Dobry wieczór! Dzisiaj było święto ulicy Narbutta, więc ruszyłem z psami zobaczyć jak sąsiedzi się bawią. Atmosfera kameralna, zostałem poddany lobbingowi przez cyklistów, pogadałem z psami (obcymi) i ludźmi (nie tylko znajomymi). W stoisku Karty nabyłem korzystnie książkę Chaima Goldsteina „Bunkier”. Potem wróciłem do siebie, bo kiedy Narbutta świętuje u nas toczy się prawdziwa walka. Taki miejski, współczesny podziemny front. Sąsiedzi potajemnie sadzą drzewa. Podlewają i dopieszczają. Pilnują, by nikt drzewek nie wyrwał i nie połamal. By nie zniszczyły ich koła przyjezdnych. Miasto głównie wycina, a jak sadzi to szkoda w ogóle gadać (jedyne sensowne drzewa posadzili obok urzędu katastru, ale to wiadomo, że dla swoich, a nie dla ludzi). Na rogu Sandomierskiej i Rakowieckiej rośnie mały dąb. Teraz jest społecznie osłonięty płotkiem i siatką. Ktoś umieścił na tym ogrodzeniu napis: OKALECZENIE TEGO DĘBU ZOSTAŁO ZGŁOSZONE DO WYDZIAŁU OCHRONY ŚRODOWISKA. BĘDZIE WYJAŚNIANE Z URZĘDU. UŚMIECHNIJ SIĘ TERAZ DO UKRYTEJ KAMERY... TO NIE PIERWSZY DĄB, KTÓRY NISZCZYSZ... Mokotów walczy! I warczy. Dobranoc.
(krawat: Fischer)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz