piątek, 10 kwietnia 2015

1806 krawat, 1806 dzień, 10/04/15

Dobry wieczór!
Janusza Krupskiego poznałem niedługo po brutalnym napadzie zorganizowanym przez funkcjonariuszy SB. Grupa ubeków wywiozła go do do lasu i polała jakimś żrącym kwasem. Ponieważ przeniosłem się z ATK-u na KUL i zacząłem krążyć między Warszawą i Lublinem poproszono mnie, żebym coś tam przewiózł w jego imieniu. Nic specjalnie szczególnego. Zwykle przesyłkę odbierałem od kogoś innego, a Januszowi przekazywałem najczęściej jakieś informacje. Któregoś dnia udałem się do pewnej znajomej, która miała i przekazać informacje z Paryża dla Janusza. Umówieni byliśmy w jej mieszkaniu na Muranowie. Znajoma powiedziała mi co mam powiedzieć Januszowi i pod koniec rozmowy zapytała się, czy nie mógłbym czegoś zawieźć do Lublina.
- Naturalnie, nie ma sprawy - powiedziałem, a ona z szafy wyjęła wielkie tekturowe pudło oryginalnych pampersów.
- Są w nim matryce białkowe - powiedziała. - Wczoraj przyjechały z Paryża. Weź to pudło do Lublina, nikt nie kapnie się co w nim może być.
Wziąłem więc pudło pampersów, pożegnałem się i wyszedłem na ulicę Nowotki. I wtedy poczułem na sobie natarczywy wzrok ludzi. Wszyscy patrzyli na mnie, a raczej na pudło, które dzierżyłem w dłoniach. Był to najbardziej kolorowy przedmiot w promieniu kilkunastu kilometrów, a na dodatek - w kulminacyjnym momencie wyżu demograficznego - najbardziej wymarzony. Z trudem dojechałem z Muranowa na Wierzbno, przez całą drogę bałem się, że ktoś mi te pieluchy wyrwie. Może to była dobra konspiracyjna przykrywka, ale wykończyła mnie nerwowo. W domu przepakowałem pieluchy z matrycami do plecaka i pojechałem do Lublina. Może wyglądałem jak przeciętny kolporter, ale byłem szczęśliwy, że nikt na mnie nie zwracał uwagi.
Dobranoc.
(krawat: Seidenfalter)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz