Dzień dobry! Jedyną ich cechą wspólną była szybkość z jaką pisały w telefonach sms-y. No, i jeszcze wiek. Obie miały po dwadzieścia kilka lat. Obie dobrze ubrane, ale w kompletnie odmiennych stylach. Z zupełnie innych światów. Pierwsza, typowy plastik. Spóźniona Britney Spears. Róże, błękity, blond włosy, różowy telefon z dyndającą maskotką. Agresywny makijaż. Błyszczące paznokcie. Błyszczące sztuczne diamenciki. Wokół niej unosił się silny zapach perfum. Tak silny, że nawet trudno powiedzieć, czy były markowe, bo intensywność zapachu pozbawiała jakichkolwiek przyjemnych doznań (akurat wiatr zawiewał w moją stronę). I usta. Miała wielkie nadnaturalne usta. Napompowane zastrzykami, czy czymś podobnym.
Druga, to styl korpo-urzędniczki. Zadbana, skromna, dobrze ubrana, ale trudno to nazwać elegancją. Trochę nijaka. O takich jak ona w czasach mojej młodości mówiło się dziewczyna z ekonomika* lub piczka-zasadniczka, ale to drugie określenie pewnie dzisiaj jest uznane za seksistowskie i znajduje się na indeksie siódmej fali feminizmu w Polsce. Miała miłą twarz z dyskretnym makijażem oraz z zaskakująco małymi ustami. Na pewno te usta trochę nijakie odbierały jej sporo urody, pozbawiały wdzięku.
Tak sobie siedziałem i patrzyłem raz na za duże wargi, drugi raz na za małe. Ogromne usta, malutkie usta. Umalowane i nieumalowane. Makro-usta kontra mikro-usta. I bardziej się im przyglądałem, tym bardziej te za małe wydawały mi się ponętne. A po jakiejś chwili nawet namiętne. Na szczęście nadjechał mój autobus. Wsiadłem unikając niebezpieczeństwa fantazji na temat zbyt małych ust. Dobranoc.
*liceum ekonomiczne
(krawat: Exquisit)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz