wtorek, 17 marca 2015
1781 krawat, 1781 dzień, 16/03/15
Dobry wieczór!
Przed chwilą rozmawiałem z córką o piosenkach zespołu The Who i wykorzystaniu ich w serialach „CSI”. I przypomniała mi się pewna historia. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (nie wiem po co to dodaję, bo przecież nie żyłem ani w XIX wieku, ani tym bardziej osiemnastym stuleciu) kupowałem jeszcze płyty analogowe i całkiem sporo ich nabywałem, bowiem uzupełniałem swoje zbiory z przeszłości, a i też szukałem różnych dziwnych rzeczy, bo taką mam naturę. Zaglądałem w tym celu między innymi do pewnego antykwariatu muzycznego, gdzie mieli całkiem sporą i fajną ofertę. Kupowałem głównie jazz, ale i też - jako eks-dziecko kwiat - sporo dobrego rocka z lat 60. i 70. Któregoś dnia zobaczyłem jedną z najsłynniejszych koncertowych płyt w historii rocka. Był to krążek The Who „Live at Leeds” z 1970 roku. Miałem ich kilka płyt, ale tej akurat nie. Płytę obejrzałem, niestety miała rysy. I to sporo. Podszedłem do jednego z właścicieli antykwariatu, który był wielkim fanem jazzu i sporo czasu przegadaliśmy o tej muzyce.
- Puści mi pan - wskazałem głową na gramofon, z którego płynęła muzyka jazzowego trębacza Cheta Bakera.
- Musi pan? - zapytał nieufnie.
- Chyba chciałbym ją mieć.
- To niech pan ją kupi.
- Ma sporo rys. Chcę sprawdzić, czy trzaski nie będą przeszkadzały w słuchaniu.
- I tak ich pan nie usłyszy. Potwornie hałasują - ostentacyjnie pogłośnił gramofon. Trąbka Cheta Bakera wypełniła przestrzeń między nami. Po chwilli odwrócił się. Przestałem dla niego istnieć jako jazzfan.
Dobranoc.
(krawat: Westbury)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Bardzo miło czytało się ten post. Moja muzyka na odtwarzaczu to totalny miszmasz. Na playliście mam Lady Gage, zaraz po niej Jaya-Z, gdzieś tam pojawia się Nightwish i elektroniczne The Dumplings a tuż obok nich jeszcze kilka k-popowych propozycji. Z jazzu lubię Tony'ego Bennetta. Szczególnie ostatni album z Gagą przypadł mi do gustu.
OdpowiedzUsuńhttp://brewilokwencja.blogspot.com