Dobry wieczór! W Dzień Kota przypomniały mi się moje psy (właśnie wróciliśmy z ostatniego spaceru, Pchełka i Cyzia milcząco, niemal wyniośle omijały dzisiaj koty). Z kotami mam dziwne relacje, nie są wrogie. Nawet płochliwe koty lubią ze mną przebywać, ale ma to być obecność taka na dystans, rzec by można bezdotykowa. Dla psiarza to trochę trudna bliskość. W dzieciństwie znaleźliśmy koty w piwnicy, chodziliśmy je dokarmiać i wtedy pchły pogryzły mnie strasznie. Okazało się, że mam uczulenie na kocie pchły. Ciężko to odchorowałem. A ponieważ pchły mając do wyboru człowieka lub psa zawsze wybiorą psa (żona już mówi do psów: „Biedactwa, trzyma was po to, żeby pchły was gryzły”). Oczywiście, zdarzają mi się różne kocie historie. Pamiętam dokładnie jak 21 października 2000 roku wychodząc rano z mieszkania zobaczyłem biało-czarnego małego kotka, który na mój widok gdzieś uciekł. Wracając późnym wieczorem na klatce schodowej znów go zobaczyłem. Uciekł i schował się w skrzynce z elektrycznym licznikami. Kiedy chciałem go stamtąd wyciągnąć jednym susem wyskoczył. Łapanie małego i zwinnego kota nie jest zajęciem łatwym, ale w końcu wykonując efektowną robinsonadę złapałem go niczym sam Tomaszewski. Wtedy kotek okazał się koteczką. I ta koteczka trafiła do mojej koleżanki, która jest znaną kociarą, żyje długo i szczęśliwie dominując ludzi i koty. Moją ulubioną kocią historię, związaną z Kropką, opisałem jako 254 krawat, czyli 4 lata temu. Kto chce może jeszcze raz przeczytać. Dobranoc.
(krawat: Principles)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz