niedziela, 25 września 2016

2338 krawat, 2338 dzień, 24/9/16

Dobry wieczór! Dwa dni temu, w czwartek byłem pod Warszawą na wernisażu w prywatnej galerii, a właściwie muzeum*. Jazz, sztuka, hajlajf, bankiet, krótko mówiąc francja-elegancja. Chodzę sobie oglądam obrazy i rzeźby, raz tu, raz tam, odchodzę i wracam, znowu oglądam, bo raz jest tłok, a raz nie ma. Zmieniam piętra, i wychodzę na taras ostatniego piętra, by odetchnąć. Jakoddycham to znowu oglądam. W pewnym momencie podziwiając jakiś obraz słyszę walenie w drzwi balkonowe od tarasu, zbliżam się nieufnie i widzę uwięzionych kelnerów, którzy błagalnie patrzą na mnie z nadzieją i prośbą o uwolnienie. Chwila wahania, ale w końcu jak zawsze wygrywa we mnie ta dobra, najlepsza moja strona i uwalniam obsługę gastronomiczną. Taki dobry byłem. Dobranoc.

*Villa le Fleur, „Henri Heyden, mistrzowie Ecole de Paris”

(krawat: Cezan)

1 komentarz: