czwartek, 14 maja 2015

1840 krawat, 1840 dzień, 14/05/15

Dobry wieczór! Koleżanka z pracy i nie z pracy, czyli redaktor Anna Kwiatkowska kupiła mi dzisiaj zmywacz do paznokci i wręczyła mówiąc: - Zmyj sobie lakier z palców.
Ale zacząłem od końca... Niby wczoraj był trzynasty, ale dla mnie to chyba dzisiaj. Od rana wiele spraw, a ja zaspałem. Najpierw psy na porannym spacerze wnikliwie i powolnie wąchały każde źdzbło trawy. Potem... No, właśnie. Potem wziąłem szybki prysznic, błyskawicznie wyskoczyłem z wanny, energicznie chwyciłem ręcznik i strąciłem stojący krawędzi półeczki lakier do poznokci. Nigdy bym nie pomyślał, że taka mała buteleczka zawiera tak dużo płynu. Lakier był wszędzie. Spojrzałem na dłonie. Palce z paznokciami miałem intensywnie, krwiście czerwone, bo taki był ten lakier. Spojrzałem na stopy też krwawe. Nogi także. Rozejrzałem się wokół. Kafelki, szafka, ściana i podłoga. Prawdziwe „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas”, a raczej „CSI: Stary Mokotów”. A ja wyglądałem jak gołe gender zamordowane w łazience. Szybko zacząłem to czyścić, ale zmywacza było niewiele, a ja musiałem wybiegać, bo w telewizji czekała wspomniana Pani redaktor, dyrektor z ministerstwa kultury, dyrektor Filmoteki Narodowej i dzieła osierocone. Błyskawicznie się ubrałem, wybiegłem, wsiadłem do tramwaju, odsapnąłem i wtedy weszli kontrolerzy biletów. W tym momencie przypomniałem sobie, że bilet miesięczny skończył mi się wczoraj, trzynastego. Postanowiłem klęskę przyjąć z godnością. Kiedy zbliżał się do mnie kontroler poprawiłem krawat. Spojrzał nieufnie na moje czerwone paznokcie i mnie ominął. Cholerna dyskryminacja. Dobranoc.

(krawat; Greenfield)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz