czwartek, 11 czerwca 2015

1867 krawat, 1867 dzień, 10/06/15

Dobry wieczór! Tylko człowiek wyjdzie na chwilę z domu, a już się coś dzieje. Ukulturalnić się pójdzie, oko z rzeczywistości na chwilę spuści, a już świat zmieniają. Poszedłem do Galerii Delfiny. Najpierw kwiaty i uściski dla Małgosi Serewiś, bo jej urodziny i imieniny. A impreza to „NIC TO TAKŻE COŚ - 35 lat pracy twórczej- Julisz Erazm Bolek”. „Podczas uroczystości - jak dobiesiono w zaproszeniu - zostanie otwarta wystawa INSTANT Luizy Kwiatkowskiej, z aforyzmami, których autorem jest Juliusz Erazm Bolek”. Tak też się stało. Prace obejrzałem i przeczytałem, rozglądam się za czymś mokrym do picia, i z daleka widzę Bogusława Mazura, biegnę więc do niego, by się przywitać, porzucając plany spożycia czegoś w płynie. Wyciągam rękę, a kolega Mazur do mnie: - Z tobą strach się witać.
- Dlaczegóż? - pytam zdumiony.
- Przywitam się, powiem coś, a potem wszystko opiszesz.
Na tym kończę więc opisywanie tego fragmentu. W końcu zasiadłem przy stole galeryjnej kuchni, gdzie toczyłem miłe rozmowy w gronie Ignacego Krasickiego, Marcina Rosołowskiego i redaktora naczelnego „Kuriera Warszawskiego” Pawła Ludwickiego. W trakcie rozmów o Polsce, polityce i w ogóle świecie dotarła do nas wiadomość, że część rządu jest odwołana. Nie odczułem, by dla nas, zgromadzonych przy stole była to histerycznie historyczna chwila. Nadal bawiliśmy się świetnie. Jedyne ryzyko polityczne jakie mogę ponieść to zakład z Pawłem Ludwickim. On uważa, że SLD wejdzie do Sejmu, ja że nie. Ale z Pawłem mogę nawet przegrać. W końcu i tak mamy iść na obiad. Dobranoc.

(krawat: Henry John)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz