poniedziałek, 21 sierpnia 2017

2669 krawat, 2669 dzień, 21/8/17

Dobry wieczór! Bank przysłał mi płytę CD ze zmianami opłat i prowizji. Na tej płycie znajdują się też utwory Fryderyka Chopina. Nokturn, walc, scherzo i mazurki. Bardziej na miejscu byłby „Marsz żałobny”. Dobranoc.



(krawat: Screenplay by Martin Wong)

2668 krawat, 2668 dzień, 20/8/17

Dobry wieczór! Człowieka ne było cztery dni, a psy się cieszą jakbym z Syberii wrócił. Dobranoc.

(krawat:  Charleston)

niedziela, 20 sierpnia 2017

2667 krawat, 2667 dzień, 19/8/17

Dobry wieczór! Największą przyjemnością wszystkich festiwali jest możliwość spotkania bardzo sympatycznych i twórczych ludzi. A to daje okazje do fajnych i długich rozmów. Tak też było dzisiaj, stąd późny wpis. Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer)

sobota, 19 sierpnia 2017

2666 krawat, 2666 dzień, 18/8/17

Dobry wieczór! Na wieczornym spacerze po zamojskiej starówce spotkałem zamojskie koty, które były na wieczornych spacerach. Ładne tu mają koty, te napotkane było widać, że udomowione z obróżkami i przypiętymi do nich wizytownikami. Witały mnie w pozycji siedzącej, ciekawe człowieka (czytaj: mnie), choć jak to koty nieufne i zdystansowane do człowieka (czytaj: do mnie). Jeden był szczególnie ładny, znaczy mnie się podobał, taki kremowy w umaszczeniu, nordyk taki. Zastanawiałem się nawet, czy nie pójść w ślady mojego dziadka i po prostu go sobie nie przywłaszczyć, ale zrezygnowałem, tym bardziej że chyba odczytywał moje zamiary. Czyli był nieufny do człowieka (czytaj: do mnie). Dobranoc.

(krawat: Martin Wong Collection)

piątek, 18 sierpnia 2017

2665 krawat, 2665 dzień, 17/8/17

Dobry wieczór! Za każdym razem kiedy jestem w Zamościu, to miasto to robi coś, żeby mi się spodobać. I skutecznie to robi!. Na przykład dzisiaj o dwunastej wszedłem prosto z drogi do pokoju hotelowego i usłyszałem hejnał. Mam pokój z widokiem na hejnalistę, lepiej być nie mogło. A potem cały dzień na Zamojskim Festiwalu Filmowym „Spotkania z historią”. I rozmowy po projekcjach filmów dokumentalnych z ich twórcami. Poruszające było spotkanie z 94-letnią Alina Dąbrowską, bohaterką filmu Andrzeja Machnowskiego „Świadek czasu pogardy”. Pani Dąbrowska była w pięciu obozach koncentracyjnych. Niezwykła osoba. Dobranoc.

(krawat: Charleston, Tie Rack)

czwartek, 17 sierpnia 2017

2664 krawat, 2664 dzień, 16/8/17

Dobry wieczór! Pakuję się, bo rano ruszam w drogę. Psy rozłożyły się na rzeczach, a Cyzia prawie weszła do torby, a więc chyba spakowany jestem. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

środa, 16 sierpnia 2017

2663 krawat, 2663 dzień, 15/8/17

Dobry wieczór! Żeby nie było całkiem o psach... Ale też poruszę dzisiaj temat nie całkiem ważki, bo robiłem dzisiaj zdjęcie ważki. I muszę stwierdzić, że te ważki to bardzo wdzięczne modele, choć ze względu na wielkość trudne do sfotografowania. A ja przecież fotografowałem telefonem. Ważka dawała mi jednak szansę. Nawet krzesło sobie przystawiłem i stanąłem na nim, żeby być bliżej ważki. Z powodu nierówności gruntu spadłem z krzesła ze dwa razy, pięć razy potrąciłem gałąź, przy której była. A ona nic! Żelazny spokój, najwyżej na chwilę odleciała, ale zaraz wracała. Ta ważka to bardzo medialne zwierzę, mówię wam. Dobranoc.

(krawat: Omega)

wtorek, 15 sierpnia 2017

2662 krawat, 2662 dzień, 14/8/17

Dobry wieczór!
– Pan to ciągle o tych psach pisze, a proszę pana ważne rzeczy się tu dzieją.
– Wstyd się przyznać, ale ja czuję się taki nieważny...
Dobranoc.


(krawat: Studio 54 – Tie Rack)

niedziela, 13 sierpnia 2017

2661 krawat, 2661 dzień, 13/8/17

Dzień dobry wieczór! Mimo kontuzji Pchełka wydostaje się przez każdą szczelinę w ogrodzeniu. Ta jej skłonność do przygód niepokoi, więc doraźnie musiałem naprawić bramę, która ma być wymieniona na jesieni. W Castoramie nabyłem plastykową siatkę i rozciągnąłem ją na dwóch skrzydłach bramy, które po złożeniu dla większego bezpieczeństwa zasznurowałem taśmą. Zadowolony skończyłem pracę i oświadczyłem: – Teraz mysz się nie prześlizgnie!
W tym momencie Pchełka rozpłaszczyła się jak kartka papieru i przeszła pod bramą na drugą stronę.
– Nie ma mowy nie będę przeskakiwał do ciebie przez bramę – powiedziałem i ruszyłem po uciekiniera do furtki. Wtedy to bezczelne zwierzę znowu zrobiło z siebie kartkę i wróciło. Zaczynam rozumieć stres klawiszy. Dobranoc!

PS. Cyzia w tym czasie opanowała sztukę wychodzenia przez okno i nie zamierza wychodzić już przez drzwi. Ją to bawi, mnie mniej. W końcu w Warszawie mieszkamy na drugim piętrze.

sobota, 12 sierpnia 2017

2660 krawat, 2660 dzień, 12/8/17

Dzień dobry wieczór! Okazało się, że u tego weterynarza do którego w końcu trafiliśmy z Pchełką to mają mnie w systemie od kilkunastu lat. Byłem tam dokładnie 21 października 2000 roku. Z małą kotką. Nazwałem ją Oczko. Tego biało-czarnego kociaka ktoś zostawił na naszej klatce. Najpierw widziałem ją rano, ale gdzieś się schowała. Potem wieczorem zobaczyłem jak kryje się w szafkach z licznikami elektrycznymi, skąd udało mi się ją wypłoszyć. Wtedy łapałem kociaka na korytarzu klatki schodowej. Kota nie jest łatwo złapać, ale wykonałem robinsonadę niczym sam Lew Jaszyn i była moja. Kotkę wzięła ode mnie Kasia Kowalska z Magazynu „Gazety Wyborczej”. Opowiadała potem, że miała silny charakter. Do zobaczenia.

piątek, 11 sierpnia 2017

2659 krawat, 2659 dzień, 11/8/17

Dzień dobry wieczór! Wracałem z lasu i usłyszałem jakiś dziwny pisk. Rozejrzałem i zobaczyłem młodziutkiego kota rozpłaszczonego na drzewie jak jakiś miś. Z krzaków na drogę wyskoczył popiskując drugi kot. Ten pierwszy też zszedł z drzewa. Teraz oba popiskiwały cały czas, w sposób przypominający trochę płacz dzieci. Nie bały się mnie. Poszedłem do najbliższego gospodarstwa, tam się dowiedziałem, że ktoś chyba je wyrzucił. Szybko zorganizowałem więc suchy prowiant i mokrą wodę, telefonicznie w Mińsku Mazowieckim nawiązałem kontakt organizując akcję pomocowo-adopcyjną. Ale koty zniknęły jak tylko po godzinie wróciłem, od kilku dni chodzę po lesie i ich szukam. Koty bądźcie poważne. Jest żarcie, jest popitka, jest chałupa, tylko towarzystwa nie ma. A ja już czasu na was nie mam. Do zobaczenia, koty!

2658 krawat, 2657 dzień, 10/8/17

Dzień dobry wieczór! W końcu wyjechałem, żeby się zrelaksować. Podczas podróży obudziła się we mnie dotąd głęboko skrywana natura pedanta, w wyniku której zatrzymaliśmy sie na poboczu drogi, a ja udałem się wyrzucić jakiś niepotrzebny kawałek papieru, a nawet dokładniej gazety, do kosza na przystanku pekaesu. Kiedy wyrzucałem ten papierek Pchłomira wyswobodziła się z obroży i wydostała się z samochodu. Byłem metr, może półtora od niej, kiedy w oczach dostrzegłem ten znany mi błysk oznaczający zabawę. A to wiązało się z ryzykiem wyskoczenia na ruchliwą drogę, po której pędziły auta przekraczające dozwolone prędkości. Nie mogłem do tego dopuścić. W ułamku sekundy rzuciłem się niczym Ladislao Mazurkiewicz, słynny urugwajski bramkarz polskiego pochodzenia. To porównanie jest na miejscu z powodu kaszkietu, który miałem na głowie. Urugwajski golkiper też nosił takie nakrycia głowy. Tak więc rzuciłem się na Pchłomirę niczym na piłkę pod nogami brazylijskich dryblerów. Chwyciłem ją i zacząłem się staczać w niebyt, czyli przydrożny i bardzo głęboki rów. Coś mnie pokłuło, coś sparzyło, coś zaswędziało, zapiszczała Pchełka, aż wylądowaliśmy na samym mokrym dnie rowu. Równo zmoczeni. Już po wydostaniu się i oddaleniu z miejsca zdarzenia okazało się, że Pchłomira kuleje na lewą łapkę. Wróciliśmy doi Warszawy i udaliśmy się do naszego lekarza, tam był tłok i zepsuty rentgen. Pojechaliśmy do kolejnego, z działającym rtg. Wtedy okazało się, że w tym rowie były jakieś pokrzywy i chyba jakiś barszcz Sosnowskiego, bo ja opuchłem na twarzy, choć jak spadałem do rowu to parzyło mnie przez ubranie. Facjatę miałem czerwoną w białe plamy. Na szczęście z rentgena wyszło, że pies nia ma złamania, a jakieś stłuczenie nogi. Tak minął cały dzień, wyszliśmy od weterynarza zmęczeni i głodni. Może ja najmniej, bo w końcu byłem po barszczu. Z drugiej strony zajęty problemami z Pchełką zapomniałem o wszystkich innych sprawach, które chodziły mi po głowie, a więc zrelaksowałem się. Do miłego zobaczenia.

2657 krawat, 2657 dzień, 9/8/17

Dzień dobry wieczór! Tak się złożyło, że nie mam dostępu do internetu i jestem skazany na naturalny kontakt z naturą. Krawaty są, ale nie ma ich w sieci. Złośliwie wszystko mi odmawia kontaktu z wirtualną rzeczywistością pozostawiając mnie sam na sam ze światem. To oczywiście skłania mnie do refleksji egzystencjalnych (Nie mam internatu, a nadal jestem) i metafizycznych (byt najwyższy musi być jednak analogowy) oraz w sposób oczywisty do kontaktu empirycznego z rzeczywistą rzeczywistością. I muszę przyznać, że widok z bliskiej odległości sarny doskonale rekompensuje jak na razie brak internetu. Do zobaczenia!

wtorek, 8 sierpnia 2017

2656 krawat, 2656 dzień, 8/8/17


Dzień dobry! Do tramwaju wszedł potężny, otyły młody człowiek. Był ubrany w czarny t-shirt oraz w takim samym kolorze szorty w typie dawnych gimnastiorek. Na głowie długie włosy spiął niczym samuraj. Na stopy założył dwie różne skarpetki. Jedną czerwoną, drugą niebieską. Patrzył na niego z podziwem pewien chłopiec w typie dużego grubaska. Było widać, że mężczyzna w błyskawicznym tempie staje się dla tego idolem. Zapewne za kilka lat ten chłopiec będzie dużym, otyłym młodym mężczyzną. Miłego dnia.


(krawat: Princeples Men)

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

2655 krawat, 2655 dzień, 7/8/17

Dzień dobry! Żona moja cieszy się, że nie jestem Australijczykiem. Obejrzała jakiś film. Oni wszyscy tam deski surfingowe zbierają i boją się partnerkom przyznać ile ich mają. Na tym tle te moje krawaty to drobne dziwactwo. Miłego dnia.

(krawat: H & M)

(krawat: )


niedziela, 6 sierpnia 2017

2654 krawat, 2654 dzień, 6/8/17

Dzień dobry! Ponieważ muszę i chcę się trochę wyciszyć oraz wypocząć, a i też muszę nadrobić pewne zaległości, może być kłopot z kontaktem ze mną. Krawat w blogu będą codziennie, z Facebookiem może być różnie. Za co przepraszam z góry! Miłego dnia.

(krawat: St. Michael)


2653 krawat, 2653 dzień, 5/8/17

Dobry wieczór! Do tramwaju weszła przedziwna rodzina. Dzieci, dorośli. Tak pobieżnie trudno zorientować się kto był tam kim. Rodzina przypominała, była wręcz wierną polską kopią, tych rodzin, znanych z angielskich seriali telewizyjnych. Tych takich w typie lumpenproletariackim. Byli hałaśliwi, grubiańscy, wulgarni. Cały tramwaj zamilkł, wszyscy zastygli i patrzyli na nich. Gapili się  jakby to był ekran telewizora. Jednak żywy kontakt z tym co twórców inspiruje jest dla ludzi bardzo ważny. Ze zjawisk kultury należy czerpać bez względu na okoliczności. Dobranoc.

(krawat: Frangi)


sobota, 5 sierpnia 2017

2652 krawat, 2652 dzień, 4/8/17

Dobry wieczór! Ten facet, ten taki podgolony i napakowany, z tatuażami. O takich kiedyś się mówiło się bamberek, ale teraz to mało kto wie co to znaczy. No, więc ten facet w sklepie IKEA zamówił dla siebie dziesięć hot-dogów bez dodatków po złotówce i trzy z dodatkami po dwa złote dla dziewczyny. Wszyscy patrzyli na niego z szacunkiem. Bogacz jakiś, każdy sobie myślał, bo normalnie to wszyscy brali po jednym hot-dogu, co zamożniejsi lub głodni po dwa. No i ewentualnie frytki, żeby się zapchać. Ale on nie z tych co ziemniakami się zapychają. Dziesięć hot-dogów wtranżolił, a jak zeżarł to wziął jeszcze jednego z dodatkami za dwa zeta na deser. Było widać w tym pański gest. Stać mnie na to i co mi zrobicie. I przełknęli ślinę. Z zazdrości. Dobranoc.

(krawat: no name)


czwartek, 3 sierpnia 2017

2651 krawat, 2651 dzień, 3/8/17

Dobry wieczór! Cały dzień przegrzewałem się w przegrzanym pomieszczeniu czyniąc pewne powinności. W końcu wykończony tym zupełnie wyszedłem na chwilę, że odparować odrobinę w innej przegrzanej rzeczywistości. Przemieszczam się więc dla ochłody w przegrzanym plenerze i w pewnym momencie zauważyłem, że pod balkonem mieszkania na parterze jednego z bloków leży materac, taki z łóżka, a na nim i obok też wszystko leży. I tak na materacu leży facet w kapciach i śpi. Obok niego po prawej stronie leżą okulary optyczne i książka, a po lewej leży pusta butelka po piwie. Nie wiem, czym ten uleżany był schłodzony czy przegrzany, ale prawdopodobnie był znieczulony.i ulężony. Dobranoc.

(krawat: TU)

2650 krawat, 2650 dzień, 2/8/17

Dobry wieczór! Pamiętam jak w młodości z moim przyjacielem i kuzynem Przemkiem Stankiewiczem (niestety zbyt wcześnie odszedł) żartowaliśmy sobie z naszych ojców, którzy przychodzili z pracy, włączali telewizory na jakąś transmisję sportową i od razu odpływali. A to odpłynięcie polegało na jakiejś półczynnej drzemce czy innej formie letargu. Teraz widzę, że ja też tak lubię. Po pierwsze, kiedy widzę jak jacyś faceci o coś walczą, to cieszę się, że to nie ja muszę się bić. Po drugie, jak mnie to cieszy mnie, iż nie walczę, to się od razu bardzo uspokajam. A jak się uspokajam to się relaksuję i odpływam. Naprawdę, sportowa rywalizacja to świetna sprawa. Dobranoc.

(krawat: Folkespeare)

środa, 2 sierpnia 2017

2649 krawat, 2649 dzień, 1/8/17

Dobry wieczór! Upał straszny, więc postanowiłem wyjść wieczorem z domu, udać się do klimatyzowanego tramwaju i przemieszczać się nim od pętli do pętli. Najpierw tramwaje mi uciekły, więc czekałem na nieklimatyzowanym przystanku, potem przyjechały stare modele bez klimatyzacji, przepuściłem je, potem znowu przyjechały te ogrzewane, znowu przepuściłem, kiedy znów przyjechał nieklimatyzowany pojechałem nim do przodu, żeby gdzieś dalej znaleźć jakiś klimatyzowany. Wtedy okazało się, że jak dojadę do pętli to już nie będę miał czym wracać, chyba że taksówką, nie wiadomo też, czy z klimatyzacją. Postanowiłem więc wracać. Wysiadłem na przystanku. Było gorąco, ale chłodniej niż w tramwaju bez klimatyzacji. Tym razem musiałem przepuścić tylko trzy tramwaje. I w końcu przejechał. Klimatyzowany, wychłodzony jak igloo starego eskimosa. Pojechałem. Nawet jeden przystanek dalej. Dobrze, że książki nie wziąłem, bo nie było kiedy czytać. Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer, Autograph)

poniedziałek, 31 lipca 2017

2648 krawat, 2648 dzień, 31/7/17


Dobry wieczór! Parę dni temu wrzucałem w sklepie paczki ulubionej herbaty do koszyka. Na zapas. Wrzuciłem kilkanaście sztuk, spojrzałem na panią obok mnie, pewnie rówieśniczkę, i na jej prawie pełen koszyk. Dorzuciłem jeszcze kilka paczek. Pani spojrzała na mnie i  też dorzuciła. Wtedy ja rzuciłem do niej: – Jak w stanie wojennym. Na to pani rzuciła do mnie: – Właśnie, jak w stanie wojennym. Solidarnie wrzuciliśmy jeszcze po paczce do naszych koszyków. W tej sytuacji wyraziliśmy słownie dezaprobatę wobec faktu, że nasza ulubiona sieć handlowa wynosi się z Polski. Ci kapitaliści zupełnie nie mają serca. Po jakimś czasie znowu zajrzałem do tego sklepu sieci Marks & Spencer. Prawie już nie było towaru, tylko na półkach stały butelki z wodą mineralną, jak tamte z octem. Nie lubię takich widoków. Przypominają mi się czasy, kiedy ten drań Jaruzelski chciał z nas zrobić Koreę. Tak przez chwilę w sieci Marks & Spencer przeniosłem się do sieci Marks & Engels. Dobranoc.


(krawat: St.Michael from Marks & Spencer)


2647 krawat, 2647 dzień, 30/7/17


Dobry wieczór! Mój czas mija, coraz mniej miejsc, z którymi jestem związany. Zajrzałem na Hożą, do lodziarni. Do Włocha, a Włocha nie ma, choć twierdzą, że jest, bo niby robi dla nich lody wegańskie. Rozumiem, że ludzie muszą płacić rachunki, ja też, więc nie kupuję wynalazków. Teraz wszyscy kręcą lody...
Jak mam grzeszyć, to na całego. Do grzechu nie używam produktów zastępczych. Zresztą w tym nowym lokalu był jakiś nieprzyjemny zapach. Może szykowano deser z kapusty i bobu?*
I nie będzie już w Warszawie prawdziwych lodów cassate, nie będzie moich ulubionych lodów spumoni. Już właściciel mnie nie rozpozna, nie ucieszy się na mój widok, nie pogadamy sobie. Nie ma już lodów u Włocha na Hożej, więc ja na lody muszę jechać do Włoch. Dobranoc.


*ponieważ teraz z wszystkiego trzeba się tłumaczyć, to oświadczam: nie mam nic przeciw weganom

(krawat: River Island)

niedziela, 30 lipca 2017

2646 krawat, 2646 dzień, 29/7/17

Dobry wieczór! Rano poszedłem na kawę do najbliższej kafejki. Razem z konsumpcją aromatycznego napoju planowałem lekturę „Gazety Wyborczej”, która jest wykładana w tym lokalu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tę MOJĄ gazetę wziął sobie Jan Tomasz Gross, autor kontrowersyjnej książki „Sąsiedzi”. Zamiast ją wziąć do ręki, szybko – tak jak ja – przejrzeć i powiedzieć, że znowu nie ma nic do czytania, a dziennikarstwo upada, on zaczął wolno czytać. Nawet odniosłem wrażenie, że niektórych fragmentów uczy się na pamięć. Po prostu bezczelność. Nie znam Grossa osobiście, ale to nie powód, żeby czytać MÓJ egzemplarz gazety.  Ja tu czekam, a on się delektuje. Kiedy kawa mi stygnie! Pozostały więc lektury książek z bogatej oferty znajdującej się na półce. Wziąłem dwie pozycje. Najpierw zacząłem czytać „Bitwę o Polskę” Jana Marii Jackowskiego, a potem opowieść o tym jak detektyw Cormoran Strike prowadził śledztwo w sprawie zaginionego pisarza Owena Quine'a. To powieść Roberta Galbraitha „Jedwabnik”. Moim zdaniem całkiem odpowiedni tytuł w tym momencie. Kiedy w końcu Gross przeczytał gazetę i sobie poszedł, wziąłem ten MÓJ egzemplarz i przejrzałem jak zawsze. Nie było żadnego tekstu, który przyciągnąłby moją uwagę. Dziennikarstwo upada. Dzisiaj czułem to jeszcze mocniej. Dobranoc.

(krawat: Craigmill Shetland)

piątek, 28 lipca 2017

2645 krawat, 2645 dzień, 28/7/17

Dobry wieczór!
W porze największego deszczu* wracaliśmy z psami do domu. Psy niezadowolone. Cyzia wody nie znosi i czynnie jej unika, Pchełka na spacerze lubi wskakiwać do stawu, ale jak jej pada z góry to nie lubi i przemyka pod ścianami. Ja proroczo (ma się te wizje) przed wyjściem się przebrałem, zmieniłem buty zamszowe i założyłem jak Michnik crocsy. Wracamy więc do domu, psy ciągną mnie, za nami podąża żona. W pewnym momencie słyszę jej głos: – Lepiej wyglądasz w tych crocsach niż mokasynach. Tak na luzie. Jak ksiądz.
Amen i dobranoc.

*pora największej padalności


(krawat: A Family Tie; Snoopy)


2644 krawat, 2644 dzień, 27/7/17

Dobry wieczór! Pchełka popiskuje. Okazuje się, że ukradła skarpetkę i cierpi, bo nikt nie zwraca na nią uwagi. Kiedyś kradła i pożerała, ale nasza odpowiedź była prosta. Kupiłem tonę skarpetek w Biedronce po trzy złote za parę, wpływając korzystnie na wzrost PKB w Polsce, Portugalii i Chinach. I nie reagowałem na kradzieże i pożeranie skarpetek. Nie krzyczałem do niej: „Skarpetkowym  skrytożercom mówimy stanowcze nie!” Po prostu zachowałem żelazny spokój. I proszę, teraz przychodzi błaga, piszczy, płacze i prosi się jeszcze, żeby zwrócić na nią uwagę. To się nazywa skarpetkowa pedagogika. Dobranoc.



(krawat: Tie Rack)

środa, 26 lipca 2017

2643 krawat, 2643 dzień, 26/7/17

Dobry wieczór! Pierwsza połowa dnia z powodów osobistych była emocjonująca, bo załatwialiśmy bardzo ważne sprawy. Ale i też udana, bo sprawa załatwiona. A że emocje były, to pod wieczór czuję jednak jak baterie mi zupełnie siadają. Jakoś tak odpływam. Zaraz całkiem odpłynę. Uczucie odpływania – pragnę zauważyć –  to równieeż stan bardzo przyjemny. I nie warto z nim walczyć. Można to odpływanie lekko opóźniać, trochę się nim delektować. Zresztą w delektowaniu jestem dobry, to mi zawsze wychodzi, niezależnie od tego czym się delektuję. Tak już mam, więc chyba dobrze mam. Nie mogę narzekać. A o czym ja.. O odpływaniu. Trzeba mu w końcu ulec. No, to ulegam. Dobranoc.

(krawat: Zodiac Kingcross)

wtorek, 25 lipca 2017

2642 krawat, 2642 dzień, 25/7/17

Dobry wieczór! Takie uczucia jak zawiść są mi obce. Cieszę się z sukcesów innych. Nikomu nie życzę źle. Co więcej, życzę ludziom dobrze. Nawet bardzo dobrze. Życzę więc Wam wszystkim byście mogli korzystać z sądów. Jak najczęściej, jak najdłużej, w każej możliwej roli. Tak od serca życzę. Dobranoc.

(krawat: Paolo Vincente)