czwartek, 22 stycznia 2015

1728 krawat, 1728 dzień, 22/01/15

Dobry wieczór! Piękne lata 70., zwane dzisiaj okresem czarnego terroru i gierkowskiej gigantomanii. I właśnie w ramach tej gigantomanii z Zygmuntem S. planowaliśmy bardzo atrakcyjny wieczór sylwestrowy. Zamierzaliśmy odwiedzić kilka imprez. Ten bogaty program miał jedną wielką słabość, a były nią nasze ograniczone możliwości finansowe. Przecież wszędzie wypadało pójść z butelką alkoholu. Na szczęście wpadliśmy na genialny pomysł. Było takie pyszne wino peerelowskie o pięknej nazwie „Złota reneta”. Kupiliśmy z 10-12 butelek tego szlachetnego trunku. Włożyliśmy je do plecaków i poszliśmy na te nasze sylwestry. Po wejściu na pierwszą imprezę poprosiliśmy o duże szklanki wypełnione lodem w kostkach. Zawartość tych naczyń uzupełniliśmy naszą „Złotą renetą”, Natychmiast wzbudziliśmy sensację. Inni uczestnicy imprezy, szczególnie dziewczyny, chcieli się też napić tego wina, więc chętnie zaprosiliśmy ich do degustacji. Oni próbowali naszego trunku, a my napełniliśmy się ich alkoholem. Na kolejnych zabawach było podobnie. Jak nie było lodu podawaliśmy naszą „Renetkę” z wodą sodową lub mazowszanką. A na jednej z imprez zmrożoną wlaliśmy do syfonu na naboje i robiła wtedy za szampan. Oczywiście, tak jak my chętnie dzieliliśmy się naszym napitkiem, tak inni dzieli się z nami swoim i właściwie tej „Złotej renety” prawie nie piliśmy. W końcu nasz trunek, a szczególnie sposób jego podania, był małą noworoczną sensacją. Sylwestrowy obchód zakończyliśmy powrotem na pierwszą imprezę. Przywitała nas gospodyni, dziewczyna z dobrego domu, wzorowa uczennica. - Nie mogłam się was doczekać - mówiła w drzwiach. - Macie jeszcze to wino!? Na szczęście mieliśmy jedną butelkę schowaną na czarną godzinę, która jak widać nadeszła. Dobranoc.

(krawat: Hugo Boss)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz