W latach 80. dużo też jeździłem po Polsce "na łebka"*.
Kiedyś jechałem osobową nysą z Warszawy do Lublina.
Gdzieś w połowie drogi minął nas nowiutki autobus.
- Popatrz - rzekł konwojent** do kierowcy. - Takie do Zamościa latają.
Miłego dnia.
(krawat: nazwa trudna do odczytania, silk hand paint)
z cyklu: Ludzie, których spotkałem
*"na łebka" - w przeciwieństwie od jazdy "stopem", która była podróżą za darmo, "na łebka" płaciło się na trasie przejazdu zwyczajowe kwoty zwykle 1/2-1/3 mniejsze od taryf oficjalnych przewoźników.
**konwojent - kierowca kierował samochodem i wiózł konwojenta, który wiózł najczęściej jakieś papiery do podstemplowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz