Dobry wieczór! We wrześniu 1975 roku płonął most Łazienkowski. Chodziłem
wtedy do Liceum Prusa na Katowickiej i bardzo żałowaliśmy, że zdarzenie
to miało miejsce w godzinach popołudniowych, bo gdyby było wcześniej
wyszlibyśmy ze szkoły obserwować to niezwykłe zjawisko. A tak gapiliśmy
się na płonący most po lekcjach, kompletna strata czasu. Jak wróciłem do
domu o tym co się działo opowiedziałem rodzicom, bo w końcu sensacja
była niezwykła, a wiadomość nie podawana jeszcze w radiu. Ojciec,
inżynier, profesor budownictwa, specjalista od konstrukcji, betonów i
żelbetonów, rzeczoznawca i biegły sądowy kategorycznie stwierdził, że
betonowy most płonąć nie może, chyba że mu się w tym pomoże. Krążyły
potem słuchy, że ktoś użył napalmu albo innej substancji użytecznej do
takiego celu. Według oficjalnej wersji przyczyną potężnego pożaru był
ogień, który najpierw strawił drewniany pomost techniczny, od niego miał
się zająć cały most. Ponieważ dwa dni wcześniej spłonął całkowicie w
Alejach Jerozolimskich popularny Cedet, czyli Centralny Dom Towarowy,
znany później jako „Smyk”, zaczęła po stolicy krążyć plotka, że te
pożary to taka zorganizowana akcja. „Siedem pożarów na VII Zjazd Partii”
- mówiono skrupulatnie odliczając przy okazji każdy kolejny pożar w
mieście. Dobranoc.
(krawat: Havana Fashion, Tie Rack)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz