Dobry wieczór!
Też mam wspomnienia z restauracją „Lotos” i wyborami prezydenckimi. Podczas pierwszych wyborów prezydenckich w 1990 roku spotkałem się z kolegami w tymże lokalu. Jakbyśmy dzisiaj powiedzieli to był taki biznes lunch, a wtedy to była lorneta z meduzą i piwem. A może nawet dwie lornety. Redaktor Leszek B. zachęcał by, tak mile rozpoczęte spotkanie kontynuować u niego w domu, bowiem mieszkał w pobliżu, jednak reszta towarzystwa chciała nadal biesiadować w „Lotosie”. W tym momencie przypomniałem sobie, że konferencję albo coś takiego ma jeden z kandydatów, a ja w końcu piszę tekst na ten temat wyborów. Wsiadłem więc do taksówki i udałem się na miejsce przedwyborczej imprezy. Tam wysłuchałem jak mi będzie dobrze, zanotowałem (i zapamiętałem) to dobrze, i wróciłem do knajpy taksówką. Na miejscu stwierdziłem, że towarzystwo wyszło, prawdopodobnie do red. B. Zamierzałem nabyć odpowiednie załączniki i jak najszybciej dołączyć do nich, jednak przypomniałem sobie, że nie wypada wpadać na głodniaka, a skoro jestem w lokalu to spożyję w nim jakieś małe co nieco.
- Co podać?- zapytała kelnerka.
- Jaki zestaw pani sugeruje?
- Schabowy, ziemniaki z kapustą.
- Dobrze. A do picia.
- Setka?
- Może być, proszę pani. A do popicia?
- Piwo.
- I jak tak poproszę. A na deser?
- Na deser też może być piwo.
Takie mam wspomnienia z „Lotosem” i wyborami prezydenckimi.
Dobranoc.
(krawat: Monti)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz