Dobry wieczór! Lubię być w takie dni w Warszawie. Pusto, miło,
spokojnie. Prawie wszyscy wyjechali. Tylko psy były przez chwilę trochę
rozczarowane, bo na początku spaceru w parku wydawało się, że nie ma
towarzystwa. Ale towarzystwo - co prawda mniejsze niż zawsze - zbiegło
się w końcu. Cyzysława, skundlony jakby nie było border, wykonuje
pasterskie obowiązki obserwując, czy stado jest w komplecie. Pchłomira
ma niespożyte zasoby sił, może hasać w nieskończoność, jak jedni
towarzysze zabawy padną, to nie robiąc przerwy szuka następnych.
Wypatruje kolejnej ofiary, tak to wygląda. Człowiek się męczy od samego
patrzenia na nią. Dobranoc.
(krawat: no name)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz