środa, 6 listopada 2013

1286 krawat, 1286 dzień, 6/11/13

Dzień dobry! Rysiu do szpitala trafił kilka godzin przede mną. Kiedy wwożono mnie z izby przyjęć słyszałem jego głos, jak zaledwie trzy godziny po odzyskaniu przytomności i amputowaniu nogi, tłumaczył przerażonej rodzinie, że choć to strata, to jednak ta strata otwiera przed nim nowe możliwości. Bo Rysiu to postać z amerykańskiego filmu, a nie z polskiej rzeczywistości.
Ponieważ przeżył operację ratującą życie, to był pierwszym z nas na chodzie. Zaglądał do mojej sali, gdzie leżałem rozciągnięty na wyciągu, i opowiadał jak sobie wyobraża swoje, nowe życie.
I rzeczywiście, ledwo nauczył się chodzić o kulach, ruszył do pracy. Niestety, do amerykańskiego filmu dobrała się polska dystrybucja i Rysiu po wyjściu ze szpitala dostał z NFZ-u pieniądze na protezę, które mogły wystarczyć jedynie na zakup sandałów w Deichmannie. Rysiu się jednak nie poddał. Teraz dowiedziałem się, że po ponad trzech latach od wypadku, dzięki Fundacji Jasia (a raczej już Pana Jana) Meli otrzymał w końcu wymarzoną protezę. Rysiu, śnij i walcz jak w amerykańskim filmie! Miłego dnia.

z cyklu: Ludzie, których spotkałem

(krawat: no name)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz