czwartek, 21 września 2017

2700 krawat, 2700 dzień, 21/9/17

Dobry wieczór!
– Przepraszam, ten pasztet francuski jest dobry?
– Nie wiem, ale ludzie kupują.
– A ta francuska kiełbasa?
– Ja w życiu tak drogiej kiełbasy jadłem i nie będę jadł. Nie chcę jej nawet dotykać. Proszę pani, to nie dla mnie!
– A ja jak bym chciała kawałek?
– To mogę dotknąć.
Dobranoc.

(krawat: Past Times)

2699 krawat, 2699 dzień, 20/9/17

Dobry wieczór! Zaniepokojony jestem. Nie dostrzegłem dzisiaj niczego, co by mnie jakoś rozbawiło. Jakaś taka ponurość wczesnojesienna. I ten deszcz... Żółte liście. Dobranoc.

(krawat: The Savile Row)

środa, 20 września 2017

2698 krawat, 2698 dzień, 19/9/17

Dobry wieczór! Przeczytałbym coś nowego, bardzo dowcipnego, inteligentnego, przewrotnego, zaskakującego, błyskotliwego, trochę (albo całkiem szalonego), świetnego językowo. I coś czego jeszcze nie czytałem... Ktoś coś... Ale proszę mi nie proponować „Klubu Pickwicka”, ostatni raz czytałem go w 1837. Dobranoc.

(krawat: Florence + Fred)

poniedziałek, 18 września 2017

2697 krawat, 2697 dzień, 18/9/17

Dobry wieczór! Psy znudzone nie dają mi pisać, wysuwają żądania: „Chrupek i pieszczot!” Chyba ulegnę tym postulatom. Dobranoc.

2696 krawat, 2696 dzień, 17/9/17

Dobry wieczór! Leje, ale poszedłem z psami na spacer.Trochę z taką złośliwą satysfakcją to zrobiłem, bo mówiłem im, żeby poczekały. Może deszcz przestanie padać, ale one się uparły. Założyłem ceratowy płaszcz i wyruszyłem na dwór. Już przy drzwiach na ulicę takie niechętne były, ale niech mają, w końcu mogły siedzieć w suchym. Przeszły kawałek. I na przystanku pod wiatę weszły. Siadły i ani rusz. Udają, że na autobus czekają. Pasażerki, cholerne. Dobranoc.

(krawat: no name, italian silk)

niedziela, 17 września 2017

2695 krawat, 2695 dzień, 16/9/17

Dobry wieczór! Z praktycznych zajęć edukacyjnych dla zwierząt. Rano psy poznały pojęcie „manna z nieba”. Tym razem manna miała postać jajecznicy, która zsunęła się z talerza (przez moją nieuwagę) pod ich nosy. Doskonale zrozumiały co to znaczy, przyswoiły i zaakceptowały, chyba też chcą bardziej utrwalić nową wiedzę. Dobranoc i dzień dobry.

wtorek, 12 września 2017

poniedziałek, 11 września 2017

sobota, 9 września 2017

2688 krawat, 2688 dzień, 9/9/17

Dobry wieczór! Na chwilę postanowiłem oderwać się odważnych spraw państwowych oraz prywatnych i odwiedzić internet. W telefonie zajrzałem na stronę gazeta.pl. Czołówkowy tytuł głosił: „Uzależnieni potrafią się masturbować przez kilka godzin dziennie. Jako pierwsi na świecie zbadaliśmy, jak to wygląda”. Koledzy, nie będę czytał, bo wierzę wam na słowo, skoro sprawdziliście. Dobranoc.

(krawat: English Collection)

piątek, 8 września 2017

czwartek, 7 września 2017

2686 krawat, 2686 dzień, 7/9/17

Dzień dobry! Spotkałem kiedyś Maćka Kozłowskiego pod domem. Nie chciał ze mną rozmawiać, albowiem cały był oblepiony jajkami i skorupkami po nich. Wyglądał tak jakby ktoś obtoczył w tonie jajek. Śpieszył się, żeby wziąć prysznic i upodobnić się do człowieka.
Przez pewien czas leczył prywatnie alkoholików. Jednym z nich był jakiś właściciel fermy kurzej, czy tam inny specjalista od drobiu, do którego jeździł na wieś. Metody terapeutyczne widocznie odnosiły pozytywne skutki, bo wdzięczna żona wypakowała całego Maćkowego malucha po sufit jajkami. Było tego sporo, pewnie kilka kop, i to takich kop chłopskich. Jednak wracając miał wielkiego pecha, zaliczył dachowanie i właśnie wtedy w tych jajkach się obtoczył. Zmyć się one dały, w końcu dobrze robią na cerę i włosy, ale już samochodu doczyścić się nie dało.
Dla znajomych Maćka. Jutro, w piątek (8.09.2017), jest jego pogrzeb. Spotykamy się w Wilanowie pod cmentarzem  (nie będzie nabożeństwa). Pozdrawiam.

(krawat: Taylor & Wright)

środa, 6 września 2017

2685 krawat, 2685 dzień, 6/9/17

Dobry wieczór! Widzę, że świadomość ekologiczna w społeczeństwie rośnie. Ludzie coraz mniej chętnie sięgają po jednorazówki. Na przykład pracownicy stoisk mięsnych, nabiałowych i w ogóle spożywczych, z pieczywem i ciastkami, jak tylko mogą to nie zakładają tych jednorazowych rękawic. Kiedy kroją, porcjują i podają towar to robią to gołą ręką. Piękne, bo przecież wydaje się to trudne, a jednak jeden człowiek może tak dużo zrobić dla środowiska. Oczywiście, jest za to cena, higiena, ale czegóż się nie robi dla naszej wspólnej Matki-Ziemi. Dobranoc.

(krawat: Jeremilio)

wtorek, 5 września 2017

2684 krawat, 2684 dzień, 5/9/17

Dobry wieczór! Zakonnica w autobusie usiadła na fotelu. Wyjęła z torebki smatfon, krótką chwilę przy nim manipulowała, i przeżegnała się. Patrząc w ekran odmawiała cicho modlitwę. Kończy się era papieru. Dobranoc.

(krawat: Tie Rack)

poniedziałek, 4 września 2017

2683 krawat, 2683 dzień, 4/9/17

Dzień dobry! Ponuro, bo zmarł Maciej Kozłowski, znany w czasach naszej saskokępskiej młodości jako Czop. Przyjaciel z podwórka, kolega ze szkół i ze szpitala, w którym obaj pracowaliśmy, kiedy nie wiedzieliśmy co dalej będziemy w życiu robić. Był młodszym bratem Julka, zmarłego w wyniku choroby nowotworowej kilka temu.
Maciek to postać, której nie da się zapomnieć. Barwna i niezwykła. Ciekawy i wrażliwy człowiek. Lekarz psychiatra. Maciek kilkanaście lat temu napisał niezwykłą książkę „Moja heroina. Świadectwo psychiatry”*, w której opisał historię swojego wtedy dwudziestopięcioletniego uzależnienia. Ta jego opowieść zainspirowała reżyserkę Kingę Dębską, w wyniku czego powstał film fabularny „Hel”**.  Żegnaj Maćku! Do zobaczenia***.

*wydawnictwo Znak, Kraków 2004
**2009, prod. Polska-Czechy
***Pogrzeb w piątek (8.09.2017) o godz.10.30 w Wilanowie. Spotykamy się  pod cmentarzem  (nie będzie nabożeństwa).
(krawat: René Chagal)

niedziela, 3 września 2017

2682 krawat, 2682 dzień, 3/9/17

Dzień dobry! Kilka dni temu, czyli niedawno byłem jako osoba towarzysząca w izbie przyjęć szpitala. Dziwne było to przeżycie, bo jedni pacjenci mieli wizyty umówione z wielotygodniowym wyprzedzeniem, a drugich przyjmowano nagle i co niektórych wynoszono na noszach gdzieś na oddział lub nawet może pilną operację.  Lekarze z różnych gabinetów wywoływali zarejestrowanych już pacjentów, więc wszyscy oczekujący byli bardzo czujni. Każdy miał nadzieję, że zaraz będzie on, jego kolej. Presja była silna, w poczekalni panowała przejmująca cisza. Rien ne va plus, bo atmosfera jak w kasynie, kiedy gracze są wpatrzeni w kulkę toczącą się po kole rulety. I w pewnym momencie, kiedy wyczytano nazwisko obcego mi człowieka, ale podobne do mojego, natychmiast ruszyłem pędem do gabinetu gotów się poddać oględzinom i zabiegom, choć w końcu byłem tylko osobą towarzyszącą i to nie o mnie chodziło. Miłego dnia.

(krawat: Bugatti at Tie Rack)

sobota, 2 września 2017

2681 krawat, 2681 dzień, 2/9/17

Dzień dobry! Wczoraj w czasie meczu Dania-Polska byłem na spacerze z psami. Na ulicy pusto. Ani ludzi, ani psów. Ciemno, nawet jakby podwójnie. I strasznie cicho. Zwykle podczas meczów jest jakiś hałas, okrzyki lub jęki. I zawsze da się usłyszeć przekleństwo. A tu nic. Cisza. Tylko cisza. Im dłużej chodziłem, tym było ciszej. Od razu wiedziałem jaki wynik. Miłego dna.

z cyklu: Ludzie, których (nie) spotkałem

(krawat: Ciro Citterio)

piątek, 1 września 2017

2680 krawat, 2680 dzień, 1/9/17

Dobry wieczór! Z obserwacji dnia codziennego. Miłe zaskoczenie. W punkcie Lotto można płacić kartą. A znajdujący się w pobliżu lombard ma bardzo ciekawą ofertę dla tych, którzy nie mają ani gotówki, ani kart kredytowych. Żyć nie umierać. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

2679 krawat, 2679 dzień, 31/8/17

Dobry wieczór!
– Dzwonię do pana, żeby zaproponować bezpłatną konsultacją medyczną. Liczba miejsc jest ograniczona...
– Dziękuję, ale nie korzystam z żadnych ofert telefonicznych.
– A mogę się o coś szczerze zapytać?
– Tak.
– Zgodzi się pan ze mną, że zdrowie jest dla nas najważniejsze...
– Nie zgadzam się. Mam dalej być szczery?
Dobranoc.

(krawat: Burtons)

środa, 30 sierpnia 2017

2678 krawat, 2678 dzień, 30/8/17

Dobry wieczór! Nie jestem pazerny i w razie większej wygranej w totka nie będę płakał, że kilka osób będzie miało takie same liczby. Myśląc o tym zobaczyłem napis, że jest kumulacja. 17 milionów! I wtedy sobie przypomniałem, że ostatnio zapominałem i w ogóle nie grałem. Szybko przeliczyłem: 4 złote za zakład z plusem razy pewnie z 10 zakładów daje mi na plusie 40 złotych. Patrzcie i uczcie się, tak rodzą się wielkie fortuny. Dobranoc.

(krawat: The Tie Studio)

wtorek, 29 sierpnia 2017

2677 krawat, 2677 dzień, 29/8/17

Dobry wieczór! Dzisiaj będzie dzień przerwy... Prace konserwacyjne. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks & Spencer)

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

2676 krawat, 2676 dzień, 28/8/17


Dobry wieczór! Dramatyczne historie, które ostatnio wydarzyły się na plaży w Rimini, przypomniały mi wydarzenia sprzed ponad czterdziestu lat. Miałem też swoją przygodę w nocy na tamtejszej plaży. Na moje szczęście była to przygoda zupełnie inna, choć na swój sposób nietypowa i trochę niezwykła. Opisałem ją kilka lat temu w mini-opowiadaniu. Ukazało się ono w Paryżu w polskim tygodniku i nosiło tytuł „Jak zostałem włoskim komunistą”. W żaden sposób proszę tego tekstu nie wiązać ze współczesnością. Po prostu naszło mnie na wspomnienia. Dobranoc.

„Jak zostałem włoskim komunistą”

Nasz przyjazd na kemping do Rimini w połowie lat 70. wywołał spore zamieszanie. Ledwo rozbiliśmy namiot, a przed ojcem klęczał jakiś Włoch.
– Santa Madonna! - wskazywał palcem niebo i siebie: – Communista!
Zostawiłem ojca z tym klasowym problemem i poszedłem na spacer. Nad morzem natrafiłem na rozśpiewaną grupę młodzieży. Poczęstowali mnie winem i zapytali skąd jestem.
– Englese?
– No. Polacco.
– Communista?
Był już komunista, ci to pewnie neofaszyści, pomyślałem. Nie pękam, będzie co będzie.
– Si. Communista.
Wyprężyli się na baczność, wyciągnęli pięści i odśpiewali „Bandiera Rossa”. Towarzyszki wycałowały mnie, a towarzysze pokazali swoje legitymacje Komunistycznej Partii Włoch. Miałem ze sobą legitymację szkolną, była potrzebna na granicy do kupna znaczka paszportowego. Przy mojej ich partyjne wyglądały tak marnie jak kartki na cukier przy dolarach.
Następnie doszło do zbliżenia, zacieśnienia przyjaźni oraz do gestów braterstwa, choć z mojej strony ewidentnie były to gesty skierowane w stronę włoskich proletariuszek.
Potem jak spotykałem, gdzieś na ulicy lub plaży, któregoś z towarzyszy unosiliśmy na powitanie pięści do góry. Taka rewolucyjna kurtuazja.
Przed wyjazdem poszliśmy na zakupy. W pewnej chwili zobaczyłem, że z naprzeciwka zbliża się kilkunastoosobowa grupa moich nowych znajomych. Lekko wycofałem się za plecy ojca, by nie widział, kiedy nieśmiało i dyskretnie - jakby drapiąc się w ucho - uniosłem pięść. W odpowiedzi towarzysze jak oddział szturmowy jednocześnie zasalutowali mi tym znakiem rewolucjonistów.
– Widziałeś tych idiotów? - powiedział ojciec. Chyba bardziej do siebie niż do mnie.

(krawat: S.T. Dupont)


niedziela, 27 sierpnia 2017

2675 krawat, 2675 dzień, 27/8/17






Dobry wieczór! Żona wieczorem przerzucała kanały telewizyjne. Kiedy zobaczyłem, a raczej usłyszałem kanał rosyjski, powiedziałem, żeby się zatrzymała. Akurat był romantyczny koncert radzieckiej piosenki romantycznej. Choć byłem zajęty czymś innym usłyszałem w zapowiedzi, że ktoś tam w Kraju Rad miał podczas drugiej wojny podnieść poziom operetki. Zachęcony tą opowieścią oderwałem się na chwilę od swoich zajęć i spojrzałem w ekran. Kamery pokazywały same płaczące żenszcziny, zresztą mężczyzn na widowni nie było. I pieśń o lotnikach, którzy zginęli. Albo o kimś innym umierającym. Bardzo depresyjny ten rosyjski romantyzm. Dobranoc.

(krawat: Folkespeare)

sobota, 26 sierpnia 2017

2674 krawat, 2674 dzień, 26/8/17


Dobry wieczór! Na ulicy zamieszanie. Radiowozy, dziewczyny krzyczą i płaczą, mężczyźni przeklinają. Co chwila ktoś biegnie w jakąś stronę, Nawet nie próbuję dociekać kto kogo goni. W końcu sytuacja zaczyna się klarować, policja zakuwa w kajdanki łysego, ale młodego mężczyznę w szortach i podkoszulce. Dziewczyny nadal krzyczą i miotają się. Koledzy zatrzymanego gdzieś zniknęli. Ale po chwili zza węgła wychodzi kumpel zatrzymanego. W szortach z gołym torsem i niewielkim owłosieniem na głowie. Podnosi ręce do góry, dłonie układa w kształt serca. Skanduje w stronę aresztowanego i policji: KO-CHAM-CIĘ! KO-CHAM-CIĘ! KO-CHAM-CIĘ! „Miłości ci wszystko wybaczy” – nucę pod nosem. Dobranoc.








(krawat: Peanuts, Peanuts copryright by United Feature Syndicate, Inc. www.snoopy.com)








piątek, 25 sierpnia 2017

2673 krawat, 2673 dzień, 25/8/17

Dobry wieczór! Pchełka ewidentnie idzie w kolekcjonerstwo. Zawsze lubiła po zjedzeniu posiłku wziąć w pyszczek miskę i z nią się oddalić. Najbardziej była zadowolona jak ktoś ją gonił, bo jak od dawna wiadomo nie chodzi o to, że złapać, ale gonić go, a w tym wypadku ją. Teraz jednak najpierw bierze swoją miskę, a później wraca po naczynie Cyzi. Zanosi te miski na swoją ulubioną poduszkę i układa jedna obok drugiej. Widać w tym jakąś koncepcję estetyczną i jakiś początek czegoś większego. Czuję, że to się skończy psim blogiem: „One day, one bowl”. Dobranoc.

(krawat: St. Michael from Marks and Spencer)



czwartek, 24 sierpnia 2017

2672 krawat, 2672 dzień, 24/8/17

Dobry wieczór! Dzisiaj na Puławskiej doszło do bohaterskiego szturmu Straży Miejskiej, która w sile 15 rosłych ludzi zaatakowała stragan z marchewką. Po krótkim oblężeniu, obrońcy chyba pierzchli przerażeni siłami rzuconymi przez het-mańkę miejską, udało się im zdobyć stragan. Strażnicy co prawda nie wzięli w jasyr żadnych niewiast, ale na osłodę pozostały im warzywa. Łupy wojenne w postaci marchewki, pomidorów, ziemniaków, selera, śliwek, koperku, szczypiorku, malin, borówki, pietruszki, kurek i gruszki komisyjnie opakowano w folię i zapakowano do specjalnych opancerzonych pojazdów. Haniu, dziewczyno, zostań ty przy tych nieruchomościach! Zostaw warzywa w spokoju. Zlikwidowałaś czynszami sklepy, i starczy. Pamiętaj, kto ze szczypiorkiem wojuje, ten od pietruszki ginie. Dobranoc.

(krawat: Florentino)

środa, 23 sierpnia 2017

2671 krawat, 2671 dzień, 23/8/17


Dobry wieczór! Próbowałem jednak zapoznać się z tym nowym regulaminem bankowym, który dostałem na płycie z Chopinem. Dokładniej, razem z Chopinem nie dostałem, bo to Chopina dołączyli do tego regulaminu. Chopina grają na tej płycie. Jak próbowałem się z tym pismem z banku zapoznać i muszę powiedzieć, że to się słabo czyta. A z muzyką Fryderyka to zupełnie nie brzmi. I tak sobie myślę, że można jednak lepiej zrobić. Te regulaminy mógłby na przykład recytować jakiś Marek Kondrat lub inny Szymon Majewski, oni już dla banków występowali. A w ofercie dla VIP–ów to wezwania do płatności powyżej 50 tysięcy złotych powinna koniecznie deklamować Krystyna Janda. To byłoby mocne! Dobranoc.


(krawat: Burton)

2670 krawat, 2670 dzień, 22/8/17

Dobry wieczór! Żona wróciła ze sklepu IKEA i narzekała, że kawa tam się pogorszyła. Podła, nie da się pić, mówiła. Niedługo potem poszedłem na spacer z psami. Puławską w stronę Placu Unii Lubelskiej, tak idę, kiedy ani psom, ani mnie chodzić się nie chce. Patrzę i widzę na przystanku autobusowym stoi kredens swarzędzki. Solidny, na pewno sprzed stanu wojennego. Dobrze, że tak meble zmierzają same w naszym kierunku, bo u nas kawa lepsza. Z czasem pewnie i oferta będzie bogatsza. Dobranoc.

(krawat: J. Garcia, „Erudite Gentleman”, Collection Fourteen”)


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

2669 krawat, 2669 dzień, 21/8/17

Dobry wieczór! Bank przysłał mi płytę CD ze zmianami opłat i prowizji. Na tej płycie znajdują się też utwory Fryderyka Chopina. Nokturn, walc, scherzo i mazurki. Bardziej na miejscu byłby „Marsz żałobny”. Dobranoc.



(krawat: Screenplay by Martin Wong)

2668 krawat, 2668 dzień, 20/8/17

Dobry wieczór! Człowieka ne było cztery dni, a psy się cieszą jakbym z Syberii wrócił. Dobranoc.

(krawat:  Charleston)

niedziela, 20 sierpnia 2017

2667 krawat, 2667 dzień, 19/8/17

Dobry wieczór! Największą przyjemnością wszystkich festiwali jest możliwość spotkania bardzo sympatycznych i twórczych ludzi. A to daje okazje do fajnych i długich rozmów. Tak też było dzisiaj, stąd późny wpis. Dobranoc.

(krawat: Marks & Spencer)