Dobry wieczór! Jakiś czas po uśpieniu Aby nie miałem żadnego psa. Świadomie piszę „uśpieniu”, a nie „odejściu”, bo uważam, że kiedy bierzemy zwierzę do domu to musimy być gotowi, żeby któregoś dnia pójść je uśpić, czy używając brutalniejszego języka po prostu w humanitarny sposób je zabić. Taka jest prawda, to strasznie boli, ale trzeba to w pewnym momencie zrobić, kiedy zwierzę męczy się potwornie i nie ma żadnych szans ratunku. Po uśpieniu Aby przez dłuższy czas nie miałem ochoty na innego psa. Tak ze dwa lata. W pewnym momencie pojechałem pomóc znajomym, którzy organizowali obóz dla dzieci niesprawnych umysłowo. Ponieważ nie nadaję się do zadań pedagogicznych, powiedziałem im, że mogę pomóc przy pracach związanych z zakładaniem i likwidowaniem obozu.
Koniec lat 80., mała wioska w Beskidzie Niskim, w takim gospodarstwie ludzi życzliwych, dziś powiedzielibyśmy agroturystycznym, choć warunki wtedy były zdecydowanie prymitywniejsze. Były tam dwa psy. Młodszy, miał wielkość i cały wygląd jak owczarek podhalański, ale umaszczenie owczarka niemieckiego. Wyglądał jak pies Baskerville'ów bez charakteryzacji. W bliskim kontakcie powalał istoty ludzkie i wylizywał je od stóp do głów. Starszy był jego przeciwieństwem. Umaszczony jak owczarek podhalański, o wielkości wilczura, był postrachem całej okolicy. Zagryzał napotkane zwierzęta i kąsał dotkliwie ludzi. Niektórzy mówili, że mu się tak porobiło od kontaktu z zakonnicami, bo gospodarstwo, w którym mieszkał wcześniej należało właśnie do siostrzyczek. Sprzedały je razem z nim.
Bała się go leśna gadzina, niechętnie zaglądała do tego gospodarstwa, nie mówiąc o złodziejach, którzy też woleli je omijać. Na widok jastrzębia pies wydawał taki dziwny dźwięk, coś między wyciem a piszczeniem, i wtedy cały drób chował się gdzie tylko mógł. Na początku warczał też na mnie i najwyraźniej jego zęby miały ochotę poznać moją łydkę. Po dwóch dniach postanowiłem się z nim zaprzyjaźnić. Kiedy wszyscy poszli spać wyszedłem na podwórko. Zaszczekał słysząc, że ktoś się kręci, ale zamilkł kiedy rozpoznał mnie. Zbliżałem się do niego, pozwoliłem, żeby mnie poczuł. Mówiłem do niego czule i to sprawiało mu przyjemność. Po krótkiej chwili wszedłem w obszar łańcucha i dotknąłem jego głowy. Poddał się natychmiast kładąc na plecach i odsłaniając brzuch. Następnego dnia wynegocjowałem mu lepsze warunki, taki wybieg przy stodole. Po kilku dniach musiałem wyjechać, a kiedy wróciłem wszyscy mówili, że czekał na mnie. Niestety, nie mogłem go wziąć do Warszawy, był już za stary na tak gwałtowną zmianę warunków życia. Kiedy wyjeżdżałem piszczał niemiłosiernie na pożegnanie, a i mnie serce bolało i łza w oku się kręciła. Niestety, są przyjaźnie, również ludzkie, które trwają za krótko. Dobranoc.
(krawat: Minar, Janipath, New Delhi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz