czwartek, 23 kwietnia 2015

1818 krawat, 1818 dzień, 22/04/15

Dobry wieczór! W sklepie kolejka do kas. Za mną starsza kobieta. Mówi spokojnie, powoli, nawet monotonnie, choć głośno i wyraźnie.
- To tylko jedna kasa czynna... Za mało ludzi, co? A są przy półkach, towar ustawiają. Rano trzeba ustawiać... Uzupełniają? Szkoda, że dopiero teraz jak przy kasie jestem... (do pracownika) To wino co ma pan w kartonie, to wytrawne? Półsłodkie... też może być. Wróciłabym po ser, ale nie wrócę, bo kolejkę stracę... (do mnie) Niech się pan nie śpieszy, bo jogurty panu popękają. (śmiech, ja w tym czasie schylam się po teczkę). I niech się pan tak nie schyla, bo wylewu pan dostanie. (wychodzę) Dobranoc.



(krawat: Gold City)


2 komentarze:

  1. uwielbiam tego bloga <3
    zapraszam do mnie http://365daysinblack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Z przyjemnością zajrzę. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń