Dobry wieczór! Wszystkie moje psy były (i są) kobietami i trafiły do mnie za sprawą kobiet. Jak już pisałem małą i rudą suczkę znalazła na śmietniku w Krakowie moja siostra Ania. Otrzymała na imię Aba ze względu na prostotę fonetyczną, a ojcu - początkowo zdystansowanemu do suni - kojarzyło się z jakimiś słupami jakiegoś Aby Lorentza, o ile dobrze zapamiętałem wiedzę inżynieryjną.
Aba była niewielka, prawie jak ratlerek, ruda, szorstkowłosa z siwą bródką i ciemnymi, brązowymi oczami. Do historii przeszła jako najgroźniejszy mój pies. Dzisiejsze pokolenie trzydziestokilkulatków z mojej rodziny wspomina ją jako potwornie groźnego brytana, których to pokolenie niemiłosiernie kąsał, kiedy byli dziećmi.
Aba od początku pobytu u nas żywiła się surowym mięsem, więc jak każdy pies na takiej diecie przestała brać do pyszczka inne jedzenie. Psy tak mają. Można było przed nią położyć kawałki różnego mięsa, zawsze wybrała najświeższe i najlepsze. Za Gierka nie było żadnych problemów z jej żywieniem, bo wbrew współczesnym opiniom, wcale wtedy nie było nędzy. Kłopoty zaczęły się w czasach reżimu Jaruzelskiego. Właściwie to pies przez pewien czas zjadał nasze mięso, znaczy mięso z naszych racji żywnościowych. Oczywiście, i za Gierka, i za Jaruzelskiego korzystaliśmy z dostaw słynnych „bab z cielęciną”. Nasza baba była całkiem atrakcyjną, młodą kobietą z Mińska Mazowieckiego. Aba, jako jedyna, wiedziała którego dnia i o jakiej porze baba z cielęciną do nas dotrze. Kiedy wsiadała do pociągu na stacji w Mińsku, Aba siadała w przedpokoju pod drzwiami wejściowymi do mieszkania. Kiedy baba wysiadała na Dworcu Warszawa Wschodnia, Aba wskakiwała po fotelu na parapet i wypatrywała ją w oknie. A kiedy baba wysiadała z tramwaju na rondzie Waszyngtona, Aba znów biegła do przedpokoju, gdzie wpatrywała się w klamkę oczekując dzwonka do drzwi.
Nie mieliśmy telefonu, a i zresztą „baba z cielęciną” była w misji konspiracyjnej, więc i tak, by nie zadzwoniła, więc zachowanie Aby pozwalano nam planować czas i menu. Dobranoc.
(krawat: Reine Seide)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz