niedziela, 11 stycznia 2015

1717 krawat, 1717 dzień, 11/01/15

Dobry wieczór! W sobotę w marszach w różnych miastach Francji wzięło udział co najmniej 700 tysięcy ludzi. Dzisiaj w samej stolicy Francji było pewnie tyle, a może nawet więcej, bo francuscy obserwatorzy mówili, że trudno ludzi policzyć. A przecież w niedzielę nie tylko Paryż maszerował, w takim Saint-Etienne na ulice wyszło 60 tysięcy osób.
W tym paryskim tłumie wypatrzyłem jedną osobę. Stał na czele tego zwykłego pochodu, bo światowi przywódcy przeszli trochę wcześniej we własnym gronie, nad bannerem z olbrzymim napisem „Nous sommes Charlie” („Jesteśmy Charlie”), obok Hassena Chalghoumi, imama z północnego Paryża i przewodniczącego Stowarzyszenia Duchownych Muzułmańskich we Francji. Ten, którego wypatrzyłem, to Marek Halter. Francuskim pisarz, Żyd o polskich korzeniach. Kiedy Paryż maszeruje w obronie praw człowieka, można zawsze być pewnym, że będzie na czele manifestacji. Miałem przyjemność kiedyś, razem z Kasią Nazerewicz, przeprowadzić z nim wywiad. Marek Halter pracował wtedy nad takim wielkim projektem filmowym, który pokazywał ludzi z całego świata ratujących Żydów podczas wojny. Mówiło się wtedy, iż ten jego film jest takim dziełem stojącym w kontrze do kontrowersyjnego „Shoah” Claude Lanzmanna, który pokazywał tę czarną stronę wojny i ludzi, którzy świadomie i nieświadomie wspomagali Zagładę. Halter unikał porównań z Lanzmannem, mówił, że chce ludzi postrzegać od tej ich lepszej strony. Chciał i pokazał tych, którzy nadają sens pojęciu człowieczeństwo. Mówił też (nie pamiętam, czy do wywiadu czy też w prywatnej części rozmowy), że chce w życiu dostrzegać to, co pozytywne. Tę dobrą, najlepszą część człowieka. I z tym przesłaniem chcę dzisiaj pozostać. Dobranoc.

(krawat: no name)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz