sobota, 27 sierpnia 2016

2309 krawat, 2309 dzień, 26/8/16

Dobry wieczór! W tramwaju trzy panie 70+ w dobrym humorze. Zadbane, umalowane,. Dwie trzymają po pomarańczowym baloniku,trżecia pałaszuje jakieś ciastko. Wracają z otwarcia i promocji nowej piekarnio-cukierni na rogu Woronicza i Puławskiej. Żartują, coś opowiadają sobie. Sprawiają miłe wrażenie.
– Będę dzisiaj siedziała do północy w pracy – narzeka najgrubsza, a inne ją pocieszają.
Tramwaj zatrzymuje się na przystanku.
– O! Zagadałam się. Tu wysiadam. Pędzę do mojego apartamentu – mówi najchudsza, a wszystkie trzy wybuchają śmiechem.
– Idź do apartamentu! – mówi trzecia (ta od ciastka). – Ja mam trzy wille... (cichy śmiech) ...do sprzątania.
Dobranoc.

(krrawat: Ted Baker Endurance)

czwartek, 25 sierpnia 2016

2308 krawat, 2308 dzień, 25/8/16

Dobry wieczór! Ja to mam szczęście, może w totka nie wygrywam, ale coś miłego mnie czasami spotyka. Choćby dzisiaj w drogerii dostałem „Multiniezbędnik”. Zainteresowałem się tylko co to jest, bo lubię fajne gadżety, pani od razu mi to dała. Uczciwie to mi się nie należało, bo trzeba zrobić wielkie zakupy, a ja akurat jakiś drobiazg kupiłem. Ale pani mi dała i powiedziała: – Znam pana.
Dostałem więc, bo znany jestem. Ten „Multiniezbędnik” to takie niemieckie urządzenie. Kawałek blaszki wielkości karty kredytowej. Mogę to używać jako śrubokręt (w kilku wariantach), otwieracz do kapsli, puszek i listów, stojak na telefon i jeszcze jest malutka miarka. Teraz wiem, że jak to będę miał przy sobie, to nie będę potrzebował żadnego z tych urządzeń. I o to chodzi. Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer)

środa, 24 sierpnia 2016

2307 krawat, 2307 dzień, 24/8/16

Dobry wieczór! Wychodząc z domu zobaczyłem dużych chłopców 60+. Duży plus. Ubrani w stylu rockowo-punkowym. Z zaaferowanymi minami nieśli przed  sobą – niczym chore zwierzę – gitarę. Mimo prawdziwego wieku widziałem ich jako małych chłopców. Dziecięco bezradnych. W kamienicy naprzeciwko jest Pogotowie Gitarowe. Szli tam i widać było, że nie tylko instrument, ale i też najbliżsi bardzo cierpią. Dobranoc.

(krawat: Sudida)

wtorek, 23 sierpnia 2016

2306 krawat, 2306 dzień, 23/8/16

Dobry wieczór! Naprzeciwko mnie szło małżeństwo z kilkuletnią córką. Dorośli i dziecko byli ubrani barwnie. Różowo, błękitnie, wiśniowo, wrzosowo, malinowo. Jednak mimo tych kolorów było w nich coś dziwnie smutnego. Kiedy ich mijałem usłyszałem jak kobieta mówi do męża: – Jest większe prawdopodobieństwo, że umrzesz pokłuty przez pszczoły niż wygrasz w toto-lotka.
Czasami wystarczy jedno zdanie, żeby wszystko było jasne. Dobranoc.

(krawat: Gant)

2305 krawat, 2305 dzień, 22/8/16

Dobry wieczór! Zaczytałem się, zapisałem, zamyśliłem... . I dopiero zauważyłem, że już pierwsza w nocy się zbliża. Dzień jest stanowczo za krótki, a przynajmniej wieczory i noce powinny być zdecydowanie dłuższe. Dobranoc.

(krawat: Florence + Fred)

niedziela, 21 sierpnia 2016

2304 krawat, 2304 dzień, 21/8/16

Dobry wieczór! W biegu na 800 metrów wcale nie kibicowałem naszej biegaczce Joannie Jóżwik, choć to urocza pani. Moją faworytką była Kanadyjka Melissa Bishop, która zresztą na mecie Polkę wyprzedziła. Biję się w mojej włochate piersi, kierowały mną niskie pobudki seksistowskie. Z kolei Jóźwik zgadzam się, że trzeba coś zrobić z biegaczkami, które mają wysoki poziom testosteronu. To ma wpływ na wyniki. Oczywiście, rozumiem argumenty, że powinno wystarczać prawne określenie płci. Że nie wolno wykluczać pewnej grupy zawodniczek. Ale na drugim biegunie jest argument, że wszyscy powinni mieć równe szanse. No, właśnie. Przecież dlatego w niektórych sportach wprowadzono kategorie wagowe. Dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z tego doświadczenia. I tak byłby oddzielne biegi dla zawodniczek z niskim i wysokim poziomem  testosteronu. To byłoby sprawiedliwe. Dobranoc.

(krawat: Opel, mam kilka takich samych krawatów, jak się w pewnym momencie okazało)


sobota, 20 sierpnia 2016

2303 krawat, 2303 dzień, 20/8/16

Dobry wieczór! W przerwie meczu Brazylia-Niemcy w telewizji reklama Messerschmitta. Model w wyjątkowej ofercie promocyjnej. Dziękuję, nie skorzystam. Dobranoc.

(krawat: Larry, Designed by the German Artist)

2302 krawat, 2302 dzień, 19/8/16

Dobry wieczór! Ogłaszam dzisiaj przerwę w pisaniu. Dobranoc.

(krawat: Sperciaal antworpen voor: Shell Nederland Veskoopmij. B.V.)

piątek, 19 sierpnia 2016

2301 krawat, 2301 dzień, 18/8/16

Dobry wieczór! Czekając na autobus stałem na przystanku autobusowym przy skrzyżowaniu Francuskiej z Walecznych. Nagle podjechał olbrzymi biały samochód migając wielkimi pomarańczowymi kogutami. POGOTOWIE PRZYSTANKOWE – przeczytałem czarny napis. Z auta wyskoczył mężczyzna w ciemnym kombinezonie, który szybko zmienił listy rozkładów. Wóz cały czas migocząc światłami alarmowymi ruszył powoli i mężczyzna musiał wskakiwać do niego w biegu. Wiadomo w pogotowiu, w niesieniu pomocy ważna jest każda sekunda. Dobranoc.

(krawat: no name)

czwartek, 18 sierpnia 2016

2300 krawat, 2300 dzień, 17/8/16

Dobry wieczór! A w Rio my w Ryjo. Właśnie przed chwilą się dowiedziałem, że nasz kolejny stuprocentowy faworyt do złota przegrał z kretesem. W komentarzach o młociarzu Fajdku wyczuwam złośliwą satysfakcję, albo niechęć. Moim skromnym zdaniem dopiero teraz może zostać prawdziwym mistrzem. Wie kto jest jego największym rywalem. Musi wygrać z samym sobą. I to będzie większe niż jakiś tam medal, czego mu serdecznie życzę. Dobranoc.

(krawat: Polo by Ralph Lauren)


wtorek, 16 sierpnia 2016

2299 krawat, 2299 dzień, 16/8/16

Dobry wieczór! Ponieważ dzisiaj Pchełka i Cyzia występują w „Auto-Świat”, to ja nie mogę z nimi konkurować i odbierać im szoł. Dodam tylko, że sesja trwała trzy godziny i kosztowała wiele istnień ludzkich. Profesjonalni byli jedynie fotograf i Cyzia, która ma dar do wystąpień publicznych. Jest po prostu poważna. Jeśli ktoś przeczyta tekst to zauważy, że Pchełka występuje w nim pod scenicznym pseudonimem Sarenka. Jest to imię często używane przez jej fanów. Dobranoc.

Zapraszam do lektury tekstu w „Auto-Świat” pod tytułem „Jak przewozić małe psy w samochodzie?”

(krawat: Springfield)

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

2298 krawat, 2298 dzień, 15/8/16

Dobry wieczór! Zasnąłem chyba przy tenisie, bo ten sport zawsze na mnie tak działa. Śniła mi się jakaś odległa przyszłość. I Monika Olejnik mi się śniła. Że została ostatnią żyjącą dziennikarką. Pokazywała mi swój dom, a właściwie duży apartament w budynku w stylu chruszczowki, wokół niego był jakiś wielki bałagan, który przypomniał bazę POM-u*. Nie mogłem jej pomóc, bo to ona była przecież ostatnią dziennikarką, a nie ja. Ale nawet ona nie mogła zrobić żadnego materiału interwencyjnego, bo świat porozumiewał się już wyłącznie za pomocą memów. Wtedy się obudziłem. W sam raz, żeby obejrzeć rekord świata na 400 metrów mężczyzn. Wyłączyłem telewizor, zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie odpowiedni mem, ale nie pamiętam jaki, bo zaraz zasnąłem. Dobranoc.

*Państwowy Ośrodek Maszynowy

(krawat: Pracownia Krawatów Radomsko)

2297 krawat, 2297 dzień, 14/8/16

Dobry wieczór!
– Zmęczony jakiś jestem. Głowa mnie boli.
– Powinieneś więcej spać.
– Mam dużo roboty, i ta olimpiada jeszcze...
– Procesor ci siada.
Dobranoc.

(krawat: Modern Classics)

sobota, 13 sierpnia 2016

2296 krawat, 2296 dzień, 13/8/16

Dobry wieczór! Na 90. urodziny Fidelowi Castro przyszykowano na Kubie 90-metrowe cygaro. Nie znajduję tej informacji na razie na naszych portalach, ale gdyby nie był schorowanym dyktatorem znalazłaby się na pewno i utrzymana byłoby w stylu: „Wielkie cygaro dla Fidela. Jego reakcja: bezbłędna!”. Albo „Niezwykły prezent dla staruszka. Niesamowite zdjęcia!”. Lub „Mówią mu, żeby zapalił największe cygaro. Odpowiedź 90-latka: wymiata!”. No, i jest jeszcze wariant pesymistyczny: „Starca omal nie zabił dym cygara, które dostał na urodziny.  [WIDEO; Uwaga! Drastyczne zdjęcia!]”. Dobranoc.

(krawat: Vogue)

2295 krawat, 2295 dzień, 12/8/16

Dobry wieczór! Mam taką zabawę. Jak słyszę w reklamę jakiegoś cudownego leku. Natychmiast zapisuję jego nazwę i sprawdzam w internecie skład. Polecam. Po pierwsze, okazuje się, że to są najczęściej jakieś zioła i witamina B6, bo ta jest już w prawie wszystkich takich specyfikach. Po drugie, człowiek od razu zdrowieje, bo wie, że te środki go nie wyleczą. No, i jeszcze ten zespół niespokojnych nóg. Jak mogłem przeoczyć u siebie takie schorzenie? Dobranoc.

(krawat: Monti)

piątek, 12 sierpnia 2016

2294 krawat, 2294 dzień, 11/8/16

Dobry wieczór! A jednak reklama jest skuteczna! Podczas wizyt w sklepie nie kupuję najbardziej reklamowanych produktów. Już mam w ręku towar i przypomina mi się klip z telewizji. I od razu odkładam na półkę. Sprytnie to wymyślili. Dobranoc.

(krawat: no name)

czwartek, 11 sierpnia 2016

2293 krawat, 2293 dzień, 10/8/16


Dobry wieczór! Biorę pełną odpowiedzialność za zmianę warunków pogodowych. Od czerwca przymierzałem się do nabycia drogą kupna lnianych spodni, takich największe upały. Z różnych powodów decyzja się przewlekała, aż w końcu kilka dni temu je kupiłem. Już pierwsze włożenie spowodowało wahania pogodowe i przelotne obawy, które powstrzymałem zdejmując portki. W końcu jednak je założyłem i od razu ruszyły fronty atmosferyczne. Muszę chyba wyciągnąć pikowane spodnie, którymi powstrzymałem mróz zimą. Boję się jednak, że używane (czy raczej raz nabyte) rzeczy nie mają takiej mocy. Dobranoc.


 (krawat: A. Royal & Co, Corporate  Ties, 50th Sea Eagles 1947-1996)




wtorek, 9 sierpnia 2016

2292 krawat, 2292 dzień, 9/8/16

Dobry wieczór! Zdecydowanie wolę oglądać gimnastykę artystyczną pań niż podnoszenie ciężarów wersji żeńskiej. Oczywiście, najfajniejsze jest pływanie synchroniczne, ale pewnie znowu nie będą transmitować. Dobranoc.

(krawat: Charles Tyrwhitt)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

2291 krawat, 2291 dzień, 8/8/16

Dobry wieczór! Wieści ze świata. W Japonii abdykował cesarz Akihito, a w Czadzie zaprzysięgli prezydenta. Nowa głowa państwa w orędziu powiedziała, że chce być prezydentem wszystkich Czadyjczyków. Ale czad! Dobranoc.

(krawat: no name)

niedziela, 7 sierpnia 2016

2290 krawat, 2290 dzień, 7/8/16

Dobry wieczór! Straszne niezdarne są te „obce ludzie”. Czytam wszędzie, że w Brazylii okropne warunki mają sportowcy, wszystko źle zorganizowane i w ogóle bałagan potworny. W domyśle, nie to co „u nasz”, bo my mamy wszędzie porządek. Wcześniej takie narzekania były na Francuzów w czasie Euro 2016, nie dawali sobie zupełnie rady. Najbardziej bawił mnie zarzut, że w czasie turnieju kopanej ludzie nad Sekwaną strajkują. A co z powodu meczu mieli zrezygnować z praw obywatelskich? Dobranoc.

(krawat: Robert Goddard)

sobota, 6 sierpnia 2016

2289 krawat, 2289 dzień, 6/8/16


Dobry wieczór! Zachęcony sukcesem postanowiłem sukces powtórzyć i w tym celu udałem się do wietnamskiego baru, by ponownie spożyć wołowinę po seczuańsku. Przywitano mnie dość oschle, może raczej obojętnie. Kobieta siedząca za ladą piersią karmiła małego chłopca, a czynność ta powodowała, że sprawiała ona wrażenie jakby mnie w ogóle nie widziała, oczy miała jakieś mętne i coś niezrozumiałego mówiła na moje zrozumiałe i bardzo precyzyjne stwierdzenia.
Specjalnie nie koncentrowałem na niej uwagi, bo patrzyłem na bogatą listę potraw. Byłem głodny i miałem ochotę na połowę dań, albowiem bardzo lubię kuchnię dalekowschodnią. Zapłaciłem i w niepokoju oczekiwałem na potrawę obawiając się, że mogłem być źle zrozumiany, bo te bariery kulturowe i językowe są straszne, a ona taka nieprzytomna. W końcu zawołano mnie niezrozumiale i okazało się, że zrozumiano co miałem na myśli. Jadłem więc z apetytem wołowinę po seczuańsku rozmyślając o barierach kulturowych.
W tym czasie kobieta przestała karmić i krążyła z dzieckiem na ręku po sali, mogłem się jej lepiej przyjrzeć. Nie była zbyt urodziwa, czyli nie była w moim typie. Z kolei jej dziecko było śliczne, bo wszystkie dzieci azjatyckie są piękne. Moim zdaniem wśród całego naszego gatunku rasa żółta ma najpiękniejsze dzieci.
Tak sobie siedziałem rozmyślałem o karmieniu piersią, dzieciach, nawet o samym piersiach, do których mam stosunek bardzo pozytywny i entuzjastyczny. Ale przede wszystkim zastanawiałem się nad barierami kulturowymi i o tym jak trudno je pokonać. Mam dużo sympatii i szacunku dla Azjatów. Osobiście jestem za integracją i asymilacją. Ale jednak pewne bariery, hamulce w zbliżaniu ludzi powinny być i to w interesie właśnie tych asymilujących się. Bo w końcu, po jaką cholerę tej Wietnamce wiedza co Marek Migalski myśli o karmieniu dzieci piersią. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks and Spencer)

piątek, 5 sierpnia 2016

2288 krawat, 2288 dzień, 5/8/16

Dobry wieczór! Zadzwonił domofon, wyjątkowo natrętnie i agresywnie. Psy ujadają wściekle.
– Słucham! – przekrzykuję psy i siebie.
– Jestem hydraulikiem.
– No i co z tego.
– Przyszedłem.
– Ale ja pana nie zapraszałem.
– Bo ja nie do pana, tylko... – psy zaszczekały dalszy ciąg.
– Nie będę pana odźwiernym – zawarczałem.
Dobranoc.



2287 krawat, 2287 dzień, 4/8/16

Dobry wieczór! Po całym dniu nieobecności wracałem wieczorem do  domu. W pewnym momencie tramwaj stanął. I tak stał i stał, nie ruszał się wcale, więc wyjrzałem przez okno, a tam jechali rolkarze. Jechali i jechali. Długo to trwało, a w domu psy po ciemku siedziały i nawet nic nie mogły poczytać. Dobranoc.

(krawat: Pierre Cardin)

czwartek, 4 sierpnia 2016

2286 krawat, 2286 dzień, 3/8/16

Dobry wieczór! Podczas spaceru z psami po ciężkim dniu szukam czegoś interesującego. I znajduję za wycieraczkami samochodów (akurat z trzeciego piętra obszczekiwał nas seter). Widać, że za dnia była duża kampania promocyjna. Poza banalnymi i tradycyjnymi „perwersyjnymi studentkami” („Gotowe na wszystko!” – „serwis 24h! 4h gratis!”), są też ogłoszenia motoryzacyjne („Właścicielu! Jestem zainteresowany kupnem tego auta”, „Skup wszystkich aut - 24h (roczniki od 1980 r. do 2001 r. produkcji)”. Moją uwagę jednak zaintrygowała lakoniczna ulotka z kategorii zdrowie-uroda: „Profesjonalny masaż 40 zł/ 60 min” (obok przekreślonej kwoty 80 zł). Oferta ważna tylko do 15 sierpnia, ale nie podali, czy działają „24h" i czy też obsługują, znaczy masują wszystkie roczniki. Dobranoc.

(krawat: Two.S.Y.)

środa, 3 sierpnia 2016

2285 krawat, 2285 dzień, 2/8/16

Dobry wieczór! Przez kilka godzin oglądałem stare peerelowskie programy regionalne. W pewnym momencie poczułem głód. Wtedy uświadomiłem sobie, że w każdej audycji było coś o jedzeniu. Bo to niby było o problemach zaopatrzenia, ale ciągle gadali o żarciu. A to chałka upieczona wbrew uchwale rady ministrów, bo w formie bez warkoczy. A to brak mięsa w sklepach, ale zakładach mięsnych jest, tylko handel nawala. Ale najgorsze to te czekoladki Wedla, przepraszam 22 Lipca, że za mało ich na rynku i pokazywali cały proces produkcyjny, a w brzuch mnie ssało. Straszne były to były czasy. Dobranoc.



(krawat: Di Cravatte, The Conductor 1998 D.C. Enterprises)


wtorek, 2 sierpnia 2016

2284 krawat, 2284 dzień, 1/8/16

Dobry wieczór! A ja w modnym temacie migracji, bo niesłusznie na emigrację patrzymy teraz tylko w kontekście globalnym. Oglądamy z żoną takie angielskie seriale dokumentalne jak „Ucieczka na wieś" i zauważyliśmy, że co pewien czas pojawia się w nich pewien ekologiczny farmer, Anglik z krwi i kości, ale mimo wszystko potomek emigrantów. Otóż ten farmer i potomke emigrantów zawsze w tych serialach mówi takie zdanie: – Mój dziadek był emigrantem, przybył tutaj z innej części hrabstwa z kilkoma pensami w kieszeni. I to jest wielka prawda, czasami trudniej żyć w innym mieście niż w innym kraju. Dobranoc.

(krawat: no name)

niedziela, 31 lipca 2016

2283 krawat, 2283 dzień, 31/7/16

Dobry wieczór! Od kilku dni na Kazimierzowskiej i Rakowieckiej sklep Żabka zapowiadał w weekend „wielkie otwarcie”. Nie wiem jak wielkie to było, bo przechodząc w towarzystwie psów widziałem tylko balony przy wejściu i dziewczynę rozdającą ulotki, która mnie najzwyczajniej w świecie olała. Wiem więc tylko tyle: były balony, było napis „wielkie otwarcie”. Ale kochani, u nas na Starym Mokotowie prawdziwie wielkie promocje spotyka się na ulicy, są na wyciągnięcie ręki. Dwieście metrów dalej człowiek ze złamanym nosem i w koszulce legendarnej Barcelony nachylił w moją stronę i powiedziałem szeptem Himilsbacha: – Mam telefon za dwadzieścia złotych.
Oto tak wygląda niewidzialna ręka, a nawet złota rączka wolnego rynku. Dobranoc.

(krawat: no name)

2282 krawat, 2282 dzień, 30/7/16

Dobry wieczór! Jesteśmy zadowoleni (znaczy ja, Cyzia o Pchłomira), bo umożliwiliśmy jeżowi przejście przez ulicę. Jeż szedł sobie przez jezdnię, ale chyba przestraszył się czegoś i zastygł. Widząc, że  w jego stronę pędzą auta rzuciliśmy naprzeciw nich i własnymi włochatymi piersiami (szt. 3) osłoniliśmy zwierzę przed pojazdami. Kierowcom ręką daliśmy znak, by nas wyminęli. Ku mojemu zdziwieniu obyło się bez trąbienia i bluzgów, czyli poziom kultury w narodzie jednak rośnie. Jeż (skądinąd piękny, duży osobnik) odsapnął i po chwili spokojnie ruszył w swoją drogę. Dobranoc.

(krawat: fil a fil)

sobota, 30 lipca 2016

2281 krawat, 2281 dzień, 29/7/16

Dobry wieczór! Pani sprzedająca owoce zaproponowała mi wiśnie w promocji (3 kilogramy za 10 zł), grzecznie podziękowałem i wziąłem tyle ile dam radę zjeść.
– U nas jak jest promocja to ludzie biorą wszystko, byle tylko taniej zjeść – powiedziała ze wschodnim akcentem, bo pani jest nauczycielką z zachodniej Ukrainy i przyjechała zarobić na studia syna. Dobranoc.

(krawat: Ermenegildo Zegna)

czwartek, 28 lipca 2016

2280 krawat, 2280 dzień, 28/7/16

Dobry wieczór!
– List z policji!? Do mnie?!
– Ano do pana.
– Dlaczego?
– Nie wiem, gdybym był z policji to żadnych listów nie doręczałbym panu. Od razu drzwi wyważyłbym.
– To ja taki niebezpieczny jestem?
– Nie. Ja chciałbym być groźny.
Dobranoc.

(krawat: Trevira Luxira)

2279 krawat, 2279 dzień, 27/7/16

Dobry wieczór! Spotkałem Diabła. Na poczcie głównej w Warszawie. Diabeł był kotem bengalskim, ale grał Anglika i żądał, by do niego mówić "Devil".  Był bardzo towarzyski i miły. Razem czekaliśmy w kolejce, żeby nadać paczki krajowe. Uwielbiam pocztę główną w nocy. Zawsze coś się dzieje. Dobranoc.

z cyklu: Koty, które spotkałem

(krawat: Reine Naturseide)

środa, 27 lipca 2016

2278 krawat, 2278 dzień, 26/7/16

Dobry wieczór! Widzę, że  mój wczorajszy wpis o ludziach pukających do naszych drzwi wzbudził zainteresowanie, więc chciałbym przypomnieć mój starszy tekst „Bóg-matka i Koreańczycy w parytecie”, który napisałem sześć lat temu w innym moim blogu Frankenstein (frankenstein-pl.blogspot.com), od jakiegoś czasu nie ma tam nowych wpisów, bo jednak dwa blogi to byłoby za dużo. Myślę, że ten tekst omawia nie tylko drażliwe kwestie stukania do cudzych drzwi, ale i też delikatne, coraz bardziej aktualne kwestie wielokulturowości oraz równości. A oto ten tekst:

Jestem zwolennikiem parytetu. W każdej sprawie i dla każdej grupy. A dlaczego nie? Jedni mają mieć lepiej od drugich. Jakim prawem? Niech wszystkim będzie kiepsko. Dlatego parytet musi też obejmować wiek i wykształcenie. W Sejmie powinien zasiadać np. tylko jeden analfabeta, a nie tak jak jest teraz…
Właśnie tradycyjny Międzynarodowy Dzień Kobiet w tym roku upłynął pod znakiem dyskusji o parytecie. Śmieszy mnie ta debata, zwłaszcza z pozycji zatwardziałych mężczyzn, stanowczo przeciwstawiających się temu – jak to określają – idiotyzmowi. Bredzą, nie wiedzą też co czynią.
Jeśli kobieta chce futro, niech sobie kupi futro. Nie ma co jej zabraniać, bo ona i tak je będzie miała. Ktokolwiek myśli, że jest inaczej, gada głupoty. Ale kobieta nie pragnie już futra. Marzy o innych sprawach. I dobrze. To świadczy o naszym postępie cywilizacyjnym.
Kiedyś bajerowało się kobiety na futro lub biżuterię. Teraz trzeba na parytet. Co gorzej? Wcale nie. Efekt taki sam. A jaka oszczędność.
Tak sobie rozmyślałem w dzień moich urodzin, który co roku jest 8 marca, gdy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem. I ujrzałem parę młodych ludzi. Para, nie para. Krótko mówiąc, przyszli do mnie w parytecie. Oczy mieli skośne. Oboje ukłonili się zgodnie ze wschodnim zwyczajem, a mężczyzna zaczął mówić: - Jesteśmy z Korei, i chcemy ćwiczyć mówić po polski.
- Bardzo mi miło – odpowiedziałem w pokłonie.
- My chcieć rozmawiać z pan – kontynuował mężczyzna czyniąc kolejny pokłon, na co odpowiedziałem milczącym skinieniem.
- Czy pan interesować się bóg-matka? – zapytał nagle mężczyzna czyniąc ze znaku zapytania ukłon.
- Nie interesować mnie ani bóg, ani matka – odpowiedziałem czyniąc stanowczy skłon.
- A czy nie chcieć o tym porozmawiać? – pokłon i riposta Koreańczyka były błyskawiczne.
- Nie chcieć – odpowiedziałem gwałtownym ukłonem uważając jednak, by nie stał się on tradycyjnie polskim uderzeniem „z główki”.
- A czy nie chcieć o bóg-matka porozmawiać w przyszłości – skłony mężczyzny stawały się coraz bardziej natarczywe.
- Nie interesować mnie i bóg, i matka – powtórzyłem cedząc słowa przez zęby podczas głębokiego i szybkiego pokłonu. – Nie chcieć – dorzuciłem jeszcze kurtuazyjnymi ukłonami. – Jam wam dziękować za miła rozmowa. Życzyć wszystkiego najlepszego - bredziłem szukając podczas ukłonów klamki.
Bałem się o dziewczynę, która przez cały czas rozmowy nic nie mówiła, kłaniając się jedynie w rytm naszej dyskusji. Teraz lękałem się, że zamykając zbyt gwałtownie, moje drzwi spotkają się z jej kłaniającą głową. Na szczęście wykonali ukłon z krokiem do tyłu i wrota do mojego zamku mogły zostać zamknięte.
Byłem wykończony. Czułem, że zaraz bym skapitulował. Kobiecie można ofiarować futro lub parytet, ale co można dać uprzejmym Koreańczykom w parytecie z bogiem-matką?

Dobranoc.

(krawat: Tá Bom)

wtorek, 26 lipca 2016

2277 krawat, 2277 dzień, 25/7/16


Dobry wieczór! Do drzwi agresywnie dzwonił komiwojażer. Próbował wypytać komu płacę za prąd. Ponieważ nie miałem czasu, zainteresowania ani ochoty na prowadzenie konwersacji grzecznie mu podziękowałem. Wtedy on wyuczonym na szkoleniach werbalnym chwytem zadał mi pytanie, które w założeniu miało mnie wciągnąć w dyskusję, by mnie naciągnąć: – A wie pan przynajmniej za co pan dziękuje?
Takie zabawy irytują mnie potwornie, bo widzę zawsze tych naciąganych biednych staruszków. Spojrzałem więc głęboko w jego oczy moimi pięknymi błękitnymi oczami i sięgnąłem do chwytu werbalnego nauczonego na warszawskiej Pradze: – Dziękuję, bo nie chcę mieć z panem do czynienia. Nie radzę przedłużać rozmowy.
Odwrócił się i szybko zbiegł po schodach. To zawsze działa. Dobranoc.

(krawat: Diamond Silks)

niedziela, 24 lipca 2016

2276 krawat, 2276 dzień, 24/7/16



Dobry wieczór! Czytam i słucham o ostatnich wydarzeniach tam i tam. Czy ten był islamistą, bo był Niemcem, ale jednak tak do końca to nie był, bo każdy wie... I tak w kółko. W związku z tym przypomniał mi się świetny film sprzed lat równo czterdziestu, prawie w Polsce nieznany, bo był pokazywany tylko w DKF-ach i kinach studyjnych. Chodzi mi nagrodzone Oscarem dzieło Jean-Jacquesa Annaud „Biało i czarne w kolorze” („Noirs et blancs en couleur”, prod. Wybrzeże Kości Słoniowej, Francja, Szwajcaria, RFN). To piękny, mądry i pełen sarkazmu film. Jego akcja toczy się na początku Iwojny światowej w Afryce Zachodniej. Jest w nim taka scena, w której rdzenni mieszkańcy Afryki ubrani w niemieckie mundury przechodzą musztrę określaną w naszej części świata „pruskim drylem”. Po tych ćwiczeniach dwóch murzyńskich żołnierzy rozmawia ze sobą. „Jestem bardzo zmęczony”– narzeka jeden z nich. „Prawdziwy Niemiec nigdy nie jest zmęczony”* – mówi jego Czarny kolega. Dobranoc.

*cytuję z pamięci

(krawat: Çaĝri)