niedziela, 31 maja 2015

1857 krawat, 1857 dzień, 31/05/15

Dobry wieczór! Miał być teatr, a wyszło reality show. Po miłym pobycie na pikniku z okazji urodzin jednego z najmłodszych członków naszej rodziny wróciliśmy do Warszawy w lekkim niedoczasie, bo w planach mieliśmy wizytę w teatrze. Trzeba jeszcze szybko wyjść z psami, przebrać się i opryskać jakimś wykwintnym - jak mawiają nasi przyjaciele ze wschodu - odiekołonem. A tu pod kamienicę nie możemy się w ogóle dostać. Ryją chodniki, prują ziemię, rejwach taki, że nawet nie zauważyliśmy cysterny z wodą. Zaparkowaliśmy daleko, biegniemy w powiększającym się niedoczasie. Wpadamy do domu, a w tu krany suche, że nawet kropla nie kapnie. Ani mililitra HaDwaO. Nawet w misce dla psów. Nagle musieliśmy uzupełnić zapasy, bo nie wiadomo jak długo potrwa awaria. Niedoczas zmienił się w czas przeszły dokonany. Miał być spektakl „Łojdyrydy”, było łojdyrydy i cały mój bogaty zasób przekleństw. Miał być Teatr Pijana Sypilnia, w gardle było sucho jakby dręczył mnie katzenjammer. Grozili nam brakiem wody w kranach, nie? Zaczęło się. Dobranoc.

(krawat: Ortal Łódź}

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz