sobota, 27 czerwca 2015

1884 krawat, 1884 dzień, 27/06/15

Dobry wieczór! Psy budziły dzisiaj od samego świtu. Szczególnie uparta była Mała Żółta zwana też Pchłomirą, która atakowała wiązkami ultradźwięków. Budziły skutecznie, więc o ósmej półprzytomny wyszedłem z nimi na spacer. Stoimy przy trawniku, psy wąchają, ja próbuję nadal spać, aż nagle z jakiejś kamienicy dochodzą nas straszliwe krzyki. Widać, że awantura na całego. Psy zastygły, zaciekawione, choć już nie tak pewne jak wcześniej. Szukam po kieszeniach telefonu, ale go nie odnajduję, w zaspaniu musiałem zostawić w domu, więc w przypadku zbrodni nie będę mógł powiadomić żadnego CSI. I właśnie wtedy z kamienicy wybiega jakiś mężczyzna miotając straszne przekleństwa, zanim biegnie kobieta, której udaje się zatrzymać go na środku ulicy.
- Powiedz, o co ci chodzi? - dramatycznie pyta się ta niewiasta.
- Kurwa! Nie wiem, co mam kupić! Jedno chce gulasz, a drugie mielone!
Życie to suma drobnych, choć dramatycznych wyborów.
Dobranoc.

(krawat:Burton)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz