poniedziałek, 25 stycznia 2016

2095 krawat, 2095 dzień, 25/1/16

Dobry wieczór! Dzień zaczął się od sukcesu, bo skutecznie pobrano mi krew. Rano wypiłem hektolitr wody i do przychodni udałem się marszobiegiem. Tym razem krew pobierała osoba określana przez pracujący w przychodni młodszy wiekiem personel jako starsza, doświadczona pielęgniarka. Ta „starsza pielęgniarka” jest młodszą ode mnie, całkiem atrakcyjną kobietą.
Pamiętam, jak rodzice pytali mnie w czasach szkolnych: – Jaka jest ta czy tamta nauczycielka? – Stara – odpowiadałem. Potem matka dziwiła się: – Jaka ona stara? W moim wieku przecież jest.
Dzień zamknęliśmy wizytą z Cyzią u weterynarza. Na zastrzyk. Dzisiaj nie było naszego doktora, ale był inny, którego też znamy. Pan weterynarz spojrzał na Cyzię, powiedział jej milion czułych słów, pogłaskał, potarmosił i wycałował. Oczami wyobraziłem sobie wizytę u ludzkiego lekarza. Nie, żeby zaraz całowali. Bez przesady. Po prostu taką scenkę sobie wyobrażam po wejściu do gabinetu: – Witam pana, jak to miło, że pan przyszedł mnie odwiedzić. Świetnie pan wygląda mimo tej wysypki i kataru...
Potem może nawet wytarmosić. Dobranoc.

(krawat: no name)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz