sobota, 6 czerwca 2015

1862 krawat, 1862 dzień, 5/06/15

Dobry wieczór! Lubię być w takie dni w Warszawie. Pusto, miło, spokojnie. Prawie wszyscy wyjechali. Tylko psy były przez chwilę trochę rozczarowane, bo na początku spaceru w parku wydawało się, że nie ma towarzystwa. Ale towarzystwo - co prawda mniejsze niż zawsze - zbiegło się w końcu. Cyzysława, skundlony jakby nie było border, wykonuje pasterskie obowiązki obserwując, czy stado jest w komplecie. Pchłomira ma niespożyte zasoby sił, może hasać w nieskończoność, jak jedni towarzysze zabawy padną, to nie robiąc przerwy szuka następnych. Wypatruje kolejnej ofiary, tak to wygląda. Człowiek się męczy od samego patrzenia na nią. Dobranoc.

(krawat: no name)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz