Dobry wieczór!
Na ławeczce przy przystanku autobusowym wygrzewał się bezdomny. Miał długie siwe włosy i wielką brodę. Obok stała wielka torba na zakupy z logo jednej z największych śieci hipermarketów. Na nasz widok usiadł i uśmiechnął się szczerze serdecznym uśmiechem.
- Boże, jak wyrosły! Pamiętam jak były małymi kuleczkami - powiedział na widok Cyzi i Pchełki. Mylił się, bo sam nie znałem moich psów, kiedy były „kuleczkami”, ale nie prostowałem, czasami trzeba odpuścić przywiązanie do faktów. Psy go lubiły, a on się cieszył, że je głaszcze. Był czysty i trzeźwy, jak na bezdomnego zadbany. Miał w sobie naturalne ciepło. Po chwili wyjął z torby dużego pingwina.
- Ciekawe, czy będzie się im podobał - mówił włączając baterie. Pingwin zaczął machać skrzydłami, kiwać się śmiesznie i otwierać dziób. Z pluszowej zabawki wydobywały się różne dźwięki i melodie, a psy przyglądały się jej z zainteresowaniem. (W tym czasie zauważyłem, że w torbie była płyta grupy Dżem.)
- Niestety, musimy już iść - powiedziałem po jakimś czasie.
- Mam sporo gumowych piłek dla psów, następnym razem dam je panu - powiedział na pożegnanie, choć pewnie nigdy już się nie zobaczymy. Ale to nieważne, grunt, że było miło. Odchodziliśmy, a pluszak nadal się gibał i coś tam gdakał. Mężczyzna machał nam na pożegnanie i przy tym malutkim pingwinie wyglądał jak jakiś wielki ptak.
Dobranoc.
(krawat: Sovrano)


Bardzo ciekawie napisane. Super wpis. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń