Dobry wieczór! Poszedłem rano najpierw po bułki do sklepu, a potem do rzeźnika po coś do tych bułek. Wziąłem to i tamto, a nawet co nieco na obiad i jeszcze coś na kolację, a pani sklepowa bierze kawałek salcesonu włoskiego kroi w plastry, pakuje i całkiem spory pakiet wręcza mi ze słowami: - Proszę to od firmy prezent na dzień ojca.
Ja się kryguję, skromnego udaję i w ogóle niełasego na mięsne przekąski („Nie wypada mi” i takie tam duperele wygaduję pod nosem). Pani zza lady ucina krótko: - Proszę brać. Wiem, że lubi pan salceson.
Wziąłem więc i zjadłem, bo niby co z tym miałem zrobić. Dobranoc.
(krawat: A Jacobite Tie)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz