środa, 17 czerwca 2015

1874 krawat, 1874 dzień, 17/06/15

Dobry wieczór! Widziałem go od tyłu. Stał na peronie stacji metra, trzymając między nogami rower, trochę tak jak żużlowiec przed startem motor. Szczupły. Schludnie i dobrze ubrany, choć brązowe spodnie pod kolonami były rudo odbarwione. Czarne włosy opadały na kołnierzyk białej koszuli w drobne niebieskie paski. Wyglądał dziwnie, jakby chciał się wspiąć rowerem po schodach do góry.
Mijając spojrzałem na jego młodą, pociągłą twarz. Na nosie miał czarne okulary. I dopiero wtedy zobaczyłem, że w dłoniach trzyma laskę dla niewidomych, taką nowoczesną, długą i cienką. Dzierżył ją jak lancę w połowie długości. I wówczas dotarło do mnie, że mam przed sobą niewidomego Don Kichota z La Manchy, który na współczesnym Rosynancie nie widzi wcale schodów, lecz jakieś swoje fantasmagorie. I choć przez moment miałem zwykły odruch zaoferowania pomocy, to jednak zrezygnowałem ze wcielenia w rolę Sancho Pansy. Wstyd przyznać się, ale chyba bałem się, że ta historia może mieć jakąś banalną pointę. Dobranoc.

(krawat: Giaccomo Larusso)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz