niedziela, 12 lipca 2015

1899 krawat, 1899 dzień, 12/07/15

Dobry wieczór! Krawat z haczykiem kupiłem specjalnie, żeby pokazać jak wygląda. Miałem taki w dzieciństwie. Ojciec przywiózł go z USA na początku lat sześćdziesiątych. To patent amerykański, który przyjął się w Europie w krawatach dziecięcych. Mój był modnym śledziem w kolorze wiśniowym z jakimś wzorkiem. W Polsce wtedy synonimem obciachu, słowa tego wówczas nie używano, raczej padał w tym przypadku popularny epitet „wiocha”, więc synonimem wiochy były krawaty-śledzie na gumce, które nasza wieś zakładała na imprezy w rodzaju wesel, chrzcin i zabaw w remizie. Wiele lat później, pod koniec lat siedemdziesiątych, krawat z haczykiem zacząłem dla jaj (termin już wtedy istniał) nosić na imprezy. Stałem sobie piłem złotą jesień, jarzębiak, winiak klubowy lub po prostu rieslinga, jarałem fajki i czekałem aż podejdzie jakiś żartowniś. Krawat z haczykiem był patentem w Polsce nieznanym, a ja znałem zwyczaj ciągnięcia posiadaczy śledzi na gumce. Podchodziło się i z zaskoczenia pociągała się za krawat. Było to dość nieprzyjemne dla posiadacza śledzia. Krawat najczęściej trafiał mu w nos, czasami ktoś za bardzo pijany zrywał gumkę, ciągnięty za krawat wkurzał się. Taki głupi dowcip. Czas mijał, alkohol działał nie tylko na mnie, więc po jakimś czasie pojawiał się żartowniś, który z zaskoczenia pociągał za ten mój krawat. I wtedy efekt zaskoczenia był odwrotny, to ja miałem zabawę patrząc na jego minę, kiedy mój śledź zostawał u dłoniach i nie było gumki, którą można dałoby się puścić mi w nos. Krawat oczywiście zaginął na którejś z imprez. Nie pamiętam, czy go komuś dałem, czy też po prostu zgubiłem. Pyszny polski calvados zatarł mi ten fragment życiorysu. Dobranoc.

(krawat: no name, knit)




1 komentarz: