Dobry wieczór! Kiedyś byłem w Darłówku, lało całe dwa tygodnie, więc większość czasu spędziłem przy barku na polu namiotowym. Dość szybko okazało się, że byłem jedynym klientem barku i pola namiotowego. Kemping dawał mi zniżki, barek nie. Z musu w tym barku przez cały czas słuchałem tzw. hitów, w kółko te same 10-12 utworów, od rana do świtu. Ja to pal sześć, zawsze mogłem wyjść i zmoknąć na zewnątrz, ale podziwiałem barmana, młodego człowieka. Dwanaście godzin tego słuchał, non stop, bez wytchnienia. Po jakimś czasie ledwo wytrzymywałem jak leciały te hity. Normalnie bym wykitował, ale deszcz i drinki robiły swoje. Któregoś dnia chłopak powiedział, że go wieczorem nie będzie, a drinki poda mi ojciec, bo on idzie na dyskotekę. Mnie to zawsze było obojętne kto mi drinki podaje, więc uprzejmie kiwnąłem głową. Następnego dnia chłopak przyszedł w porze obiadowej. Wiadomo, balował na dyskotece do rana. Siedziałem przy barze, sączyłem drinka, słuchaliśmy radia i rozmawiałem z ojcem tego młodzieńca o boksie, na którym się absolutnie nie znam. Barman jak wszedł to od razu włączył swój magnetofon kasetowy ze znanym mi aż za dobrze zestawem utworów.
- I jak udała się dyskoteka? - zapytałem kurtuazyjnie, bo dobrze wychowany jestem.
- A dziękuję! Było super!
- Potańczyłeś sobie...
- Nie, gdzie tam znowu.
- Podziwiam. Tak od razu wyrwałeś dziewczynę, Chapeau bas! - powiedziałem z uznaniem.
- Skądże!
- To z kumplami dałeś ostro w parnik.
- Ja nie piję.
- Myślałem, że tylko w pracy nie pijesz. To powiedz, co robiłeś na dyskotece przez cały ten czas skoro nie piłeś, nie tańczyłeś i nie wyrywałeś lasek.
- Słuchałem muzyki.
- O! Cudownie. A co takiego tam puszczali?
- A to samo co tutaj u mnie przez cały czas leci!
- Nalej mi chłopcze, podwójnego mi nalej. Prawdziwy meloman z ciebie.
Dobranoc.
z cyklu: Ludzie, których spotkałem
(krawat: Havana)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz