Dobry wieczór! Silny ból gardła wygnał mnie do apteki. Do kilku aptek. Miałem dzisiaj wyjątkowego pecha z powodu panien z grupy wiekowej 30-. Pierwsza apteka była tradycyjna, czyli z ladą. Wchodząc nieopatrznie przepuściłem w drzwiach pannę przed trzydziestką. Stanęła więc przede mną i zaczęło się.
- Proszę pani, czy rutinoscorbin to to samo co witamina c.
- Nie, proszę pani, ale rutinoscorbin... - i tak dalej przez pięć minut.
- W takim razie nie wezmę rutinoscorbinu. A którą witaminę c pani by mi polecała.
Cholerna smakoszka! Nie wytrzymałem po 10 minutach wyszedłem. Druga apteka jest częściowo samoobsługowa, więc od razu wybrałem tylko te leki, które są wyłożone. Nie ma nikogo przy kasie. Idę. I nagle jak spod ziemi przede mną wyskakuje krótko ostrzyżona blondynka w różowym paletku z kat. wiekowej 30-.
- Proszę pani, czy to jest syrop na kaszel wykrztuśny.
- Tak.
- A są jeszcze jakieś inne?
- Są takie i owakie.
- I jak one działają?
- A tak i siak - pięć minut wykładu.
- I ten syrop też tak działa?
- Tak. Bo to jest syrop na kaszel wykrztuśny.
- I pani go poleca?
- Tak. Jest bardzo dobry.
- To ja jednak podziękuję. Nie wezmę tego syropu. A te pastylki do ssania. Które są lepsze?
Rzucam lekarstwa i klnę na potęgę. Przysięgając, że dokonam zbrodni udaję się do kolejnej apteki. Tutaj znowu z półki wybieram opakowania lekarstw. Staję w kolejce za ciemną, znaczy na ciemno ubraną, panną w wieku 30-. Na szczęście tym razem kończy swoją kwestię. Pani magister wygląda jakby przeżyła najazd Hunów.
- O Boże! Jaki bogaty wybór witamin c! Trudno się zdecydować.
- Może pani weźmie forte.
- A to dobra firma?
- To znany koncern farmaceutyczny.
- Wspaniale!
- Liczyć?
- Nie. Wezmę tę najtańszą.
Dobranoc.
(krawat: Woods & Gray)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz