu jest niemożliwe w inny sposób”. Jak to się wtedy mówiło? Piję, bo muszę? Teraz to już nawet nie piją, choć powinni. Dobranoc.

(krawat: Rael Brook)

środa, 19 kwietnia 2017

2545 krawat, 2545 dzień, 19/4/17

Dobry wieczór! Panią od Mimi, bardzo sympatycznej długowłosej jamniczki, nawiedziły kiedyś dwie ekipy remontowe.
– Wiem, wiem, to wbrew zasadom – mówi, ale tłumaczy, że początkowo miała być jedna, ale życie sprawiło psikusa i pracę musiały zrobić dwie. Kiedy pierwsza ekipa kończyła, w domu pojawiła się następna. I od razu było widać, że te dwie ekipy nie przepadały za sobą. Żeby wyrazić swoje emocje, niezadowolenie oraz w ogóle ocenę pracy potencjalnych rywali, ekipy zaczęły się porozumiewać za pośrednictwem psa.
– Nie idź tam psinko kochana, łapki ci się przykleją do źle położonego kleju – mówili jedni.
– Uważaj piesku! Wróć tu do mnie szybko, tam się ubrudzisz strasznie. Oni nie dbają o czystość – ripostowali drudzy.
– Aleś zakurzona maleńka, co oni ci zrobili!? – natychmiast zareagowali pierwsi.
– Co ci się przykleiło do sierści? – na odzew drugich też nie trzeba było długo czekać.
I okazuje się, że dzięki takiemu komunikatorowi w postaci jamniczki prace postępowały zaskakująco szybko i starannie. Zawsze, powtarzam to chętnie, najważniejsza jest dobra międzyludzka komunikacja.
Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)


2544 krawat, 2544 dzień, 18/4/17

Dobry wieczór! Wróciłem z wieczornego spaceru z psami. Pod drodze żywego ducha nie spotkaliśmy. Trasa była standardowa: zakład pogrzebowy, MSW, ambasada turecka, urząd dzielnicy, więziennictwo (czyli redakcja Przeglądu Więziennictwa Polskiego), policyjna izba dziecka, ambasada Malty, fundacja Karta, plebania jezuitów, szkoła podstawowa z klubem gimnastycznym Irina, dawna ambasada Syrii (teraz ma być podobno konsulat ukraiński) i na koniec urząd katastru. Krótko mówiąc: trasa marzeń. Dobranoc.

(krawat: Springfield)

wtorek, 18 kwietnia 2017

2543 krawat, 2543 dzień, 17/4/17

Dobry wieczór! Dawno w czasie świąt tak nie wypocząłem. A te święta były leniwe, zresztą inaczej przebiegły niż planowaliśmy. Ale wiadomo, planowanie to lipa. I na dodatek dopiero teraz po północy sobie przypomniałem, że minął lany poniedziałek. Nie będę już nikogo budził i polewał nadrabiając zaległości, bo mnie znienawidzą. Dobranoc.

(krawat: St. Michael)

niedziela, 16 kwietnia 2017

2542 krawat, 2542 dzień, 16/4/17

Dobry wieczór! Mówcie co chcecie, ale ja jajka mogę jeść non-stop. W każdej postaci. Od przygotowanych po wiedeńsku przez wszystkie rodzaje sadzonych, omletów i jajecznic po stuletnie chińskie. Kończę. Idę zjeść kolejne jajko. Dobranoc.




sobota, 15 kwietnia 2017

2541 krawat, 2541 dzień, 15/4/17

Dobry wieczór! Nie wiem co wpisać, zajęty byłem cały dzień sprawami przyziemnymi. A wiadomo, że w przyziemiu to nie wiele widać. Co prawda jak się spojrzy w górę, z tego przyziemia, to też widać jak sprawy potrafią potrafią być wyolbrzymione. Jak z rzeczy błahych robi się nie wiadomo, albo ho ho... jeszcze bardziej. Tak więc przykucam w tym przyziemiu jeszcze bardziej niż zwykle. I dobrze mi tak. Dobranoc.

(krawat: Lloyd's)

2540 krawat, 2540 dzień, 14/4/17

Dobry wieczór! Dostałem w Wielki Piątek list: „Drogi Kliencie! Spokojne święta, to święta bez zobowiązań, a zatem dokonaj wpłaty 43,18 zł na konto 15... ” Rzeczywiście, zapomniałem i od tygodnia zalegałem z opłatą. Także i ja nie życzę Wam Moi Drodzy zobowiązań, ale życzę Wam Wesołych i Zdrowych Świąt! Alleluja i do przodu! Dobranoc.

piątek, 14 kwietnia 2017

2539 krawat, 2539 dzień, 13/4/17

Dobry wieczór! Przemieszczałem się dzisiaj przez miasto. W pewnym momencie znalazłem się w okolicach Dworca Centralnego. Wokół mnie jakoś tak dziwnie zaczęło się robić. Jakbym był osaczony. Początkowo nie odczytywałem tego, co się wokół mnie dzieje, choć wyczuwałem, że jest jakoś dziwnie. Inaczej niż zawsze. Jednak po krótkiej chwili już wszystko było jasne. Z lewa, z prawa, z tyłu i z przodu pędzili ludzie z walizeczkami na kółkach. Turkotały o trotuar niebieskie, czarne, granatowe, zielone, różowe, żółte, czerwone, zielone, w paski, w kropki, w kwiatki. Tanie i drogie. Szpanerskie i obciachowe. Miałem wrażenie, że jako jedyny nie ciągnę za sobą bagażu. A w gruncie rzeczy nie działo się nic nadzwyczajnego. Widok zwyczajny. Po prostu „słoiki” odlatują na święta. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

czwartek, 13 kwietnia 2017

2538 krawat, 2538 dzień, 12/4/17

Dobry wieczór! Szanowni Państwo, rozpisywać się nie będę, bo muszę jutro wstać o świcie, by załatwić BARDZO ważną sprawę. Z akcentem też na ważną.  A przecież dzisiaj dzień był ciężki, bo deszczowy, a ja delikatny jestem, z cukru czystego jestem i bardzo nieodporny na opady atmosferyczne. I wilgoć w ogóle. Jak już pisałem bolą mnie wtedy złamania przeszłe i przyszłe. Szczególnie dotkliwe są rany zadane mi w dniu św. Kryspina podczas bitwy pod Azincourt. Ale być może to jest rana, którą mi zadał zdradziecki saracen podczas szturmowania Konstantynopola, kiedy to u boku Piotra z Amiens wdarłem się do miasta. Tyle tych ran, że trudno zapamiętać. Dobranoc.

(krawat: no name)

środa, 12 kwietnia 2017

wtorek, 11 kwietnia 2017

2536 krawat, 2536 dzień, 10/4/17

Dobry wieczór! Pękłem, odstąpiłem od żelaznej zasady i dałem dwukrotnie jałmużnę. Pierwszy raz w tramwaju linii nr 4 w kierunku Służewca. Weszła para rumuńskich Romów, ojciec z kilkuletnią córeczką. Klęczeli i przez dobrych kilka minut wyśpiewali coś niezwykłego. Jakąś mantrę, w której można było usłyszeć i echa muzyki bałkańskiej, i odległe echa korzeni hinduskich. Może nawet mnie, nas przeklinali, bo przecież nikt w tramwaju nie rozumiał słów, ale mnie to wzięło. Zawsze mnie to bierze. Czułem ciarki na plecach. A potem u nas na Mokotowie siwobrody dziadek siedzący na skrzyni z piachem i pijący jakiś napar z niebieskiego kubka poprosił mnie o parę złotych. Gdyby nawet poprosił mnie o pieniądze na flaszkę alkoholu, też bym mu dał. Był w takim wieku, że o wszystko mógł prosić. Dobranoc.

(krawat:  Rico Sangeur)


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

2535 krawat, 2535 dzień, 9/4/17

Dobry wieczór! Znowu potwierdziła się stara zasada, że gówniane (przepraszam!) oszczędności są nic nie warte. Podczas niedzielnego pobytu z psami w parku ludzie – jak zawsze – opowiadali o swoich pupilach.
– Mój pies – mówiła pewna pani – zjadł złotówkę.
– Moja – odparłem wskazując na Pchełkę – gardzi bilonem. I niższych nominałów banknotów też nie bierze do pyska. Zjadła 50 złotych.
– Ale mnie to kosztowało operację za 1300 złotych.
– No, właśnie!
Zapamiętajcie raz na zawsze, nie można oszczędzać na karmie dla zwierząt. Dobranoc.

(krawat: Welch Margetson)

niedziela, 9 kwietnia 2017

2534 krawat, 2534 dzień, 8/4/17

Dobry wieczór! Jakieś wieczorne ożywienie panuje. Psy szczekliwe, nie tylko moje. Koty opryskliwe. Pijacy krzykliwi. Widzieliśmy sporo radiowozów policji, niektóre na sygnale (ale straż miejska w podziemiu). Na Polną wracały z akcji wozy strażackie. Żandarmeria wojskowa maszerowała wte i wewte. Jeże też sobie paradowały. Tak wygląda mój raport z ostatniej chwili, czyli z sobotniego wieczoru. Dobranoc.

(krawat: Tie Break)

sobota, 8 kwietnia 2017

2533 krawat, 2533 dzień, 7/4/17

Dobry wieczór! Przyznam się, że coraz chętniej korzystam ze staroświeckiej poczty, a coraz rzadziej z nowoczesnych firm kurierskich, których usługi są zdecydowanie przereklamowane. Same z nimi kłopoty. Wczoraj i dzisiaj próbowałem przejąć od kuriera przesyłkę do mnie, co się zresztą w końcu udało, ale przez przypadek, bo od początku dostawałem wzajemnie się wykluczające sms-y i maile. Pierwszy sms nakazywał mi warowanie w domu, ale niedługo potem przyszedł mail, że paczka nie jest jeszcze nadana. Następnie otrzymałem sms z inną porą warowania i propozycją, bym przesyłkę sobie sam odebrał na krańcach miasta. „Olałem” tę wiadomość i zrobiłem słusznie, bo miałem spokój do końca dnia. Nazajutrz rano przyszedł sms nakazujący mi dyżur „zgodnie z planem” w godz. 9-13 i zalecający możliwość odbioru osobistego pewnie gdzieś pod Rzeszowem. Dwie godziny później  nadano do mnie kolejnego sms-a sugerującego, że przesyłka nadejdzie planowo w godz. 13-19. I konsekwentnie proponowano mi wycieczkę krajoznawczą po paczkę. W związku z tym przyjąłem plan, że odbiorę przesyłkę punktualnie o 13. Tak postanowiłem i stawiłem się o tej porze w domu, a po chwili pojawił się kurier. Odbierając paczkę zwróciłem uwagę, że sms-y i maile zawierały sprzeczne komunikaty. „Trzeba je olewać” – poradził pan kurier. W realiach życia codziennego to ten kapitalizm z początku XXI wieku coraz bardziej zaczyna przypominać socjalizm. Jak powiedział kiedyś zirytowany starszy pan w biurze obsługi klienta pewnej telefonii: „Panie, to nie żadna globalizacja, to  zwykły burdel”. Dobranoc.

(krawat: Milan)

piątek, 7 kwietnia 2017

2532 krawat, 2532 dzień, 6/4/17

Dobry wieczór! Z zawodowej ciekawości obejrzałem film dokumentalny o wynalazkach z XIX wieku. Oczywiście, zawsze w takich produkcjach współczesny naukowiec tłumaczy ciekawostki związane z różnymi przedmiotami. W związku z czym założył specjalne okulary i podpalił piłeczkę pingpongową robiąc z niej „kopcia”. I pomyśleć, że my w dzieciństwie robiliśmy kopcie nie przestrzegając pewnych procedur, bo nie zakładaliśmy specjalnych okularów. Straszne, choć kopcie na przykład kolegi Czopa były dużo lepsze niż te w filmie. Jak Czop zrobił kopcia to przyjeżdżała straż pożarna, a dozorcy, woźni i nauczyciele dostawali zawału. Dobranoc.

(krawat: George)

środa, 5 kwietnia 2017

2531 krawat, 2531 dzień, 5/4/17

Dobry wieczór! Po ósmej za oknem usłyszeliśmy bicie w bębny i jakieś skandowanie. Pod moim balkonem było jednak pusto (swoją drogą, nie rozumiem dlaczego). Musieli więc protestować trochę dalej, na Rakowieckiej. Nikogo jednak nie było widać, a ja nie mam –niestety – teleskopowej szyi. Dochodził jedynie hałas, co stwierdzałem przy pomocy posiadanych od urodzenia naturalnych urządzeń audio. Ciekawiła mnie ta wieczorna impreza, ale byłem zbyt zmęczony, by sprawdzać w jakiej słusznej (posłusznej, niesłusznej – niepotrzebne skreślić) sprawie tyle rabanu, bo wsparcia manifestantom udzieliły też okoliczne psy wyjąc i szczekając niemiłosiernie w oknach.
W końcu moje psy mnie wyciągnęły mnie na rekonesans w terenie, bo reporterskie, wścibskie dusze. Kiedy wyszliśmy na ulicę akurat manifestanci się rozchodzili. To byli (anty?)faszyści, chyba, bo ja ich już nie rozróżniam, szczególnie kiedy biją się między sobą, choć teraz nikt się nie tłukł. Odnoszę wrażenie, że wracali spod ambasady Turcji, więc chyba to nie był wiec poparcia dla Erdogana. A to oznacza, że teraz byli chyba ci anty. Usłyszałem jeszcze, jak jeden z demonstrantów narzekał na opinię publiczną. No, cóż kiedy manifestację organizuje się późnym wieczorem, w czasie gdy ulice są puste, a i ambasada nie pracuje, trudno spodziewać się tzw. rezonansu. Może wszystkiemu winny jest światowy spisek, ale wy „anty” nie narzekajcie, w końcu wsparcia udzieliły wam ujadające psy. A były już w okolicy takie manifestacje, że nawet psy się tym nie interesowały. Dobranoc.




2530 krawat, 2530 dzień, 4/4/17

Dobry wieczór! Choć zawsze znam odpowiedź na wszystkie pytania, to postanowiłem już więcej nie rozwiązywać quizów poświęconych PRL. Po pierwsze, zaczynam się czuć jak żywa skamielina. I to niespecjalnie mi odpowiada. Po drugie, żenujący jest poziom pytań. Pisałem już o tym gdzieś, ale mam wrażenie, że wyobrażenie o PRL-u układających te pytania jest takie, jak Ryszarda Kalisza o życiu w ascezie. Dobranoc.

(krawat: Creation Rico Sangeur)

wtorek, 4 kwietnia 2017

2529 krawat, 2529 dzień, 3/4/17


Dobry wieczór! Udałem się do placówki zdrowia publicznego, będącej w tym przypadku przyszpitalną przychodnią, celem skorzystania z bogatej oferty lekarzy specjalistów, a konkretnie chciałem się zapisać do jednego z nich. Pani w recepcji nie patrząc nawet na przyniesiony przeze mnie stosowny druk urzędowy w postaci skierowania od lekarza pierwszego (i jak mniemam ostatniego) kontaktu powiedziała mi, że nie ma możliwości zapisania się do poszukiwanego przeze mnie specjalisty, albowiem zapisy do końca roku zostały zrealizowane, choć raczej powinna była powiedzieć, iż zapisy są już zapisane i mnie zapisać już nie można.
Jeśli chcę się zapisać na przyszły rok, dodała, to zapisywać będą na początku jesieni. W tym momencie zaskoczyłem panią w recepcji, bo przestałem wydawać z siebie pomruki w stylu zaskoczonego tzw. wsiowego przygłupka i rezolutnie zapytałem się, kiedy w służbie zdrowia, a bliżej nawet, kiedy w recepcji tej służby zdrowia, następuje początek jesieni. Zirytowana recepcjonistka, bo moje ożywienie werbalne bardzo ją zdenerwowało, żeby uciąć rozmowę, a przede wszystkim po to, bym jak najrychlej się oddalił, poinformowała, iż krążą informacje (dokładniej: „mówią tak”!) o pewnej przychodni w pobliżu, w której jest poszukiwany specjalista i jest szansa, że mnie tam przyjmą. Ta wiadomość odniosła spodziewany skutek i oddaliłem się pod wskazany adres, gdzie zostałem zapisany do lekarza na połowę lipca. Tego, a nie przyszłego roku, dodam dla uściślenia.
I kiedy stałem sobie przy okienku od osoby stojącej za mną poczułem dobrze mi znany zapach alkoholu i czosnku, który miał tę woń spirytualiów zneutralizować. Odchodząc spojrzałem ciekawy od kogo tak czuć i okazało się, że jest to ponad osiemdziesięcioletnia pani o bardzo nobliwym wyglądzie. Starsi zawsze mają rację, uczono mnie za młodu. Bo przecież tego nie da się znieść na trzeźwo. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

2528 krawat, 2528 dzień, 2/4/17

Dobry wieczór! Bardzo późnym wieczorem na przystanku tramwajowym starszy mężczyzna odziany tak, jakby wybierał się na Syberię, przyglądał mi się z ciekawą nieprzychylnością. W dłoniach dzierżył coś, co najpierw myślałem, że jest gigantycznym ołówkiem, ale jak się zbliżył przypominało to osikowy kołek. Trzymał ten drąg jak kałasznikowa. Na szczęście, tramwaj nadjechał, więc wsiadłem nie patrząc na numer. W końcu i tak o tej porze każdy jedzie w moja stronę. Jak oddalałem, się od przystanku miałem wrażenie, że mężczyzna odprowadza mnie wzrokiem, a nawet oblizuje językiem usta. A może nawet jakby przełykał ślinę. Kiedy jego sylwetka malała zobaczyłem jeszcze jak opuścił kołek na ziemię i oparł się na nim jak na lasce. Zastygł tak, pewnie w oczekiwaniu kolejnej ofiary. Dobranoc.

(krawat: St. Michael)

niedziela, 2 kwietnia 2017

2527 krawat, 2527 dzień, 1/4/17

Dobry wieczór! Wracając ze wsi do domu przejeżdżaliśmy przez Czerniakowską i Gagarina obok miejsca, gdzie kiedyś przez długie lata była „Karczma Słupska”, a potem krótko słynny lokal o niechlubnej pamięci, czyli „Sowa i Przyjaciele”. Teraz w tym miejscu jest apteka. To oburzające. To profanacja! Przez dekady ludzie w tym miejscu w przyjemny sposób rujnowali swoją kondycję zdrowotną. A teraz tu powstał punkt wspomagający to ich zdrowie. A gdzie oni będą je sobie niszczyć, pytam? Dobranoc.

(krawat: Lucky Jim)

sobota, 1 kwietnia 2017

2526 krawat, 2526 dzień, 31/3/17

Dobry wieczór! Miałem wyjść z psami do parku. Już zakładam trencz na siebie, już psom zapinam obroże, już trzymam rękę na klamce. I nagle... Gdzie są klucze? Nie zostawiłem ich zamku. To dobrze! Jestem w domu, więc jest dowód na to, że wszedłem i w ogóle jestem. Szukam pod stołem i na stole, na blacie i w szufladzie. W kieszeniach marynarki, spodni i płaszcza. W przedpokoju, pokoju i kuchni. Zaglądam do łazienki. Nigdzie nie ma. Dramat, rozpacz. Psy kompletnie załamane, bo wiedziały – zawsze to wiedzą – że idą do parku. W takim sytuacjach jest jedno wyjście. Zdejmuję trencz, czapkę, szalik i marynarkę. Jeszcze buty. Rozluźniam sobie krawat, psom obroże. Biorę szklankę wody. Siadam wygodnie na kanapie. Zdejmuję skarpety. Mówię sobie: nigdzie nie idę. Zrelaksuję się. Rzeczywiście, czuję, że odpływam. I wtedy klucze wypełzają z ukrycia. Powoli przesuwają się  w moją stronę. Próbują nie rzucać się w oczy. Świadome, że narozrabiały. I wtedy je chwytam. Ściskając klucze cały czas w dłoni szybko ubieram się, biorę psy i wybiegam z domu. Po chwili jestem w parku. Jezu, czy zamknąłem drzwi!? Dobranoc.


piątek, 31 marca 2017

2525 krawat, 2525 dzień, 30/3/17

Dobry wieczór! Przechodząc centralnie przez Dworzec Centralny natknąłem się na dawno niewidzianą znajomą. Cieszymy się na to spotkanie. Stawiam siaty z Biedronki na posadzce i próbujemy rozmawiać.
– Co u ciebie?
– Może dadzą państwo parę złotych. (mężczyzna z lewej strony)
– W porządku (do znajomej). Nie dam (do  mężczyzny).
– Ale dawno się nie widzieliśmy!
– Da mi pan coś do jedzenia z tej torby (kobieta z prawej strony)?
– Niczego nie dam! (do kobiety). Telefon się zepsuł utraciłem kontakty (do znajomej).
– A wiesz i mnie się to zdarzyło (znajoma).
– Da mi pani parę groszy, to sobie sama coś kupię do jedzenia (inna kobieta zza moich pleców).
– Nie dam, proszę odejść (znajoma).
– (Ja, przebijam się głosem) Koniecznie musimy się spotkać i spokojnie porozmawiać (proponuję wymianę numerów telefonów, z trudem mi idzie wpisywanie cyfr, bo ktoś szarpie moją rękę).
– Potrzebuję pieniędzy (mówi szarpiący).
– Ja też (mówię szczerze do niego).
– U was wszystko w porządku? (to znajoma do mnie).
– Mogło być lepiej (to ja).
– Parę złotych, nie na picie (mówi mężczyzna już napity).
– Nie mam (znowu ja, z miną życiowego bankruta).
– To się zdzwońmy (znajoma).
– Potrzebujemy pieniędzy na pociąg do domu (tym razem para, kobieta i mężczyzna, czyli chór).
– Proszę państwa, nie damy rady was wszystkich utrzymać (chór, czyli też para, ja i znajoma).
Kurtyna. Dobranoc.

(krawat: Come Closer)

środa, 29 marca 2017

2524 krawat, 2524 dzień, 29/3/17

Dobry wieczór! Mam dobre wiadomości. Była jakaś awaria tramwajów, dzień pieszego pasażera. Najpierw miałem nie wychodzić z wagonu, chciałem poprzez upór osobisty wymusić jej szybkie usunięcie, ale w końcu skorzystałem z okazji i ruszyłem piechotą. Do drodze zajrzałem do antykwariatu płytowego, gdzie odbyłem miłą rozmowę na tematy muzyczne i kolekcjonerskie. Pan antykwariusz poinformował, że wraca moda kasety magnetofonowe. Kupują je młodzi ludzie. Mam jeszcze gdzieś ukryte wielkie pudło kaset, więc mogę być znowu modny. Walkmana tylko nie mam. Ale jakaś dam radę. W końcu to kolejna moda retro, na którą się załapię nie czując się jeszcze retro (czytaj: żywa  skamielina). Dobranoc.

(krawat: Grand Jour)

wtorek, 28 marca 2017

2523 krawat, 2523 dzień, 28/3/17

Dobry wieczór! Zapytałem spotkanego znajomego co robi, a on odparł, że to co robi jest tajne. Jak on to powiedział, to nie wiem dlaczego, ale przypomniała mi się historia jak kiedyś wystąpiłem do Pewnego Bardzo Ważnego Urzędu, na czele którego stała Bardzo Ważna Osoba Będąca Niekwestionowanym  Autorytetem, z prośbą udostępnienie informacji, która udostępniona być powinna. I ten Bardzo Ważny Urząd odpowiedział mi listownie, że nie udzieli mi żadnych informacji, albowiem musiałby operować moimi danymi osobowymi w postaci nazwiska i adresu, a tego nie może robić, znaczy operować nimi nie może i nie chce, więc mi w liście napisali, że pisać listów nie będą.
Z tym pismem poszedłem do znajomego, który zbankrutował, ponieważ pewnej firmie wystawił dużą fakturę za wykonane usługi. Nie dostał od nich ani grosza, ale urząd skarbowy uznał, że się wzbogacił od samego wystawienia faktury i musiał zapłacić, choć nic nie miał. Wiadomo, w demokratycznym państwie prawa państwo staje po stronie tego, który ukradł, a nie tego, który został okradziony, dziwić się temu nawet nie wypada.
Poszedłem więc do niego, pokazałem mu ten list i poradziłem, żeby zabronił komornikowi operować swoimi danymi osobowymi. On jednak wolał ukrywać się przed komornikiem i w ten sposób nie dać mu się operować. Dobranoc.

(krawat: Harrods, Made by Michelsons of London)

2522 krawat, 2522 dzień, 27/3/17


Dobry wieczór! Moje psy podjęły same z siebie akcję „Dobre sąsiedztwo”. I zaprzyjaźniony sąsiad z innego, niższego piętra mówi, że reagują na niego, kiedy tylko pojawia się na klatce schodowej. Trzeba się po prostu integrować się. I trzeba też w dzisiejszych niepewnych czasach być czujnym. A w naszym konkretnym przypadku nawet podwójnie czujnym. Czuwaj! Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)


poniedziałek, 27 marca 2017

2521 krawat, 2521 dzień, 26/3/17

Dobry wieczór! Krawat piłkarski dzisiaj z wiadomego powodu. Mecz. Spodziewane (przynajmniej przez mnie) zwycięstwo. Ale nawet zwycięstwa naszych nie ukoją mnie. Jestem wściekły! I znowu protestuję przeciwko tej idiotycznej zmianie czasu. A jak już zmienili to niech po wsze czasy zostanie ten letni. To głupota straszna z tą zmianą, Wymierzona we mnie, bo znowu będę dochodził do siebie przez kilka dni. Odwalcie się od mojego zegarka! Dobranoc.

(krawat: F & F)

sobota, 25 marca 2017

2520 krawat, 2520 dzień, 25/3/17


Dobry wieczór! W tramwaju dwóch młodych mężczyzn rozmawia o swoim koledze.
– Jak potrzebował forsę na wakacje, to sprzedał sklep po starym i pojechał sobie na wczasy. Potem dla znowu coś innego sprzedał firmę ojca. I znowu gdzieś pojechał, a jak wrócił to od razu poszedł do pierdla.
– W jego rodzinie to od kilku pokoleń nikt niczym uczciwym się nie zajmował.
–  Chyba masz rację.
– Ten sklep i te wszystkie ich interesy to były zwykłe pralnie...
– No! Nigdy nie widziałem tam żadnego klienta.
– I oni tak od kilku pokoleń.
A tyle się mówi, że tradycja zanika. Dobranoc.

(krawat: St, Michael from Marks & Spencer)


2519 krawat, 2519 dzień, 24/3/17

Dobry wieczór! W warszawskich autobusach i tramwajach umieszczono ekrany, na których wyświetlane są różne wiadomości i reklamy. Przez kilka lat ten serwis prowadziła Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”. Zamieszczane wiadomości były różne. Czasami w niezamierzony sposób zabawne, takie najbardziej lubiłem, ale najczęściej po prostu nijakie. Od pewnego czasu ekrany zamieniły się w prymitywny instrument propagandowy miejskich urzędników. Chwalą się jacy są dla mnie dobrzy. Ostatnio apelują, żeby dzwonić do nich jak zobaczę, że ktoś ścina drzewo. Przez ostatnie kilka lat dzwoniłem i zawsze mówili, żebym głowy im nie zawracał i spadał na drzewo. A że drzewa już wycięte, więc teraz nie dzwonię, bo nie mam gdzie spadać. Serwisu też nie czytam, bo nie znoszę tępej propagandy.
Dzisiaj obok mnie jechało dwóch młodych ludzi, którzy akurat z zainteresowaniem czytali informacje z ekranu. W pewnym momencie „żywo zareagowali” na reklamę.
– Patrz, szukają kandydata na stanowisko zbrojarza-betoniarza.
– Kandydata na stanowisko?
– Tak, Nie szukają człowieka do pracy tylko ewentualnego chętnego na miejsce do tej pracy.
– Bo kandydata łatwiej się pozbyć.
– Gratulujemy panu kandydatury. Sugerujemy, żeby pan jeszcze próbował kandydować.
Jak  widać, nie łatwo jest objąć stanowisko zbrojarza-betoniarza. Dobranoc.


(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

piątek, 24 marca 2017

2518 krawat, 2518 dzień, 23/3/17

Dobry wieczór! Zajrzałem na ściany Facebooka. Jak zwykle nie brakuje żółci i (bez)interesownej nienawiści.  To ja popłynę pod prąd. Towarzyszyłem córce podczas wizyty w poradni, gdzie czekaliśmy na zrobienie zdjęcia rentgenowskiego. Pod gabinetem czekali też matka z synem. Chłopiec lat ok. 8 był na wózku. Czas umilali sobie ćwiczeniem tabliczki mnożenia. Okazywali sobie przy tym dużo czułości, ciepła, miłych uśmiechów, drobnych i uroczych gestów. W ogóle przyjemnie było na nich patrzeć, Jaki z tego wniosek? Matematyka wcale nie zmusza do reakcji beznamiętnych, pozbawionych jakichkolwiek emocji. Do tego co nazywamy chłodnym spojrzeniem. Jak ktoś chce okazać uczucie to wykorzysta każde równanie, a nawet funkcję geometryczną. Wystarczy chcieć. Dobranoc.

(krawat: Enzo Mariani)

czwartek, 23 marca 2017

2517 krawat, 2517 dzień, 22/3/17

Dobry wieczór! Wróciliśmy z wieczornego spaceru pachnąc wędzonką. Gdyby tylko same psy tak „waniały”, to można by powiedzieć, że najadły się czegoś. Ale ode mnie też czuć wędzonkę. A przysięgam, zaklinam się, nic nie jadłem na spacerze. Zwalamy więc wszyscy ten zapach na smog. Tak bezpieczniej. Dobranoc.

(krawat: Ben Sherman)

środa, 22 marca 2017

2516 krawat, 2516 dzień, 21/3/17

Dobry wieczór! Późno piszę, bom z Teatru Wielkiego wrócił. Grali (i śpiewali, świetna Edyta Piasecka jako Donna Fiorilla) „Turka we Włoszech”, ale jednak był to spektakl niewykorzystanych szans. Aż się prosiło o uwspółcześnienie tej opery Rossiniego. Na żaglowcu przybywa Turek do Europy. Już to daje szansę nadania temu dziełu wymiaru bieżącego, odnieść się do dylematów dzisiejszych. Zmienić romans w moralitet geopolityczny. Niech ta Donna Fiorilla będzie Angelą Merkel, a ten Selim Recepem Erdoğanem. A tak mamy zmarnowaną szansę powiedzenia czegoś więcej. Wydaje mi się jednak, że nie wszystkich to satysfakcjonowało, mam namyśli realizatorów spektaklu. Bo skoro reżyser nie miał wizji, to scenograf przynajmniej jej szukał. I ustawił na scenie koksownik, przy którym Włosi w upał ogrzewali swoje dłonie. Taki stan wojenny w słonecznej Italii. Sprytnie, nie. Mruga okiem, ale... Nie do końca jednak to jest dla mnie czytelne. I w związku z tym czuję niedosyt. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

poniedziałek, 20 marca 2017

2515 krawat, 2515 dzień, 20/3/17

Dobry wieczór! Gardło mi niedomaga od kilku dni. Są chwile, szczególnie rano, że chrypię. Żona mnie zachęca, bym płukał gardło, ale ja tego nie lubię i przed tym się bronię.
– Wypłucz je – mówi. – Czy ty siebie słyszysz?
– Tak. I to mi się podoba.
Zawsze lubiłem zachrypione głosy. Dobranoc.

(krawat: Tie Break)

2514 krawat, 2514 dzień, 19/3/17

Dobry wieczór! Zagapiłem się, zaczytałem i w ogóle zapomniałem o tym, że czas na krawat, więc wypełniam obowiązek. No,bo  jak się niesie swój... Nie chcę mówić krzyż, bo to efektownie zabrzmiałoby, że wszyscy noszą krzyż, a ja krawat. Ni z tych rzeczy. Potrzebny jest umiar, szczególnie, że mnie w stosunku do całej reszty podwójnie ciężko. Targam i swój krzyż, i swoje krawaty. Dobranoc.

(krawat: Burton)