niedziela, 28 czerwca 2015

1885 krawat, 1885 dzień, 28/06/15

Dobry wieczór! Wczoraj podczas spaceru z psami spotkałem w parku znajomego. Trochę zdziwiony byłem, bo mieszka pod Warszawą, a tu w parku na Mokotowie, środek dnia, w sobotę, w garniturze pod krawatem, z teczką. Siedzi sobie na ławce i przez telefon rozmawia. „Typowy człowiek mediów - pomyślałem. - Ukrywa się. Poszedł do parku, żeby niezauważonym dyskretne interesy robić. Tajne spotkania odbywać”. Kiwnąłem więc mu głową i nieopodal stanąłem z psami na łączce, bo w końcu łączka jest nasza. Psia i koniec. On długo jeszcze gadał, ale po czasie podszedł się przywitać. I tak sobie gadaliśmy o różnych nieistotnych sprawach, przecież jest dzień wolny i to normalne, że on wystrojony jak stróż w Boże Ciało paraduje z neseserem po parku. Rozmowę przerywają nam telefony i znajomy mówi szyfrem, więc nie wiem co się kroi, ale kroi się coś na pewno („Tak, tak.. Polanka... Znajomy mnie spotkał... Rozmawiamy... Tak, przypadek... Z psami przechodził przypadkiem... Co?... Z psami... Psy, mówię!!!”) No, i tak sobie w miłej atmosferze gawędziliśmy. Przez znaczną część rozmowy miałem na nosie okulary przeciwsłoneczne. Ale jakoś dziwnie przez nie od wyjścia z domu widziałem. Nawet przez moment myślałem, że wzrok mi się ostatnio popsuł. Zdjąłem więc je i schowałem. Kiedy już mieliśmy się żegnać, słońce znów drażniło mnie w oczy, więc wyjąłem okulary, by je założyć. I wtedy zobaczyłem, że zgubiłem jedno szkiełko.
- Stary - pytam się znajomego - to ja przez cały czas rozmawiałem z tobą w takich okularach? Bez jednego szkiełka?
- Tak!
- To dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?
- Bo myślałem, że to twój nowy image.
Akurat. Bał się, że się spytam dlaczego łazi po parku w garniturze. Znalazł się konspirator.
Dobranoc.
(krawat: Next)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz