Dobry wieczór! Niekiedy moje sny są w odcinkach. Po jakimiś czasie śni mi się dalsza część jakiegoś snu, a potem kolejna. Nie ma w tym logiki. Przerwa między odcinkami może trwać kilka lat, ale nie odczuwam z tego powodu jakiegoś dyskomfortu, bo nie mam potrzeby dokończenia tego serialu. Śni mi się też czasami ten sam sen, ale jego akcja jest trochę z innej pozycji, z innego punktu widzenia, jakby z innej kamery. Trochę jak w filmach Tarantino, gdzie ta sama historia jest opowiedziana równolegle przez różne osoby, tylko z tą różnicą, że to ja opowiadam sobie tę samą, swoją historię z różnych punktów obserwowania. Zwykle między jednym a drugim snem jest kilka miesięcy przerwy, ale teraz śniło mi się to samo z kilkudniową różnicą. Za pierwszy razem bez zakończenia, za drugim było.
A śniło mi się, że pracowałem w jakimś instytucie badawczym. I trafił tam niezwykły okaz owada. Żywego. Jedyny taki na świecie. Był duży jak gąsienica i nieco grubszy. Owad żył długo i kiedy wydawało się, że zakończy swój robaczy żywot przepoczwarzał się, a raczej przerobaczał i żył dalej. Raz mu wyrastały jakieś czułki, innym razem dziwne skrzydełka i tak w kółko. Owad robił karierę światową, bo był jedynym egzemplarzem. W lasy wypuszczono wolontariuszy i biologów, by złapali kuzyna tego robaka, bo niektórzy już głosili, że to jakiś poczarnobylski okaz lub że to owad Apokalipsy. Świat naukowy rejestrował kolejne mutacje i z nadzieją wyczekiwał na zgon, by przeprowadzić jego sekcję. Robak jednak żył i wcinał z apetytem świeże liście.
Pewnego dnia zapowiedział w instytucie swoją wizytę Pewien Bardzo Ważny Urzędnik. Kiedy przybył oczekiwała go cała kadra naukowa instytutu. Wszyscy weszli do pomieszczenia, gdzie stała klatka-terrarium z owadem. I wtedy na oczach Bardzo Ważnego Urzędnika robak zmarł. Osobistość poczuła się tym urażona, w końcu bydle żyło tak długo i musiało zdechnąć akurat kiedy on przybył. Poprosił więc, by mu wypożyczyć owada na jeden dzień do Pewnego Głównego Urzędu, bo chce pokazać go Bardzo Ważnym Gościom z Zagranicy, którzy mogą dać dodatkowe pieniądze na badania. Oczywiście, owada wydano.
I kiedy Urzędnik dotarł do swojego gabinetu usiadł przy biurku, otworzył pudełko z owadem i wyrzucił go do kosza na śmieci. W tym momencie obudziłem się rozczarowany z powodu takiego zakończenie. A że było trochę jeszcze czasu, więc chciałem się zmusić do snu i spróbować jednak zmienić ten koniec. Wmawiałem sobie, że na oczach Urzędnika zespół biologów dokonał reanimacji metodą usta-usta i masażu czułek, ale jedyne co mi się w półśnie pokazywało to skalpel przecinający na pół owada. W tym momencie zadzwonił telefon.
- Panie doktorze, mówi Krystyna Mucha. Nie będę mogła przyjść, ale mam... - kobieta mówiła szybko nie pozwalając mi dojść do głosu i wyjaśnić nieporozumienie. Przez chwilę byłem ginekologiem.
(krawat: Expert)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz