sobota, 3 listopada 2012

918 krawat, 918 dzień, 3/11/12

Dzień dobry! Przyszedłem na świat i kilka pierwszych lat życia spędziłem w pewnym miasteczku pod Warszawą. Tam też urodził się Jan Himilsbach, a dzieciństwo spędził Piotr Skrzynecki. Patroni w sam raz dla mnie.
Kiedy byłem mały, dzieci biegały same po podwórku i okolicach. Poza wizytami na targu, gdzie stały konne wozy, uwielbiałem jeszcze pogrzeby. Tak szczęśliwie się składało, że w pobliżu mojego domu przebiegała droga ze szpitalnej kostnicy do kościoła i dalej na sam cmentarz. Te pogrzeby to było coś fascynującego. Często towarzyszyły im orkiestry. Czasami wojskowa, ale najczęściej kolejarska lub z fabryki dźwigów, dawniej Rudzkiego. Najbardziej niesamowity był tłum z tymi  wiejskimi kobietami niemiłosiernie zawodzącymi żałobne pieśni. Nierzadko było słychać głośny, nieskrywany płacz kobiet i nawet mężczyzn. Zawsze też ktoś mdlał, najczęściej kiedy otwierano trumnę nad grobem.
Uwielbiałem patrzeć na konny karawan.  Czarno-srebrny, pełny tandetnie barokowych detali, a w nim trumna z falbankami wystającymi spod wieka i leżące na niej wieńce. Zazwyczaj po wyjściu z kościoła mężczyźni brali trumnę na ramiona i nieśli ją tak na cmentarz, co było oznaką hołdu dla zmarłego. Karawan jechał wtedy przed nimi. Lubiłem ten karawan.
Do Warszawy przenieśliśmy się zanim poszedłem do podstawówki. W czasach licealnych przyjechałem do swojego rodzinnego miasta. Po metrykę albo coś takiego. Przechodziłem przez jeden z ryneczków i zobaczyłem dziwnie stojący kondukt żałobny. Jakby nagle zastygł w zdumieniu. Podszedłem bliżej. Koń, który jeszcze przed chwilą ciągnął powóz z trumną leżał na kamiennym bruku ulicy. Chwilę wcześniej padł i właśnie na moich oczach wydawał z siebie ostatnie tchnie. Orszak żałobny był zdumiony, ale dziwnie spokojny. Jakby pogodzony z niezwykłym wyrokiem losu. Kilku mężczyzn wzięło trumnę na ramiona i kondukt powędrował w stronę kościoła. Kiedy odchodzili patrzyłem na martwego konia. To był ostatni dzień, w którym ulicami tego miasteczka przeszedł kondukt z konnym karawanem. Na moich oczach umarło coś z mojego dzieciństwa. Miłego dnia.

z cyklu: Ludzie, których spotkałem

(krawat: Kurt Geiger)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz