Dobry wieczór! Był pamiętny 1993 rok. Pamiętny, bo jeszcze pamiętam. Pracowałem w „Życiu Warszawy” i razem z fotoreporterem Michałem Sadowskim wcześnie rano wyjechaliśmy ze stolicy. Jechaliśmy gdzieś za Siedlce zebrać materiał do reportażu. Jakaś strzelanina, jak to na wsi. Policjant zabił chłopaka, który z pijanymi kolegami wracał samochodem z dyskoteki. Jak zobaczyli radiowóz to zaczęli uciekać. Gaźnik ich gruchota huknął, policjanci zaczęli strzelać i stało się nieszczęście. Ale ja nie o tym.
Właśnie przyjechaliśmy do Siedlec, a tu ulicą idzie całkiem spory tłum, znaczy się manifestacja jakaś i skanduje: „Nie chcemy Niderlandów”*. Sam fakt, że w Siedlcach nie chcą Niderlandów był już dobrym początkiem reportażu, więc czym prędzej zaczęliśmy pracować. Były to takie czasy, że dziennikarze w terenie szukali tematów i opisywali jak wygląda rzeczywistość, a nie tak jak teraz, w redakcji mówią jak wygląda rzeczywistość i do tej rzeczywistości trzeba dopasować bohaterów. Manifestanci, którzy nie chcieli dostać Niderlandów, okazali się kupcami. Miasto coś im naobiecywało. Szybko dotarliśmy do władz Siedlec, chyba nawet prezydenta samego, coś tam narzekał na manifestantów. Mieliśmy całkiem fajny materiał, ale czegoś mi brakowało. Jakiegoś trzeciego głosu. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że przy wejściu do jednego z domów wiszą szyldy partii. Zapukałem do pierwszych drzwi - zamknięte, do drugich - tak samo, trzecie - SLD. Pukam, słyszę: - Proszę wejść! Wchodzę i widzę: Józef Oleksy. Był posłem z Siedlec, siedział tam na dyżurze. Przywitaliśmy się serdecznie, bo znaliśmy się z Sejmu. Wyglądał jak Zagłoba i mówił barwnie jak on. Pasował do tych Niderlandów. Wyszło idealnie. Dobranoc.
*nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że manifestanci mylili te Niderlandy z Inflantami (to tak a propos pamięci)
(krawat: no name)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz