wtorek, 7 lipca 2015

1894 krawat, 1894 dzień, 7/07/15

Dobry wieczór! Wracaliśmy ze spaceru z psami ulicą Puławską i przed dziesiątą wieczorem zobaczyliśmy małą kolejkę przed popularną lodziarnią. Zapragnęliśmy także i my zjeść po kulce lodów. Choć wybór był mały stanęliśmy w kolejce. Cyzysława i Pchłomira na myśl o lodach merdają ogonkami, my stoimy w ogonku, a w lodziarni dzieją się sceny jakich nie widziałem od czasów Peerelu. Personel na oczach klientów wynosi poszczególne smaki na zaplecze. Ludzie błagają o lody, a lodziarki zza lady im odmawiają.
- Mogłaby pani może te marchewkowe z pomarańczą mi dać.
- Co ja panu dam, jak tu ich nie ma.
- Ale pani je przed chwilą je zabrała.
- A nie wolno mi!? Może tu dla pana będę stała w nieskończoność.
- Proszę pani, a ja bym poprosiła te koperkowe.
- Widzi pani, że nic tu nie ma.
- Proszę, może uda się coś wyskrobać.
- Ja pani niczego skrobać nie będę.
Z żoną mamy taką zabawę, że w przypadku niektórych sklepów i lokali z naszej okolicy zakładamy się między sobą jak długo pohandlują. Zwykle trafiamy (z tolerancją od dwóch tygodni do półtora miesiąca). Teraz można obstawiać lodziarnię. Dobranoc.

(krawat: Pierre Pasca)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz