Dobry wieczór!
W tramwaju było milutko. Słoneczko ładnie świeciło. Jechało kilka osób. Sześć, może siedem. Starszy pan opowiadał jakiejś swojej rówieśnicy o chlebie. - Kupię zaraz taki ze skórką chrupiącą. Lubię jak jest lekko spękana, świeża jeszcze i chrupiąca. I ten zapach świeżego chleba lubię. Najlepszy z masełkiem, taka grubo posmarowana pajda. Palce lizać. Albo cebulkę położyć, solą posypać. Niedługo będzie świeży szczypiorek i rzodkiewka z ogródka. I na chlebku je położyć i zjeść na śniadanie. Albo z truskawkami na deser. Z miodem też dobry taki świeży chrupiący chlebek...”
Tramwaj stanął w pewnym momencie, panowała cisza i wszyscy wsłuchaliśmy się w głos starszego pana, który tak o tym pieczywie opowiadał. Rozluźnieni, dziwnie spokojni. Trwało to trochę dłużej niż zwykłe oczekiwanie na światłach. Ale nikt tego nie zauważył. Nagle otworzyły się drzwi kabiny motorniczego, a właściwie motorniczej, bo to kobieta tym tramwajem kierowała.
- Napięcie chwilowo spadło. Ale już wróciło - krzyknęła do nas.
Wtedy pan przerwał swoją opowieść, wszyscy z niepokojem spojrzeliśmy na zegarki. Ktoś wstał, ktoś spojrzał przez okno. Nagle zrobiło się nerwowo. Napięcie rzeczywiście wróciło.
Dobranoc.
(krawat: no name)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz